Reklama

W Ministerstwie Sprawiedliwości istniał ośrodek koordynujący przestępcze, haniebne, niszczące obywateli RP działania. Zatem państwo polskie atakowało swoich obywateli tylko za to, że upominali się o przestrzeganie prawa. To przerażające, to naprawdę jest Białoruś – mówi nam prof. Marek Migalski, politolog, niezależny kandydat Koalicji Obywatelskiej do Senatu. Pytamy o władzę i dymisję ministra, pytamy też, dlaczego zdecydował się na kandydowanie do Senatu. – Nie zdecydowałem się na wejście do polityki, aby realizować jakieś swoje fantazje, tylko by przywrócić Polsce standardy demokratyczne. Żeby ją “odbiałorusinizować”, przynajmniej jej system polityczny – mówi

JUSTYNA KOĆ: Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak za pomocą internetowych trolli próbował niszczyć sędziów. Przerażający obraz władzy?

Prof. Marek Migalski

MAREK MIGALSKI: To jest wstrząsające, że tak zorganizowaną akcję niszczenia ludzi, dyskredytowania ich w oczach opinii publicznej prawdopodobnie koordynował wiceminister sprawiedliwości. Nie wiceminister sportu czy energii, tylko sprawiedliwości. Być może miał na to jeszcze przyzwolenie swoich szefów, bo w opublikowanej treści rozmów widzimy, że wiceminister Piebiak pisze, że szef też się będzie cieszyć z tego, że armia trolli niszczy sędziego, przewodniczącego niezależnego stowarzyszenia sędziowskiego. Tylko dlatego, że miał on odwagę krytykować władzę za deformę wymiaru sprawiedliwości, z którą mamy do czynienia od 4 lat. To jest po ludzku niewiarygodne, ale również w sensie instytucjonalnym jest to nieprawdopodobne. To oznacza, że w Ministerstwie Sprawiedliwości – podkreślę to po raz kolejny, bo to jest niczym czarny żart, paradoks – istniał ośrodek koordynujący przestępcze, haniebne niszczące obywateli RP działania. Zatem państwo polskie atakowało swoich obywateli tylko za to, że upominali się o przestrzeganie prawa. To naprawdę jest Białoruś.

Przez 5 lat zajmowałem się w PE kwestiami białoruskimi, wspierałem opozycję demokratyczną zarówno na Białorusi, jak i w Rosji. Znałem Niemcowa, który został zamordowany, znałem Ilię Jaszyna, który został znów aresztowany. Pięć lat poświęciłem na pomoc im i ich opozycyjnym kolegom i

Reklama

zawsze się zżymałem, jak ktoś w Polsce mówił, że to “Białoruś”, białoruskie standardy, bo różnica była jednak zasadnicza. To, o czym dowiedzieliśmy się w poniedziałek wieczorem, jest klasycznym przykładem “białorusinizacji” polskiego państwa. To jest państwo niszczące swoich obywateli tylko dlatego, że upominają się o demokrację i sprawiedliwość.

I krytykują władzę.
I tak, i nie, bo sędzia Krystian Markiewicz nie jest przeciwnikiem władzy. On nie zapisał się do PO, nie jest członkiem SLD, nie ma legitymacji PSL, nie jest przeciwnikiem władzy. On jest przeciwnikiem tego, co władza robi w konkretnym wymiarze, który go dotyczy, na którym się zna, gdzie dostrzega patologię. Nie można traktować kogoś, kto krytykuje posunięcia władzy, jako przeciwnika władzy, a już zwłaszcza jako przeciwnika Polski. To jest łatwa konstrukcja, która jest błędna. Wedle niej mówi się np., że UE atakuje Polskę za reformy, tymczasem Unia nie atakuje Polski, nawet nie atakuje rządu, tylko sprzeciwia się konkretnym posunięciom konkretnych polityków w konkretnych wymiarach życia społecznego.

Krystian Markiewicz sprzeciwia się konkretnym zmianom, jakie wprowadziły konkretne osoby, które niszczą praworządność i ma wręcz obowiązek jako sędzia stać na straży praworządności

Sprawie pikanterii dodaje fakt, że były już wiceminister Piebiak też jest sędzią.
Tak i jeszcze kolegą Markiewicza. Sam działał w stowarzyszeniu Iustitia. Sam sędzia Markiewicz mówił, że się kolegowali. To pokazuje też na moralny wymiar tego wydarzenia. Człowiek udający kolegę przyczyniał się do jego niszczenia. Przypomnę, że tego typu ataki hejterskie, kiedy trafiają na słabszą osobę, mogą skończyć się samobójstwem. Hejt nie powoduje tylko dyskomfortu, nie jest tylko nieprzyjemny, on jest zabójczy. Hejt zabija. Na świecie liczy się w tysiącach osoby, które odebrały sobie życie, bo były hejtowane w sieci. Dziś okazuje się, że

ośrodek hejtu był w Ministerstwie Sprawiedliwości. To jest przerażające.

Wiceminister Piebiak podał się do dymisji. Czy powinien to zrobić także minister Ziobro?
Tu wszystko jest jasne. Dymisja pana wiceministra jest dla mnie oczywista. Dymisja jego przełożonego, czyli – jak pisze Piebiak – “szefa”, prawdopodobnie może chodzić o ministra Ziobrę, jest dla mnie również oczywista. To powinno się dokonać natychmiast, bo inaczej psuje obyczaje publiczne i przyzwyczaja ludzi do tego. Dziś PiS będzie niszczył swoich krytyków, a za chwilę inna partia rządząca będzie miała moralne prawo, aby niszczyć swoich przeciwników. Podkreślam jeszcze raz, że to są standardy białoruskie i jedynym sposobem pokazania opinii publicznej, że to jest straszne, ale incydentalne, nie systemowe, jest natychmiastowe wywalenie z roboty pana ministra.

Czy ta afera jest większa, groźniejsza dla PiS-u, niż Kuchciński Travel?
Przy sprawie marszałka Kuchcińskiego mieliśmy nadużycie władzy i być może złamanie prawa. To było niemoralne, brzydkie, kosztowało obywateli ok. 4 mln zł, ale co do złamania prawa nie mam pewności. Tu sprawa jest poważniejsza. Złapany został za rękę urzędnik państwowy, który organizował działalność przestępczą, bo to, co robiła ta pani, jest przestępstwem.

Mam nadzieję, że zarówno ta pani poniesie konsekwencje prawne, jak i wiceminister.

Jak to wpłynie na wyborców niezdecydowanych, dzięki którym wygrywa się wybory, bo na twardy elektorat PiS-u pewnie nie wpłynie?
To prawda, że na twardy elektorat nic nie wpłynie. Nawet gdyby się okazało, że wiceminister Piebiak zamordował kota sędziego Markiewicza, to twardy elektorat uznałby, że to była walka ze wścieklizną i ktoś tak nieodpowiedzialny, jak Markiewicz, nie powinien opiekować się zwierzętami. Natomiast prawdą jest, że o wyniku wyborów “decydują” niezdecydowani. Jeśli założymy, a ja tak zakładam, że przy najbliższych wyborach 13 października pójdzie do urn ok. 60 proc. wyborców, to znaczy, że do wyborów pójdą nie tylko twarde elektoraty, ale również ci, którzy wcześniej z jakichś powodów nie chodzili na wybory, a teraz pójdą. Po części będą to na pewno zwolennicy PiS-u, którzy będą chcieli poprzeć to, co PiS zaoferował przez te 4 lata, ale duża część to będą ci wyborcy, którzy będą chcieli zaprotestować przeciwko temu, co robi PiS.

Wyczyny panów Kuchcińskiego i Piebiaka w moim przekonaniu przyczyniają się do tego, że liczba tych, którzy w tę niedzielę postanowią porzucić grillowanie na pół godziny i udadzą się na wybory, raczej się zwiększy niż zmniejszy.

Zdecydował się pan kandydować do Senatu z list opozycji. Nie boi się pan, że niedługo zamiast nazwiska Krystiana Markiewicza będziemy widzieć Marka Migalskiego?
Po pierwsze, nie boję się, a po drugie, spodziewam się tego. Każdy, kto wchodzi w politykę, zwłaszcza w takiej sytuacji jak obecnie, musi się z tym liczyć. Ja nie jestem małym dzieckiem, żeby myśleć, że po tym jak zadeklarowałem swój start w wyborach w okręgu 72, obejmującym mój rodzinny Racibórz, Żory, Wodzisław i Jastrzębie, wszyscy przywitają to z radością.

Nie boję się, choć przewiduję, że takie i podobne akcje będą prowadzone przeciwko mnie, ale to mnie tylko utwierdza w przekonaniu, że powinienem do polityki wejść i skończyć z takim procederem wobec kogokolwiek. Jeżeli wierzę, że opozycja może odsunąć PiS od władzy 13 października, jeżeli zostałbym wybrany na senatora, to przecież każdy, kto mnie zna, będzie wiedział, że

będę czuwał, aby nowa władza nie robiła takich rzeczy wobec swoich oponentów politycznych czy zwolenników PiS-u.

Nie zdecydowałem się na wejście do polityki, aby realizować jakieś swoje fantazje, tylko przywrócić Polsce standardy demokratyczne. Żeby ją “odbiałorusinizować”, przynajmniej jej system polityczny.

W swoim wpisie w mediach społecznościowym sam pan ocenia swoje szanse na dziś na poziomie 40 proc. To nie za dużo.
Jeśli to miałoby być pewne zwycięstwo, to niech startują działacze partyjni, posłowie, senatorowie opozycyjni. W ciągu ostatnich 4 lat we wszystkich wyborach w okręgu 72 wygrywał PiS.

PiS-owski bastion.
Nie aż tak, bo jeszcze we wcześniejszych latach wygrywało SLD czy PO. To jest zatem swingujący okręg, który akurat w ostatnich latach jest PiS-owski. Uznałem, że kto, jak nie ja. Przyznam, że mam naprawdę fajne życie, jestem komentatorem życia politycznego, mam sympatyczne życie towarzyskie i uczuciowe, satysfakcjonującą pracę na uczelni, piszę książki i

wszystko to postanowiłem zamknąć na razie w nawias i pójść na ten niełatwy dla mnie bój z tych powodów, o których rozmawialiśmy w pierwszej części rozmowy.

W mojej decyzji jest również element lokalny, o którym muszę wspomnieć. W senackim okręgu 72 doszło do totalnego kuriozum, ponieważ dotychczasowy pan senator Gawęda postanowił, że się sprawdzi w Sejmie, a na senatora PiS wystawiło jego żonę, która jest właścicielką zakładu fotograficznego. To ona ma przejąć ten okręg razem z wyborcami. Przypomina mi to dawne czasy, kiedy wieś z chłopami pańszczyźnianymi przekazywano jednemu szlachcicowi, bądź drugiemu, albo gdy mąż przekazywał w wianie majątek ruchomy swojej żonie. Przyznam, że to bardzo mnie wkurzyło, bo to mój okręg, jestem raciborzaninem i postanowiłem, że będę kandydować. Nawet wyborcy PiS-owscy w Jastrzębiu, Wodzisławiu, Żorach, Raciborzu nie zasługują na coś takiego, bo to jest brak szacunku do wyborców. Ktoś chyba uznał, że miejsce w Senacie rodzinie Gawędów po prostu się należy. Dlatego też postanowiłem powiedzieć głośne nie. Mam nadzieję, że gdy ktoś zobaczy na kartce do głosowania nazwiska pani Gawędy i moje, to zagłosuje na mnie, byłego europosła, dyrektora Euroregionu Silesia, wykładowcę akademickiego od 20 lat, znającego 3 języki. Wydaje mi się, że jako pięćdziesięciolatek spełniam minimalne wymogi, aby zasiadać w tak szacownej izbie, jak izba refleksji, czyli Senat RP.


Zdjęcie główne: Łukasz Piebiak, Fot. Flickr/Sejm RP/Krzysztof Białoskórski, licencja Creative Commons; zdjęcie w tekście: Marek Migalski, Fot. Flickr/Edvard Kožušník/©kozusnik.eu

Reklama