Reklama

Samorządowcy to niewykorzystany zasób kadrowy polityki na szczeblu krajowym i bardzo jestem ciekaw, jak mu pójdzie. Lubię ludzi ambitnych, z poglądami – tak kandydaturę Jacka Jaśkowiaka w prawyborach ocenia były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. O Małgorzacie Kidawie-Błońskiej mówi: – To poważny kandydat, charakteryzuje ją miękka charyzma. Mam nadzieję, że pójdzie drogą prezydent Czaputowej.

JUSTYNA KOĆ: Do ostatniej chwili zwlekał, ale Jacek Jaśkowiak wystartuje w prawyborach. Jest pan zaskoczony? Jak ocenia pan tę kandydaturę?

RADOSŁAW SIKORSKI: Nie ukrywam zaskoczenia, ale pozytywnego. Samorządowcy to niewykorzystany zasób kadrowy polityki na szczeblu krajowym i bardzo jestem ciekaw, jak mu pójdzie. Lubię ludzi ambitnych, z poglądami.

Jeżeli prawybory wygra Małgorzata Kidawa-Błońska, to ma szansę pokonać Andrzeja Dudę?
Dowiemy się, czy polska jest gotowa na kobietę prezydenta, czy nie. Małgorzata Kidawa-Błońska to poważny kandydat, charakteryzuje ją miękka charyzma. Mam nadzieję, że pójdzie drogą prezydent Czaputowej. Polacy docenią to, że będzie prawdziwym prezydentem, a nie popychlem lidera partyjnego, osobowością suwerenną.

Rolą prezydenta jest być trochę ponad polityką, a nie wykonawcą poleceń partyjnych.

Ktokolwiek zostanie kandydatem, PiS uruchomi całą machinę, łącznie w wylaniem wiadra pomyj w mediach publicznych. To nie będzie łatwe starcie?
Po pierwsze w tzw. mediach publicznych, a naprawdę partyjnych; robią propagandę i drenują i tak niewysokie standardy dziennikarskie.

Reklama

Taktyka wyborcza powinna być dostosowana do osobowości. Ja jestem z natury fajterem, więc ja na uklepanej ziemi w tym turnieju starałbym się wygrać, używając rozmaitych oręży. Wydaje mi się, że PiS antycypując już kandydaturę Kidawy-Błońskiej będzie udawał baranka, taki „PiS w owczej skórze”, i będzie starał się wygładzić wszystkie delikty konstytucyjne i skandaliczne zaniedbania, które obciążają jego hipotekę. Sposób na wygranie tych wyborów to obnażenie tej hipokryzji i wygranie dwóch debat w II turze. W mojej ocenie Komorowski wygrał pierwszą debatę i zremisował w drugiej. Tym razem to nie wystarczy, bo

Duda jest faworytem, ma cały aparat państwa za sobą i bezwzględnych klakierów partyjnych. Tu trzeba będzie wygrać przekonywająco.

To była ciężka decyzja, aby nie startować w prawyborach?
Długo nad tym myślałem, bo nikogo nie będę oszukiwać, że nie miałem takich ambicji. Jednak sytuacja jest inna niż 10 lat temu, bo wtedy konkurując z Komorowskim przy mediach, które zachowywały jakieś standardy, była szansa, że prawybory pomogą naszemu ostatecznemu kandydatowi.

Czy pomysł na prawybory był dobry?
Moim zdaniem tak, co najwyżej wykonanie mogło być lepsze. 10 lat temu Tusk zaprosił nas na naradę, ustaliliśmy zasady współzawodnictwa i była rozmowa, jak to zorganizować. Teraz tego zabrakło.

Może jest tak, że demokracja partyjna w dzisiejszej Polsce się nie sprawdza?
Oczywiście, że można być partią typu wschodniego –

jak PiS, w której prezes jest właścicielem partii, ale ja do takiej partii bym nie chciał należeć.

Jarosław Gowin utarł nosa prezesowi i zmusił go do wycofania projektu zniesieniu 30-krotności składek. Kaczyński przełknie tę pigułkę czy prędzej czy później odpłaci Gowinowi?
Nie takie pigułki już prezes musiał przełykać. Ja jestem pod wrażeniem – i chyba jako pierwszy pisałem o tym, że Gowin ma szanse wręcz zostać premierem, czy to Zjednoczonej Prawicy, czy to w rządzie opozycji, bo jego 18 szabel stanowi języczek u wagi w arytmetyce sejmowej. Zdziwiłem się, że nie zalicytował o premierostwo, sądząc, że może nie ma kontroli nad swoją frakcją. We wtorek pokazał, że ma kontrolę i że bez jego głosu ustawa by nie przeszła. Zmusił prezesa, który cofa się dopiero, gdy ma wodę pod nosem, do rejterady. To pokazuje, że Zjednoczona Prawica jest de facto koalicją, w której Gowin jest silniejszym elementem, niż Ziobro, bo w odróżnieniu od Ziobry ma zdolność koalicyjną. Z drugiej strony to pokazało, że

gdyby chciał, Gowin mógł zablokować kandydatury Piotrowicza i Pawłowicz do Trybunału Konstytucyjnego, a poparł je. Wstyd.

Na ile to zmienia polityczną rzeczywistość?
Obawiam się, że metodami służb tajnych, jawnych dwupłciowych i korupcją polityczną PiS spróbuje złamać i rozszarpać partię Gowina. Zobaczymy, czy ludzie Gowina okażą odporność marszałka Grodzkiego.

Czy ten Sejm przetrwa 4-letnią kadencję? A może czeka nas rząd mniejszościowy?
Moim zdaniem wiele jest w rękach Jarosława Gowina. Już wiemy, że może się postawić Kaczyńskiemu, zatem pytanie czy podniesie rękę za innymi kontrowersyjnymi decyzjami prezesa.

Jak podobało się panu exposé premiera Morawieckiego? Bo z jego wypowiedzi wynika, że Polska to kraj mlekiem i miodem płynący, do którego chcą wracać emigranci, a OECD przewiduje najlepszy wzrost gospodarczy wśród krajów Europy.
Pierwsza bzdura – Polacy wracają tylko z jednego kraju – z Wielkiej Brytanii, więc wydaje mi się, że powody leżą raczej po stronie brytyjskiej niż polskiej. Wiele z jego twierdzeń z exposé to konfabulacje, do których zresztą się przyzwyczailiśmy.

Na poziomie merytorycznym, gdyby to była prawda, że w 4 lata z Polski w ruinie zrobili eldorado, to wówczas Kazimierz Wielki się nie umywa.

Dlaczego PiS nie chce przyznać, że brakuje pieniędzy na obietnice wyborcze i trzeba po prostu podnieść podatki?
Sądzę, że dlatego, że z badań wynika, że część naszych rodaków nie wie, że transfery socjalne pochodzą z ich własnych pieniędzy. Przecież rząd nie ma swoich pieniędzy. Może tylko przetransferować wydatki albo się zapożyczyć. Oszukiwano ludzi, że rzekomo odzyska się 350 mld, że biliony będą z reparacji, a tymczasem dokonano największego transferu środków pomiędzy Polakami w historii Polski. To, na co kraj było stać w szczycie koniunktury, teraz zaczyna być trudniejsze. Dlatego teraz widzimy desperackie szukanie środków, których moim zdaniem należy poszukać gdzie indziej. Jeśli po 4 latach rządów pociotków PiS-owskich o 1/3 spadła wartość spółek Skarbu Państwa, to wystarczy przywrócić konkurencyjne zasady dla menedżerów do tych spółek i już uzyska się kilkadziesiąt mld.

Wystarczy odejść od poronionych pomysłów, jak przekop Mierzei Wiślanej za może nawet 2 mld zł czy lotnisko w środku pola za kilkadziesiąt mld zł. PiS wykorzystał proste rezerwy wypracowane przez poprzedników, a teraz te rezerwy się kończą.

Jest pan rozczarowany orzeczeniem TSUE?
I tak, i nie. UE nie ma instrumentów, żeby nakazywać państwom członkowskim czy karać je za łamanie własnej konstytucji. UE powiedziała nam, że to, co się stało, jest niewiarygodne w sensie wiarygodności wymiaru sprawiedliwości i musimy to skorygować. Najlepiej jednak, gdybyśmy zrobili to siłami SN, z czym jest problem, bo mamy rząd, który jak mu się nie podoba orzeczenie TK, to go nie publikuje, a jak wyrok SN mu się nie podoba – to jak w sprawie Kamiński, Wąsik i nadużywanie władzy – nie wykonuje go. Jeśli chcemy pokazać Europie, że jesteśmy zdolni do przywództwa w Europie, to powinniśmy to orzeczenie wykonać ustawami korygującymi te upolitycznienia władzy sądowniczej. Oczywiście nacjonaliści uważają, że Unia to są jacyś oni i pewnie się cieszą, że mogą psuć polską praworządność bezkarnie.

Pojawiły się komentarza, że TSUE nie chce wchodzić w ostre spory z państwami członkowskimi, bo tak naprawdę nie ma narzędzi, aby je egzekwować.
Dokładnie tak.

Jesteśmy konfederacją opartą na dobrowolnych traktatach państw członkowskich i Bruksela nie przyśle czołgów, aby to wyegzekwować. Cały system polega na poczuciu przyzwoitości państw członkowskich. Faktycznie jest trochę bezradny wobec bezwzględnych graczy, którzy ten system wykorzystują.

To nie wróży dobrze przyszłości Unii.
Ale to jest pytanie, czy damy radę jako konfederacja, czyli system, w którym ostateczne władztwo leży w państwach członkowskich – a przypominam, że Unia jest jedyną istniejąca konfederacją i wszystkie poprzednie albo się przekształcały w federacje, albo upadały. To jest problem, który sięga do jądra UE.

Jak ocenia pan podział ról w polityce zagranicznej? Sprawy europejskie wyjęte z Ministerstwa Spraw Zagranicznych. O co tu chodzi?
Chodzi o zwiększenie władztwa premiera nad resortami i o osłabienie ministra Czaputowicza, który zdaje się ma słabą pozycję w rządzie. Teraz będzie tylko jeździł do Azji, Afryki, Ameryki Łacińskiej. To smutna degradacja MSZ i niemądra decyzja. MSZ dysponując siecią placówek wie, co piszczy w stolicach, a przecież decyzje, które są ogłaszane w Brukseli – czy to przez ministrów, czy premierów – są wypracowywane w ich stolicach. Zatem, jak się wie, w jakim kierunku idzie myślenie poszczególnych państw członkowskich, to uzyskuje się przewagę informacyjną w negocjacjach w Brukseli. Do tej pory Szymański jako wiceminister spraw zagranicznych i pierwszy doradca premiera ds. europejskich miał przełożenie i na resorty, i na placówki. To był dobry system. Teraz powielają system brytyjski, który wiemy, do czego doprowadził.

À propos systemu brytyjskiego, to będzie brexit czy nie?
Amplituda opinii publicznej Wielkiej Brytanii jest duża, ale

faworytem w wyborach są torysi, a jeżeli torysi wygrają, to brexit będzie.

Czy Grzegorz Schetyna powinien pozostać szefem PO?
Mamy w styczniu wybory w partii, więc zadecyduje zbiorowa mądrość Partii.

A pan zagłosuje za tą kandydaturą?
Zdaje się, że pojawiają się inne i ja uważam, że partia wymaga zdynamizowania.

A pan rozważa kandydowanie na to stanowisko?
Nie rozważam.


Zdjęcie główne: Radosław Sikorski, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons

Reklama