Reklama

Polityka transakcyjna, którą prowadził PiS przez 5 lat, była prosta, żeby nie powiedzieć prostacka, ale szalenie skuteczna: my wam dajemy pieniądze, ale wy nam poparcie, i to działało. Tylko to jest jak z narkomanem. Dopóki diler dostarcza narkotyki, jest dobry, ale gdy żąda zwiększenia pieniędzy albo przestaje odbierać telefon, to przestaje być dobrym dilerem. Wówczas uzależniony zaczyna szukać innego dilera – mówi nam prof. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. – Wszystko wskazuje na to, że w II turze znajdą się reprezentanci dwóch najsilniejszych partii, chyba że PiS odpali jakąś totalną bombę na Trzaskowskiego, ale wątpię. Trzaskowski jest ciągle w polityce i gdyby coś było, to wyszłoby przy kampanii samorządowej i innych okazjach – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: Ledwo Rafał Trzaskowski został kandydatem na prezydenta, a sondaże rosną z jednego na drugi. Czy to się utrzyma i czy PiS ma się czego bać?

MAREK MIGALSKI: Moim zdaniem ta tendencja się zatrzyma, bo ona wynika z tego, że elektoraty powróciły do swoich identyfikacji partyjnych – Duda zaczyna mieć tyle, co PiS, a Trzaskowski tyle, co KO. W tym duecie wszystko wróciło do normy. Mówiąc językiem Lampedusy z „Lamparta”, wiele musiało się stać, żeby nic się nie zmieniło. Wyborcy stanęli przy kandydatach swoich partii. Im bliżej wyborów, tym bardziej ta decyzja jest partyjna. Zresztą 5 lat temu było tak samo.

Na pół roku przed wyborami wszyscy lubili Bronisława Komorowskiego, bo był prezydentem. Potem z dnia na dzień deklaracje polityczne zmieniły się w partyjne. Tym też tłumaczyłbym ten zjazd Andrzeja Dudy do 40 proc. i podjazd Trzaskowskiego do ponad 20 proc.

Czyli to nie wina sztabu prezydenta, który wysyła go na bazar po truskawki, i kampanii, która wyraźnie zmarniała?
Oczywiście to ma swój wpływ. Gdybym miał wskazać najgorsze kompanie do tej pory, to byłaby to Małgorzata Kidawa-Błońska, Andrzej Duda i Robert Biedroń. Ten zjazd ma oczywiście związek z takimi niefortunnymi zachowaniami i wypowiedziami prezydenta, tylko że dla elektoratu PiS-u jego wizyta w Garwolinie jest fantastyczna, wyborca opozycyjny oczywiście dostrzeże tam złamanie wszelkich możliwych przepisów i prowadzenie kampanii wyborczej w sposób prawie nielegalny. Niewątpliwie to, że prezydent Duda nie zyskuje poza swój elektorat, jest winą sztabu, bo to on powinien dbać o to, aby prezydent nie bazował tylko na identyfikacji partyjnej PiS-u swojego elektoratu, tylko go poszerzał, bo tylko tak może wygrać w drugiej turze.

Reklama

Idzie drogą Komorowskiego?
Wiele na to wskazuje i gdybyśmy porównali poparcie dla obu panów, to one są podobne. Z poziomu ogromnego zaufania i dużego poparcia do poziomu poparcia swojej macierzystej partii.

Jakby jakiś duch się zadomowił w Pałacu Prezydenckim, który przez 5 lat powtarza lokatorowi, że jest najpiękniejszy na świecie, a w dniu wyborów umyka i pozostawia go sam na sam ze swoim „memowym” wizerunkiem.

Traci też sam PiS jako partia. Czy to efekt pandemii, zamieszania z wyborami i drukowaniem kart wyborczych, a może wszystkiego po trochu?
Te spadki są, ale nie jakieś spektakularne. Natomiast prawdą jest, że narasta irytacja w ludziach, co odbija się na notowaniach PiS-u i Dudy. Przyznać trzeba, że PiS robi wiele, aby ludzi dodatkowo wkurzyć. Irytująca jest sama sytuacja związana z pandemią, a rząd dokłada do tego jeszcze swoje działania, które są niespójne, spóźnione, nieudolne. Oprócz tych, o których pani wspomniała, dodałbym jeszcze działania policji. Ludzie zaczynają postrzegać policję jako nie pomocną, a opresyjną. To też są wizerunkowe kwestie. Dodatkowo moim zdaniem

PiS popełnił samobójstwo tymi uroczystościami na cmentarzu 10 kwietnia.

Zresztą napisałem to wtedy w mediach społecznościowych. Co ciekawe, to by się nie sprawdziło, gdyby nie afera z Kazikiem. Czyli nie dość, że popełnili błąd 10 kwietnia, to jeszcze nadgorliwcy w Trójce uwypuklili tę niezręczność i podali ją Polakom na talerzu, aby musieli się tym udławić po raz drugi.

To także to słynne zdjęcie Morawieckiego z Gliwic, gdzie siedzi m.in. z wojewodą śląskim. Dwóch panów, którzy powinni świecić przykładem, siedzi ze sobą, rechocze i łamie wszelkie możliwe przepisy, którym podlegają zwykli obywatele. Gdyby tak sobie usiadł Kowalski z Nowakiem i weszłaby policja, to nie dość, że restaurator dostałby karę kilkutysięczną, to jeszcze te osoby mogłyby zostać ukarane mandatami o wartości 10 tys. złotych. Potem jeszcze premier pokrętnie tłumaczy, że to są wskazania, a nie nakazy, i dopiero po następnych dwóch dniach ktoś w jego imieniu mówi, że przeprasza. To wszystko pokazuje, że są równi i równiejsi. Tymczasem właśnie media doniosły, że

premier Holandii Rutte nie mógł pojechać do umierającej matki ze względu na przepisy i nie zdążył się z nią przed śmiercią pożegnać, w gazetach można było zobaczyć, jak premier Portugalii stoi w maseczce w kolejce po zakupy. Jakże to odmienne od tego, jak polscy politycy i rządzący traktują siebie i wyborców. Niczym niewolników czy poddanych, którzy muszą biernie spoglądać, jak oni łamią wszelkie przepisy, które nakładają na nas. To musi działać negatywnie.

Jak istotny w tym jest fakt, że rząd nie ma pieniędzy na kolejny program socjalny?
Polityka transakcyjna, którą prowadził PiS przez 5 lat, była prosta, żeby nie powiedzieć prostacka, ale szalenie skuteczna: my wam dajemy pieniądze, ale wy nam poparcie, i to działało. Tylko to jest jak z narkomanem. Dopóki diler dostarcza narkotyki, jest dobry, ale gdy żąda zwiększenia pieniędzy albo przestaje odbierać telefon, to przestaje być dobrym dilerem. Wówczas uzależniony zaczyna szukać innego dilera. Być może ta metafora jest dość brutalna, ale dobrze pokazuje, jak to działa. Trzeba uznać, że część wyborców PiS-u jest związana z tą partią ideowo i cokolwiek PiS zrobi, to przy niej zostaną, bo ta partia przywróciła im „godność” i zapewniła „potęgę w świecie”, ale jest część wyborców, która przez ostatnie lata dawała tej partii większość, która ma do tej partii stosunek pragmatyczny. Dopóki dają transfery społeczne, to dajemy im poparcie. Kiedy ta kroplówka się urwała, to i lojalność osłabła.

A jakie znaczenie ma afera z ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim?
Był taki moment, kiedy był najpopularniejszym politykiem w Polsce i obdarzony był największym zaufaniem. Nie widziałem ostatnich badań, ale jego problemy i jego brata zaczynają być dla części opinii publicznej raczej obciążeniem tego rządu. Pokazują, że nawet w sytuacji zagrożenia życia albo sobie nie radzi, albo pozwala, żeby ktoś „kręcił lody”, jak kiedyś mówiono. Mimo to wydaje mi się, że jednak

Szumowski przynosi głosy do PiS-u. Może już nie jest na pierwszym miejscu, ale dalej jest popularny.

W ostatnich sondażach chyba najwięcej stracili Władysław Kosiniak-Kamysz i Robert Biedroń. Dlaczego?
Zacznijmy od Roberta Biedronia, bo to jest bardziej spektakularne. Ostatnio śmiałem się, że ta kandydatura może skończyć jak Magdalena Ogórek, czyli z 2,4 proc. Na razie wiele na to wskazuje. Przyczyną jest fakt, że epidemia zdekodowała niepowagę niektórych kandydatów, dokładniej tych, którzy nie wyczuli, że sytuacja się zmieniła i potrzeba innego języka. Tego nie rozumie Andrzej Duda i tego nie zrozumiał Robert Biedroń. On był dobrym kandydatem na czasy postpolityczne, kiedy trzeba ładnie się uśmiechać, być miłym, czasem rzucić żart. Taki okres mieliśmy rok temu, kiedy w wyborach do PE jego partia zrobiła 6 punktów. Teraz przyszła twarda polityka i Robert Biedroń się chyba do tego nie nadaje. Znam osobiście ludzi, którzy mając poglądy liberalno-lewicowe i którzy w normalnych warunkach zagłosowaliby na Lewicę, nie zrobią tego, dlatego że to właśnie Robert Biedroń.

Uważam, że Lewica robi błąd nie wymieniając Roberta Biedronia na Zandberga albo Czarzastego.

Jeśli miałbym doradzać Lewicy, to po wejściu Trzaskowskiego do gry, który jest bardzo bliski wizerunkowo i ideologicznie czy politycznie do Biedronia, zaczyna wysysać ten elektorat, poszedłbym w stronę czysto lewicowego ekonomicznego przekazu. To zapewniłby właśnie albo Zandberg, albo Czarzasty, albo ktoś ze starego zakonu SLD, kto wziąłby swoje 5-7 proc. i przynajmniej uniknął kompromitacji. Pamiętajmy, że w ostatnich wyborach Lewica weszła jako trzecia siła do parlamentu.

A Kosiniak-Kamysz?
On może liczyć na poparcie PSL, oczywiście więcej niż pokazują sondaże – sądzę, że w okolicach 5-10 proc., może 15. Kosiniak-Kamysz stracił na tym powrocie wyborców do „partyjności”. Pamiętajmy też, że kandydaci PSL zawsze dostawali słabe wyniki, poniżej wyników partyjnych.

Wyborcy PSL najchętniej chodzą do wyborów samorządowych, a najsłabiej właśnie do prezydenckich. Kosiniak-Kamysz też za to płaci, bo jego kampanię oceniam jako bardzo dobrą, a on sam wnosi powagę do debaty publicznej.

A Szymon Hołownia? Ten kandydat o wejściu Trzaskowskiego powiedział, że to jak przyłączenie się nowego biegacza na 30 kilometrze maratonu.
Błyskotliwa metafora i trafna i w jakimś sensie zdradza zmęczenie Hołowni. Hołownia obok Dudy jest najbardziej stratny na tym, że 10 maja wybory się nie odbyły. Około 10 maja miał ogromne szanse wejść do II tury i był o krok od prezydentury. Powrót wyborców PO do partyjnej identyfikacji musi skutkować tym, że jemu zabraknie trochę tlenu. Stąd jest coraz bardziej brutalny w kampanii i atakuje głównie innych kandydatów opozycji. To się może nie podobać, ale dla niego jest to najlepsza strategia.

Wybory będą prawdopodobnie 28 czerwca. Starczy Trzaskowskiemu czasu, aby wejść do II tury? Ma szansę wygrać z Andrzejem Dudą?
Wszystko wskazuje na to, że w II turze znajdą się reprezentanci dwóch najsilniejszych partii, chyba że PiS odpali jakąś totalną bombę na Trzaskowskiego, ale wątpię. Trzaskowski jest ciągle w polityce i gdyby coś było, to wyszłoby przy kampanii samorządowej i innych okazjach. W II turze już będzie ciekawiej, bo wszystkie badania pokazują, że Trzaskowski ma z Dudą mniejsze szanse, niż Hołownia i Kosiniak-Kamysz. To dobra wiadomość dla Andrzeja Dudy. Tylko że

po to mamy kampanie wyborcze, żeby dzisiejsze nastroje społeczne zmieniać. W moim przekonaniu będą się zmieniać na niekorzyść PiS-u.

Nie mamy pojęcia, jakie nastoje będą w połowie lipca, gdy będzie pewnie II tura, ale to 2 miesiące, w których wiele może się zmienić. Pytanie też, co wymyślą sztaby.

Na razie wygląda na to, że sztab Dudy śpi uśpiony tymi samymi środkami, co sztab Komorowskiego. Trzaskowski jest ewidentnie w natarciu, widać, że ma energię i ludzie wokół niego też ją mają. A pomysł z opublikowaniem oświadczenia majątkowego swojego i żony jest świetny. Nic go to nie kosztowało, prędzej czy później i tak by do tego doszło, ale na razie to on pokazuje, że nie ma nic do ukrycia, a reszta ma. Widać, że są tam dobre pomysły. To suma nastrojów społecznych, które są trochę niezależne od kandydatów, i praca sztabów będą rozstrzygać o ostatecznym wyniku.


Zdjęcie główne: Marek Migalski, Fot. Flickr/Edvard Kožušník/©kozusnik.eu

Reklama