Reklama

Rzuć przynętę, sprzedaj dobrze plotkę, podszepnij intrygujące oskarżenie. Wzburz spokojne fale Internetu. Najskuteczniej to osiągniesz, atakując powszechnie rozpoznawalne osoby. A potem obserwuj falę niechęci, złości, ataków, jeszcze gorszych oskarżeń. Falę emocji i hejtu, która rośnie jak góra – pisze Rafał Grupiński, polityk PO, historyk, animator kultury

Media społecznościowe tracą wówczas swą rolę schronienia dla nieskończenie licznych  indywidualności i azylu dla ich ekspresji. Stają się ogromnym, niekontrolowanym placem, targowiskiem wypełnionym rozedrganym, często wściekłym zgiełkiem wpisów i memów.

Cyfrowym światem, zatłoczonym do granic możliwości, rządzi już od lat psychologia tłumu. Dziś widać to nadzwyczaj wyraźnie.

Na ulicach pandemiczne pustki, choć nadzieję dawał i daje wciąż Strajk Kobiet. Za to w sieci tłoczno i gwarno. Ten hałas rośnie.

Rzeczy małe stają się wielkie; wielkie i prawdziwie ważne giną w odmętach emocji i bardzo często nieludzkiej głupoty.

Reklama

Właśnie – nieludzkiej. Stadnej. Rządzącej się, jak analizował to Gustave Le Bon, prawem tłumu, który często zamienia się w gardzący wszelkimi regułami motłoch. Czy chcemy w nim być? Oczywiście nie. Czy odcinamy się od zbiorowej emocji? Czasami. Ale nikt nie lubi być w mniejszości. Lepiej nie być osamotnionym, mieć jak najwięcej tak zwanych polubień, jak najgłośniej targować i licytować swoje racje, być razem z innymi. Być zaakceptowanym.

Psychologia tłumu buduje się z indywidualnych aktywności, z których pierwotną jest chęć udziału w zbiorowości, drugą – potrzeba ekspresji, a trzecią – umiejętność samousprawiedliwienia.

Z tych właśnie ziaren rośnie góra. A że złamiemy przy okazji nieco swoje zasady? Zapomnimy, w czym kryje się istota dobrego wychowania? A dlaczego mielibyśmy się krępować? Przyznamy raczej przed samymi sobą z ulgą, że wreszcie nie musimy udawać tej okropnej poprawności. I co z tego, że  jesteśmy tak naprawdę nietolerancyjni? A od czego jest anonimowość? W tłumie jestem anonimowy, czyż nie? A poza tym wszyscy ONI naprawdę mnie denerwują. Wszyscy, bez wyjątku. Innych przecież ja też wkurzam. Czuję się wreszcie częścią prawdziwej, nieograniczonej niczym wspólnoty. A że drażliwej, falującej emocjami, niechętnej wobec wszelkich indywidualności? Mnie też atakowano, mnie też przecież odbierano cześć i chwałę. Niech teraz wreszcie płacą inni.

Kultura, tworzona przez wiele wieków i w znacznej części elitarna, z wolna docierająca wraz z edukacją pod symboliczne strzechy, dziś jest niezwykle zagrożona.

Internetowa pięść uderza w jej podstawy. Bo jej podstawą zawsze była tak trafnie ujęta przez starożytnych Greków kalokagathia – czyli dobro i piękno nierozerwalnie zespolone ze sobą. A dziś zamiast kalokagathii rządzi naszym światem resentyment i szpetota, internetowa sieć Tersytesa, który brzydotę łączył ze złem w jednej zuchwałej postaci.

Tak, to właśnie zuchwałość daje miejsce głupocie, gdyż brak wiedzy głuszy rozsądek i sprzyja moralnej słabości. Czy potrafimy odwrócić ten proces, powstrzymać jego zwycięski marsz? Zamknąć w jakimś przewidywalnym czasie epokę bezczelnego i zarazem najgłupszego z wojowników Iliady? Oto jest pytanie, na które każdy z nas powinien sobie odpowiedzieć. Samodzielnie.

Rafał Grupiński


Zdjęcie główne: Rafał Grupiński, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons

Reklama