Reklama

Donald Tusk swoim powrotem przekierował debatę publiczną na siebie i ożywił opozycję, teraz kryzys uchodźczy spowodował, że wszyscy zapomnieli o Strajku Kobiet, o aborcji, o wolnych sądach, o reasumpcji głosowania, o korupcji politycznej, nepotyzmie, o Gowinie, Kukizie. Teraz wszyscy mówią o uchodźcach i niestety jest to kolejna kwestia, która może uratować PiS przed oddaniem władzy. Co gorsza, Orbán też może mieć na to większe szanse – mówi nam prof. Renata Mieńkowska-Norkiene, politolog z UW. I dodaje: – Niestety, widać także w polityce unijnej, że ten aspekt humanitarny jest poświęcany na rzecz ustępowania populistom, bo jest obawa o to, że nastąpią jakieś exity z UE i że społeczeństwa odwrócą się od perspektywy integracyjnej

JUSTYNA KOĆ: Pomijając aspekt moralny sytuacji na granicy w Usnarzu Dolnym, jak ocenia pani geopolitycznie tę sytuację?

Renata Mieńkowska-Norkiene

RENATA MIEŃKOWSKA-NORKIENE: Przyznam, że nie cierpię tego słowa, bo niesie za sobą założenie, że wszyscy jakoś grają na międzynarodowej szachownicy, mają jakieś strategie, plany. Tymczasem często jest to zupełnie doraźna reakcja. Natomiast sytuacja oczywiście jest dość trudna i to z różnych powodów. Są tu aspekty międzynarodowe, bo jest to gra Białorusi wspieranej mocno przez Rosję, może nawet samej Rosji. To gra na destabilizację UE poprzez wywołanie minikryzysu w naszej części UE.

Pamiętajmy, że w 2015 roku bardzo istotnie do destabilizacji w rozumieniu politycznym, czyli np. w dojściu do władzy populistów, co dotyczy zarówno Polski, jak i Litwy, doprowadziła sytuacja z migrantami, tylko że wówczas migrantów z Bliskiego Wschodu w Polsce praktycznie nikt nie widział.

Mogliśmy tylko dywagować, co by było, gdyby jacyś obcy przyjechali. Wtedy mówiono o systemie relokacji, w ramach którego do Polski miało przyjechać niespełna 7,5 tys. ludzi, gdzie wszyscy byliby sprawdzeni, udokumentowani, z jasną przeszłością.

Reklama

Teraz mamy do czynienia z inną sytuacją, bo doszedł Afganistan, który został zdestabilizowany. Polska przyjęła kilka samolotów z uchodźcami z Afganistanu a ma problem z 32 osobami na granicy. Pamiętajmy jednak, że ten kryzys został wywołany Irakijczykami, którzy byli niemalże ściągani samolotami przez reżim Łukaszenki, a potem transportowani na granice z Litwą, Łotwą, a teraz Polską.

Rząd zmienił wyraźnie retorykę w stosunku do UE i Brukseli. Premier chyba nigdy tak ciepło nie wypowiadał się o KE i zresztą vice versa. Na ile to zmienia sytuację Polski i polskiego rządu w tych niełatwych relacjach?
Teraz jest trudniej obwinić UE za to, co się dzieje, i grać kartą anty-UE. Zresztą sama UE ma teraz zagwozdkę, co z tym zrobić, bo destabilizuje się sytuacja w sensie politycznym. Proszę zobaczyć, co dzieje się w europejskim dyskursie międzynarodowym. Niestety pojawiają się głosy, że Orbán miał rację, gdy budował mur, teraz Litwa stawia swoje zasieki, Polska swoje i wygląda na to, że wszyscy traktują to jako dobry środek, bo przecież granice UE musza być bezpieczne i nieprzekraczalne.

Orbán jawi się zatem jako wielki wizjoner, wielki polityk. Przykro na to patrzeć i to znaczy, że mamy naprawdę ogromny problem, a

karta migracyjna będzie rozgrywana bezwzględnie nie tylko przez populistów, ale wszystkich tych, którzy będą chcieli zdestabilizować sytuację w UE.

Wyobrażam sobie, że będą teraz podejmowane jakieś próby przez Polskę, Grupę Wyszehradzką i powiedzmy państwa bałtyckie, że będą tworzone jakieś antyimigranckie sojusze w narracji, że bronimy granic UE i wszyscy powinni być nam wdzięczni.

UE milczy, co też jest niepokojące. Milczy też Donald Tusk (poza kilkoma bardzo ostrożnymi wypowiedziami ogólnymi o człowieczeństwie, ale i konieczności obrony granic), który w ten sposób siłą rzeczy też wpisuje się w tę narrację. Przyznam, że czekam tylko, aż pojawi się ze strony polskich władz hasło, że ponieważ Niemcy budują z Rosją Nord Stream 2, a Amerykanie ponieśli klęskę w Afganistanie, to proszę nas nie pouczać, bo my wiemy lepiej, co robić.

Oczywiście Donald Tusk rozumie, że trzeba dystansować się od tego, bo może go to politycznie wiele kosztować.

To, co powinna robić opozycja? Bo z jednej strony mamy wyważone wypowiedzi Tuska, z drugiej posła Sterczewskiego, którzy próbował przedrzeć się z siatkami z jedzeniem przez kordon straży, w konsekwencji prawicowi czy prorządowi publicyści mieli kilka dni pożywki, premier prawie codziennie mówi o haniebnych działaniach opozycji, która działa wbrew polskiej racji stanu.
Uważam, że to dobrze, że są takie osoby jak poseł Sterczewski, które pokazują takie ludzkie odruchy i działanie. Tak to powinno być rozgrywane po stronie opozycyjnej. Powinni znaleźć się tam działacze na rzecz praw człowieka, którzy wezmą na siebie konsekwencje polityczne ciągłego przypominania, że to jest też kwestia humanitarna i kwestia prawa międzynarodowa, a opozycja ma dużą grupę wyborców na te kwestie wrażliwych, zwłaszcza młodych.

Gdzie w tym jest Frontex, który ma zresztą siedzibę w Polsce?
Pewnie zostanie w końcu zaangażowany w tę sprawę i to nie jest taki zły pomysł. Warto by pokazać, że na poziomie europejskim jesteśmy solidarni i mamy wspólną politykę. To dobry pomysł także z tego powodu, że wytrąciłoby populistom narrację, że UE nic nie zrobiła i oni sami musieli walczyć z problemem.

Jeżeli UE nie zareaguje, lub zrobi to w duchu Orbánowym i polskiego PiS-u, to pokaże też, że nie ma pomysłu na rozwiązanie problemu, a pamiętajmy, że sytuacja w Afganistanie jeszcze to pogłębi.

Może się okazać, że niedługo będziemy mieć nielegalną migrację na ogromna skalę. Podejrzewam, że UE będzie próbowała wchodzić w ciche sojusze z talibami, aby taka sytuacja nie miała jednak miejsca. Nie widzę tu niestety dobrego rozwiązania. Wcześniej Turcja zabezpieczała przed napływem nielegalnych imigrantów, ale teraz to rozwiązanie stoi pod znakiem zapytania. Zamknięty został szlak białoruski z perspektywy litewskiej, pewnie z Polską też tak będzie w niedługim czasie. Litwini dogadali się w tej sprawie też z samym Irakiem, pytanie, czy Polska będzie również do tego zdolna.

Nie pomógł hucznie zapowiadany Nowy Ład, a PiS zrównywał się w ostatnich sondażach z KO. Czy kryzys uchodźczy jest szansą na odbicie poparcia władzy?
Na pewno ten kryzys w tym sensie spadł PiS-owi i Konfederacji z nieba, bo dla nich to będzie bardzo korzystne politycznie. Polacy są społeczeństwem bardzo zamkniętym, z punktu widzenia kultury jesteśmy przywiązani do tradycji, z trudem przyjmują się u nas nowości, a każda inność wzbudza w nas irytację i strach. Niestety mamy tu krótką pamięć, bo chociażby Iran, Irak, Afganistan to były miejsca, z którymi Polacy robili biznesy i do których emigrowali, które miały istotne znaczenie dla polskiej racji stanu chociażby w perspektywie udziału polskich żołnierzy w misjach.

Dziś mamy powtórkę z rozrywki z 2015 roku, kiedy populiści doszli do władzy m.in. dzięki kwestii imigranckiej i może się okazać, że PiS dostanie trzecią kadencję, bo może straszyć i grać tą kartą, która jest dziś bardzo realna.

Polski rząd stosuje tu jasną retorykę: to jest wojna hybrydowa z Białorusią. Rozumiem zatem, że te 32 osoby na granicy to pociski skierowane na Polskę. Rząd mówi, że obroni najjaśniejszą RP przed strasznymi uchodźcami. Wysyła tira z pomocą, który stoi na granicy, bo nie jest wpuszczony przez Łukaszenkę, zamiast dać tym ludziom chociażby chleb i wodę, niezbędne leki.

Donald Tusk swoim powrotem przekierował debatę publiczną na siebie i ożywił opozycję, teraz kryzys uchodźczy spowodował, że wszyscy zapomnieli o Strajku Kobiet, o aborcji, o wolnych sądach, o reasumpcji głosowania, o korupcji politycznej, nepotyzmie, o Gowinie, Kukizie. Teraz wszyscy mówią o uchodźcach i niestety jest to kolejna kwestia, która może uratować PiS przed oddaniem władzy. Co gorsza, Orbán też może mieć na to większe szanse.

ETPCz orzekł, że Polska ma zapewnić koczującym na granicy żywność i środki do życia. Co to zmienia, czy Polska znowu nie wykona orzeczenia?
To już kolejne orzeczenie po słynnym orzeczeniu dotyczącym Czeczenów i tego, że Polska strona nie dochowała formalności na przejściu granicznym w Terespolu i uniemożliwiła ludziom składanie wniosków o azyl. W tej perspektywie dochodzi też międzynarodowe przekonanie, że Polska nie jest krajem, który na pewno dopełni swoich obowiązków wynikających z Europejskiej Karty Praw Człowieka i Konwencji Genewskiej, a także Karty Praw Podstawowych, która w zasadzie nakazuje udzielenia azylu, jeżeli kraj UE jest pierwszym bezpiecznym miejscem.

ETPCz nie orzekł, że Polska ma przyjąć tych ludzi, tylko że ma im dać jedzenie i środki higieniczne. Niestety widać także w polityce unijnej, że ten aspekt humanitarny jest poświęcany na rzecz ustępowania populistom, bo jest obawa o to, że nastąpią jakieś exity z UE i że społeczeństwa odwrócą się od perspektywy integracyjnej. Sądzę, że to nie jest uzasadnione i chociażby

po wynikach badań Eurobarometru widać, że Unia jest bardzo ceniona przez mieszkańców Europy,

pewnie to też efekt pandemii, ale widać też, że aspekt praw człowieka też jest tu istotny.

Oczywiście mimo wszystko doraźne emocje, które są rozbudzane przez tego typu sytuacje i niejednoznaczną reakcja władz UE, powodują, że rozmywa się trochę optyka humanitarna, w której pokazujemy, że UE to miejsce, w którym nie damy nikomu zatonąć, nikt nie będzie nieludzko traktowany i to niezależnie, czy to jest obywatel UE, czy nie. Porzucenie konsekwentnego nakierowania na ochronę praw człowieka to niestety doskonałe paliwo dla populistów.

UE nie potrafiła zbudować do tej pory sensownej polityki migracyjnej, nie ma jednolitego podejścia, które byłoby konsekwentnie wszędzie stosowane. Nawet przy założeniu, że naraża nas to na przyjmowanie dużej liczby uchodźców czy imigrantów, UE powinna ten problem rozwiązać.


Zdjęcie główne: Wizyta premiera Mateusza Morawieckiego na pasie granicznym, Fot. Flickr/KPRM/Adam Guz, licencja Creative Commons; zdjęcie w tekście: Renata Mieńkowska-Norkiene, Fot. ARWC

Reklama