Reklama

Gdy z polskich sukcesów cieszyli się fani siatkówki czy piłki ręcznej, kibice koszykówki mieli nadzieję, że przyjdzie im przeżywać podobne emocje. Wreszcie jest okazja – nasi koszykarze już w sobotę rozpoczną zmagania w mistrzostwach świata. Czy tym razem kraj oszaleje na punkcie basketu? To możliwe, warunek jest jeden – sukces reprezentacji.

Do tej pory Polska grała na mistrzostwach świata tylko raz, w odległej przeszłości. Debiut przypadł na 27 maja 1967 roku i był zwycięski – biało-czerwoni pokonali Portoryko 76:64. Ostatecznie na rozgrywanym w Urugwaju turnieju, drużyna prowadzona przez Witolda Zagórskiego – twórcę największych sukcesów reprezentacji – zajęła dobre, 5. miejsce. Jednak od tego wyjątkowego występu minęło już ponad 50 lat, od ostatniego udziału w Igrzyskach Olimpijskich – 39. Na osłodę dla rodzimych kibiców koszykówki, Polska regularnie gra na Eurobaskecie, lecz występy te trudno nazwać rewelacyjnymi.

Obecni w Europie

Na pierwszy międzynarodowy turniej po dłuższej przerwie wprowadził Polskę wybitny ligowy trener, Andriej Urlep. Był 2007 rok, kadra przegrała trzy mecze i wróciła do domu po fazie grupowej hiszpańskich mistrzostw, lecz obudziła się nadzieja, że może da się odbudować popularność koszykówki. Tym bardziej, że następny Eurobasket rozgrywano w polskich halach. Sukcesem zespołu, prowadzonego już przez nowego trenera, Muliego Katzurina, było zwycięstwo z Litwą i awans do drugiej rundy. 

W następnych edycjach nie było lepiej. W 2011 spektakularne zwycięstwo nad Turcją zostało zniweczone przez porażkę z Wielką Brytanią. Dwa lata później Polacy wygrali tylko jeden mecz. Pracę tracili kolejno Aleš Pipan i Dirk Bauermann. Następcą Niemca został Amerykanin Mike Taylor i otrzymał, mimo nieudanego Eurobasketu 2017, kredyt zaufania.

Reklama

I teraz będzie pierwszym po pół wieku, a drugim w historii trenerem, który poprowadzi reprezentację Polski w finałach koszykarskich mistrzostw świata. 

Mundialowa niewiadoma

Z jednej strony w powrocie na mundialowe parkiety z pewnością pomogła decyzja FIBA o rozszerzeniu liczby uczestników do 32, lecz wciąż biletu do Chin nikt nie dawał za darmo. Polacy musieli przebić się przez dwuetapowe eliminacje, w których walczyli m.in. z Litwą, Włochami czy Chorwacją. I to właśnie dwukrotne pokonanie drużyny z Bałkanów okazało się kluczowe, by po latach powrócić na koszykarskie salony.

I teraz celem Mike’a Taylora jest gościć na tych salonach jak najdłużej. Po losowaniu nie da się nie myśleć o awansie do dalszych gier. W Pekinie Polska zmierzy się kolejno z Wenezuelą (31 sierpnia), gospodarzami – Chinami (2 września) i Wybrzeżem Kości Słoniowej (4 września). Przeciwnicy to egzotyczni, ich wylosowanie wzbudziło wśród kibiców optymistyczne nastroje, lecz należy pamiętać, że i obecność Polski w grupie A też nie zasmuciła żadnego z rywali. W prowadzonym przez FIBA Power Rankingu, Biało-czerwoni zostali sklasyfikowani na 16. miejscu.

– Po 0:3 na turnieju w Niemczech Polska pokazała, że nie jest lepszą drużyną od choćby Kanady, lecz szczęśliwe losowanie powinno dać JEJ awans do drugiej rundy – brzmi ocena naszej reprezentacji.

Sparingowy prysznic

Eksperci z FIBA zauważyli, że Polacy niezbyt efektownie rozpoczęli przygotowania do mistrzostw. Ich pierwszy etap, turnieje w Pradze i Hamburgu, drużyna zakończyła ze słabym bilansem 1:6. Na poprawę morale zagrano jeszcze z Holandią, po czym kadra wyleciała do Chin. Już na miejscu Polska przegrała z potencjalnym rywalem w drugiej rundzie, Nigerią 84:87, następnie wygrała z Iranem 88:83, a w ostatnim sprawdzianie uległa Czarnogórze 65:70. Po meczu z ekipą z Bałkanów Mike Taylor podał ostateczną kadrę. Jedyna wątpliwość dotyczyła wyboru trzeciego rozgrywającego. Wybór padł na Kamila Łączyńskiego, który wygrał rywalizację z 20-letnim Łukaszem Kolendą, ale trzeba pamiętać, że na parkiecie pojawi się prawdopodobnie tylko w wyjątkowej sytuacji. Za rozegranie odpowiadać będą A.J. Slaughter i weteran kadry, Łukasz Koszarek. To oni mają dostarczać piłkę Adamowi Waczyńskiemu, Mateuszowi Ponitce czy Adamowi Hrycaniukowi. A ci swoimi rzutami powinni napisać kolejną piękną polską sportową historię.

Młodzież daje przykład

Przykład swoim starszym kolegom dali niedawno kadeci z kadry do lat 16. Młodzi Polacy wygrali rozgrywane w pierwszej połowie sierpnia mistrzostwa Europy dywizji B. Zawodnicy trenera Dawida Mazura byli na czarnogórskich parkietach niepokonani, zakończyli turniej z bilansem 8:0, a w finale pokonali Holandię 71:58.

Prócz sukcesu drużynowego, odnotować trzeba też osiągnięcia indywidualne – MVP imprezy został Jeremy Sochan, wybrano go też do najlepszej drużyny turnieju.

Seniorzy zagrają więc w Chinach nie tylko o spełnienie własnych marzeń, lecz także o popularyzację całej dyscypliny. Sukces nie zostanie zmarnowany – jak widać, następcy są. Może po latach będziemy wspominać sobotę 31 sierpnia jako cezurę nowej złotej koszykarskiej ery?


Zdjęcie główne: Rzut do kosza, Fot. Melinda Nagy, ilcencja Adobe Stock

Reklama