Reklama

W Polsce procesy putinizacji dalej postępują, zagrożenie ze strony Rosji nie zatrzymało Kaczyńskiego ani jego akolitów w robieniu tego, co dotychczas, natomiast w ich interesie jest udawanie, że wszystkie wewnętrzne konflikty się skończą – mówi nam prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. I dodaje: – UE powinna nam pomóc w kwestii uchodźców, ale nie powinno to w żaden sposób wpływać na zablokowane fundusze z KPO za nieprzestrzeganie praworządności. To są dwie odrębne rzeczy

Prezydent w wywiadzie dla „Sieci” mówi, że ta wojna nas zjednoczyła. Czy rzeczywiście, czy może wszystko wróciło już do normy i to ze zdwojoną siłą?

MAREK MIGALSKI: Zaraz odpowiem na pani pytanie, natomiast w tym wywiadzie prezydenta jest jeszcze inna rzecz, która dla mnie jest istotna. Pan prezydent powiedział do ewentualnych polskich ochotników, że jeżeli chcą, to niech idą na wojnę. Dla mnie to ważne i oczekuję od tych wszystkich, którzy przez lata wycierali sobie gębę husarią, wyklętymi, ojczyzną, że właśnie teraz się pakują i pojadą na front. To jest moment prawdy i sprawdzenia tego, czy im gęby służą tylko do kłótni w mediach społecznościowych, czy za tymi ich deklaracjami coś stoi.

Krótko mówiąc, pan Sławek Jastrzębowski, Jakimowicz, który fotografował się z giwerą, Pereira i młody Wildstein, którzy paradowali w opaskach Powstania Warszawskiego, jadą teraz na front. To będzie też ważne w kwestii sprawdzenia tego, czy mają moralne prawo zabierać powietrze w polskiej debacie publicznej.

Wracając do pani pytania, to oczywiście, że wszystko wraca do normy. Mieliśmy rzeczywiście pewne wahnięcie, ale ono potrawa w zależności od tego, jak długo potrwa wojna ukraińsko-rosyjska. Przecież to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, nie wyzerowało naszej polityki, a wręcz przeciwnie. To, że jesteśmy w obliczu realnego zagrożenia naszego bezpieczeństwa, powinno spowodować, że odpowiemy sobie na pytanie, kto przez ostatnie 8 lat zwiększał nasze bezpieczeństwo, a kto zmniejszał.

Reklama

Jest oczywiste, że jedynym powodem, dla którego bomby, które spadają dziś na ukraińskie miasta, nie spadają na polskie, jest to, że jesteśmy członkiem NATO i UE. Wobec tego prawdziwymi patriotami zatroskanymi o bezpieczeństwo Polek i Polaków są ci, którzy wybrali kierunek na zachód, a wszyscy ci, którzy Zachód obrzydzali, nazywali UE wyimaginowaną wspólnotą, okupantem, uważali, że Niemcy przekształcają się w IV Rzeszę, działali tak naprawę na niekorzyść Polski i warto dziś o tym mówić. Szczególnie dzisiaj, kiedy stajemy w obliczu największego od 30 lat niebezpieczeństwa.

Polska polityka nie tylko nie powinna się wyzerować, ale powinna być jeszcze wyostrzona, ponieważ właśnie Putin weryfikuje polskie debaty.

Od prawicowej części publicystów i polityków usłyszałby pan, że jest pan zdrajcą…
Tym bym się nie przejmował, bo prawdopodobnie powiedziałbym im to samo. Naprawdę uważam, że duża część prawicowych polityków, publicystów i dziennikarzy świadomie lub nie, ale działała na niekorzyść Polski. Nasz konflikt właściwie ze wszystkimi partnerami zachodnimi, od Izraela i Stanów Zjednoczonych po prawie wszystkie kraje unijne, w zasadzie tylko oprócz Węgier, był osłabianiem bezpieczeństwa Rzeczpospolitej, wyłuskiwaniem nas z Zachodu, to była realizacja agendy putinowskiej. Jeżeli ktoś w Polsce okazuje się w obliczu agresji Putina zdrajcą, to ci, którzy podważali nasze członkostwo na Zachodzie i skłócali nas z zachodnimi partnerami, bo dziś tylko dzięki temu partnerstwu zachowujemy bezpieczeństwo.

26 byłych sędziów TK o wyroku Trybunału Przyłębskiej napisało, że to „drastyczny eksces orzeczniczy”. Dlaczego akurat teraz TK podjął taką decyzję?
W interesie władzy jest udawanie, że polska polityka się wyzerowała i jesteśmy w jakimś dziwnym okresie, kiedy krajowa polityka się nie dzieje, tylko że politycy władzy uprawiają politykę cały czas.

Prezydent mianuje neosędziów, rozkradanie majątku państwowego dalej postępuje, polityka się nie skończyła.

W interesie władzy jest tępić teraz jakąkolwiek krytykę i skrywanie się za hasłami o tym, że Polacy to wspólna rodzina i w sytuacji zagrożenia musimy stanąć wspólnie przy władzy, ale to PR-owski zabieg PiS-u i specjalistów od marketingu politycznego. W Polsce procesy putinizacji dalej postępują, zagrożenie ze strony Rosji nie zatrzymało Kaczyńskiego ani jego akolitów w robieniu tego, co dotychczas, natomiast w ich interesie jest udawanie, że wszystkie wewnętrzne konflikty się skończą.

Czy będzie efekt flagi, czyli jednoczenia się przy partii władzy?
Przede wszystkim on już jest, ale mniejszy niż przewidywałem. Rzeczywiście w sondażach PiS trochę odbiło, ale to jest jednak rozczarowujące. W perspektywie długoterminowej możemy się borykać z problemem politycznym wywołanym ogromną mniejszością ukraińską, która tu powstanie, i to będzie oczywiście szansa dla Konfederacji. To może być w perspektywie kilku miesięcy cenne paliwo, tym bardziej, że skończyło się paliwo szczepionkowe, a

nastroje antyukraińskie w Polsce tlą się.

Oczywiście teraz mamy ogromną falę sympatii, ale po pierwsze nie wszyscy w tym pomaganiu uczestniczą, mamy tu trochę skróconą perspektywę, ale w dalszym ciągu są ci, którzy uważają, że powinniśmy zemścić się za Wołyń. Po drugie, trzeba uczciwie przyznać, że wśród tej za chwilę dwumilionowej grupy są tez różni ludzie. Słyszeliśmy kilka dni temu, że jakiś okropny Polak zgwałcił Ukrainkę, ale nie łudźmy się, że za kilka, kilkanaście tygodni nie usłyszymy, że jakiś Ukrainiec zrobił coś złego lub gorszego, bo Ukraińcy, jak każda nacja, są podzieleni na dobrych i złych. Uciekają nie tylko niewinne matki z dziećmi, ale również kombinatorzy, oszuści i za chwilę nastąpią takie incydenty.

Konfederacja zacznie to podkreślać, a PiS, co oczywiste, nie będzie mogło z podobnych oskarżeń zrezygnować, bo jak wiemy modus operandi prezesa Kaczyńskiego jest takie, aby nic mu nie wyrosło po prawej stronie. W długiej perspektywie ten czynnik ukraiński będzie wpływał raczej w taki sposób na polską politykę.

Chodzą słuchy, że Kaczyński rozważa wybory w maju lub jesienią. To realny scenariusz?
Nie lubię używać tego sformułowania, ale pisałem o tym miesiąc temu. Jeszcze przed wojną, ale już w obliczu tego ogromnego napięcia to było pierwsze, co przyszło mi do głowy – to ostatni moment, kiedy Kaczyński może być prawie pewien, że wygra wybory. Zwłaszcza jeżeli nastąpiło by coś na kształt resetu w relacjach z UE. Jeżeli Kaczyński uwierzy, że ma szanse realnie wygrać, to to zrobi i nie cofnie się, nawet doskonale zdając sobie sprawę z tego, że to nie jest dobry moment na wybory, kiedy grozi nam poważny konflikt z Rosją, ale dla niego to polityczne złoto, tak jak kryzys na granicy na Białorusią.

Prawica domaga się natychmiastowego odblokowania funduszy z KPO, rozumiem, że w ramach podziękowania za to, jak Polska pomaga uchodźcom. Czy to realny scenariusz?
Uważam, że UE powinna nam pomóc w kwestii uchodźców, ale nie powinno to w żaden sposób wpływać na zablokowane fundusze z KPO za nieprzestrzeganie praworządności. To są dwie odrębne rzeczy.

Można to porównać do sytuacji, kiedy dostaliśmy mandat za zbyt szybką jazdę, ale ponieważ pomogliśmy dziecku w zadaniu domowym, to policja ma nam anulować mandat. No tak nie jest.

Policja może nas pochwalić za zadanie domowe, ale to nie kasuje faktu, że jesteśmy piratami drogowymi. Oczywiście, że UE powinna nam też solidarnie pomóc, mimo że my nie wykazywaliśmy się solidarnością 7 lat temu. Przypominam, że wówczas PiS-owcy na hasło, że mamy przyjąć 7 tys. imigrantów, dostawali spazmów.

Wierzy pan w przemianę prezydenta?
Tak, i tę zmianę widać. Po pierwsze, dostał historyczną szansę na odegranie tej roli, którą powinien odgrywać od 7 lat – Duda dziś robi wiele tego, co powinien robić prezydent. Po drugie, rozumie, że jego zależność od Kaczyńskiego się kończy, a za 2 lata, kiedy skończy się jego kadencja, to nie Kaczyński będzie mógł mu załatwić dostatnie życie, tylko zagranica, np. amerykańskie uniwersytety, które mogą, ale nie muszą zapraszać go na wykłady, oraz opozycja, która może, ale nie musi postawić go przed Trybunałem Stanu.

Wykazuje się więc sprytem

i zaczyna niuansować i trzeba to rzeczywiście odnotować z radością. To też potwierdza niestety jego osobowość, że on był uległy wobec Kaczyńskiego, kiedy mu się to opłacało, i teraz zaczyna się narowić, kiedy to podporządkowanie przestaje mu się opłacać.

(JK)


Zdjęcie główne: Marek Migalski, Fot. Uniwersytet Śląski

Reklama