Video Player is loading.
Current Time 0:00
Duration 0:00
Loaded: 0%
Stream Type LIVE
Remaining Time 0:00
 
1x
    • Chapters
    • descriptions off, selected
    • subtitles off, selected

      To jest czynienie z Polski piątej kolumny w sprawach europejskich, i to na kolejnym obszarze. Polska staje się siłą rozsadzającą Unię. Ale to, niestety, wpisuje się w profil obozu rządzącego, który jest zasadniczo antyeuropejski. Dlatego władza szuka różnych trójkątów i czworokątów w rodzaju Warszawa-Mińsk-Budapeszt-Ankara – mówi w rozmowie z wiadomo.co prof. Roman Kuźniar, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, dyplomata, b. doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego

      KAMILA TERPIAŁ: Zdziwiła pana wizyta prezydenta Turcji i to, z jakimi honorami i zapewnieniami był przyjmowany w Polsce?
      ROMAN KUŹNIAR:
      Tak i myślę, że nie jestem jedyny. Polakom taki wstyd się nie należał. Turcja pod kierunkiem Recepa Erdogana skręciła w kierunku nie tylko autorytarnym, ale także silnie antyeuropejskim.

      Prezydenta Turcji jako rozmówcę dyskwalifikuje to, co wygaduje o UE i naszych najbliższych partnerach, w tym zwłaszcza kanclerz Merkel. Przyjęcie go w Polsce było nielojalne w stosunku do Europy.

      Trzeba grać zespołowo, bo Unia Europejska jest wspólnotą, a jeżeli się tego nie rozumie, to jest dla Polaków powód do poważnego niepokoju.

      Andrzej Duda nie tylko przyjmuje, ale też deklaruje: wspieraliśmy i będziemy wspierali starania Turcji o wstąpienie do UE.
      Żałuję, że muszę to powiedzieć, ale prezydent mówi od rzeczy. W obecnej sytuacji to w ogóle nie jest temat. Nieprzypadkowo rozmowy o członkostwie Turcji w UE utknęły w martwym punkcie. Nieprzypadkowo prezydent Erdogan mówi, że nie potrzebuje Europy i doskonale sobie bez niej poradzi. Wyrywanie się z bezsensownymi deklaracjami tylko po to, aby zrobić przyjemność despocie z Ankary, było nie na miejscu.

      Reklama

      Retoryka Erdogana wobec Unii jest obrzydliwa i haniebna, nie można na to przymykać oczu. Takie zachowanie mnie dziwi, bo jest w pewnym sensie zdradą polskich uczuć wobec Europy i wobec naszej europejskiej tożsamości.

      To jest czynienie z Polski piątej kolumny w sprawach europejskich, i to na kolejnym obszarze. Polska staje się siłą rozsadzającą Unię. Ale to, niestety, wpisuje się w profil obozu rządzącego, który jest zasadniczo antyeuropejski. Dlatego władza szuka różnych trójkątów i czworokątów w rodzaju Warszawa-Mińsk-Budapeszt-Ankara.

      Dołączamy do niechlubnego antydemokratycznego i antyunijnego grona. W taką stronę idzie Polska?
      Odwrót od demokracji i kurs w stronę autorytaryzmu podszytego nacjonalizmem mamy od pierwszych dni tej władzy. Ale do tego

      manifestowanie przyjaźni z władzą i człowiekiem, który ma obrzydliwy i pogardliwy stosunek do Europy, jest nie tylko niemoralne, ale także nieestetyczne. Powtórzę – to jest pewien rodzaj zdrady ideałów i wartości UE.

      Dlaczego władza tak działa? Jaki ma w tym interes?
      Są dwa wytłumaczenia tego, co się dzieje. Po pierwsze, oni naprawdę nie czują się Europejczykami, mają postsowiecką mentalność i forsują taką politykę. Po drugie, szukają doraźnych koalicji antyeuropejskich, ponieważ mają kłopoty z UE. Dlatego szukają towarzystwa, które ma podobne polityczne instynkty i problemy. Ale przynajmniej mogą pokazać, że nie są sami. Ale to jest wbrew uczuciom Polaków, którzy czują się silnie związani z UE. Szkoda, że takiego poczucia brakuje na szczytach władzy.

      Z jednej strony władza chce otworzyć drzwi UE dla Turcji, z drugiej strony nie zmienia podejścia do imigrantów. To chyba pewna kolizja?

      Oni są słabi w głębszym myśleniu. Są chytrzy i sprytni w przypadku sprawowania władzy, ale nie są poważni, jeżeli chodzi myślenie o Europie w kategoriach historycznych i cywilizacyjnych.

      A przy tej okazji nawet przeoczyli spójność przekazu. Wiadomo przecież, że gdyby Turcja weszła do Unii, to znacznie więcej Turków, wiele milionów, chciałoby i mogłoby się osiedlić w Europie. Turcy to przecież są muzułmanie. Jak to pogodzić z silnym antyislamskim podejściem tej władzy? Tu spójności nie ma. Ale oni się tym w ogóle nie przejmują, bo są cynikami.

      Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski mówi, że po 2 latach rządu może zameldować wykonanie zadania. Czego PiS dokonał w polityce zagranicznej?
      Najważniejsze, że minister Witold Waszczykowski wstał z kolan… Bo klęczenie było chyba bardzo niewygodną pozycją. Ale na poważnie, nie może mówić o żadnych sukcesach.

      Polityka zagraniczna tego rządu została zredukowana do obrony autorytarnego zwrotu. Polityka zagraniczna w podręcznikowym znaczeniu nie istnieje. Została zredukowana, tak jak chciał Jarosław Kaczyński, do roli tarczy przeciwko zewnętrznemu zainteresowaniu i zmartwieniu Polską.

      Dyplomaci robią wszystko, aby wytłumaczyć, że wszystko jest tak jak być powinno. Spieramy się z UE, czy jesteśmy jeszcze krajem demokratycznym, i tu prowadzimy grę na czas. Może to jest sukces resortu spraw zagranicznych?

      Tak naprawdę jedyne dwa sukcesy były przejęte po poprzednikach. Chodzi o szczyt NATO i członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Dobrze, że przynajmniej tego nie spartaczyli.

      Minister wstał z kolan chyba po to, aby odejść z rządu. Myśli pan, że to już przesądzone?
      Nie odnoszę się do spekulacji. Stanie się tak, jak zdecyduje człowiek, który uważa się za właściciela Polski i Polaków.


      Zdjęcie główne: Roman Kuźniar, Fot. Flickr/MSZ, licencja Creative Commons

      Reklama