Reklama

Po 7-godzinnej dyskusji na komisji projekt zmian Krajowej Rady Sądownictwa spadł z harmonogramu prac Sejmu, choć pierwotnie miał być przedstawiany w środę.  Zostanie rozpatrzony, prawdopodobnie, dopiero na następnym posiedzeniu za 2 tygodnie. – To jest bardzo zły projekt, krytykowany przez rozliczne środowiska prawnicze – mówi nam konstytucjonalista, prof. Marek Chmaj, i dodaje: – Refleksja nad tym projektem jest niezbędna i to dobrze, że odroczono głosowanie, ale jestem daleki od hurraoptymizmu.

Justyna Koć: To kolejne odroczenie prac nad ustawą o KRS. Jak pan myśli, czy to może świadczyć o tym, że PiS będzie chciało wycofać się z tego projektu?
Marek Chmaj
: Trudno powiedzieć, bo działania obecnej większości parlamentarnej nie zawsze idą meandrami logiki. To jest bardzo zły projekt, krytykowany przez rozliczne środowiska prawnicze, nie tylko przez Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, sam KRS, wydziały prawa, a także przedstawicieli doktryny prawniczej. Jest wiele opinii prawniczych w Sejmie wskazujących na niekonstytucyjność tych rozwiązań. Wobec tego refleksja nad tym projektem jest niezbędna i to dobrze, że odroczono głosowanie, ale jestem daleki od hurraoptymizmu.

Jeżeli skrócimy ustawą kadencję członków KRS, to może się okazać, że ustawą możemy skrócić każdą kadencje: prezesa NIK-u, Rzecznika Praw Obywatelskich, prezydenta, tu nie ma żadnej różnicy.

Główny zarzut niekonstytucyjności wobec tej ustawy dotyczy tego, że wygasza ona kadencje obecnych sędziów w KRS. Dlaczego to takie niebezpieczne?
Ta kadencja ma trwać 4 lata i wygaszenie kadencji konstytucyjnej ustawą jest rażąco niekonstytucyjne, widzą to nawet dzieci w szkole podstawowej. Jeżeli skrócimy ustawą kadencję członków KRS, to może się okazać, że ustawą możemy skrócić każdą kadencje: prezesa NIK-u, Rzecznika Praw Obywatelskich, prezydenta, tu nie ma żadnej różnicy. Jeżeli raz rażąco łamie się przepisy konstytucji, to na przyszłość daje to asumpt do podobnych wydarzeń.

Podobne wątpliwości ma też prezydent. Czy naprawdę wyobraża pan sobie, że za rok czy 2 lata zostanie skrócona w ten sposób kadencja prezydenta?
Oczywiście, to jest ten sam mechanizm. Skoro manipulujemy przy jakiejś ustawie, to przy okazji pod rygorem czy pod pretekstem zmian skracamy kadencje tego organu ustawą.

Reklama

Suweren to naród, a nie Sejm.

Wiceminister Marcin Warchoł zapowiedział poprawkę do ustawy. Kandydatów do KRS będą mogły zgłaszać środowiska prawnicze. Jak ocenia pan tę zapowiedź?
To iluzja, bo nie ma czegoś takiego, jak środowiska prawnicze. Wiemy, że sędziów powinni wybierać sędziowie i trzeba stworzyć taki mechanizm wyboru. Wiemy, że Sejm wybiera 4 posłów do Krajowej Rady Sądownictwa i jest to wprost wpisane do konstytucji. Zawsze można znaleźć kilku prawników czy kilku sędziów z przetrąconym kręgosłupem i na nich zrzucić, że to oni wskazali kandydatów, których później wybierze Sejm.

Ale może suweren chce inaczej? Dlaczego suweren nie może wybrać sędziów do KRS?
Suweren to naród, a nie Sejm.

Minister sprawiedliwości chce być z jednej strony zwierzchnikiem prokuratury, a z drugiej powoływać prezesów sądów i mieć wpływ na orzekanie. Nie wiem, do czego to prowadzi, ale wyrok sądu nie może być uroczystym zatwierdzeniem aktu oskarżenia.

Posłowie rządzącej partii twierdzą, że reprezentują suwerena.
Reprezentują naród, ale nie są narodem. Pamiętajmy, że Sejm może uchwalać ustawy, ale tylko w zgodzie z konstytucją. To konstytucja określa granice, w jakich porusza się ustawodawca.

Dziś w Sejmie odbyło się za to pierwsze czytanie projektu PiS dotyczącego zmian w sądownictwie, który zakłada m.in., że minister sprawiedliwości będzie mógł wymienić wszystkich prezesów i wiceprezesów sądów. 
To bardzo złe założenia. Już wcześniej minister sprawiedliwości został prokuratorem generalnym, czyli przejął prokuraturę, przejął zwierzchność nad dyrektorami sądów, teraz jeszcze chce mieć zwierzchność nad prezesami sądów, czyli realny wpływ na orzecznictwo. Prezesi sądów podejmują bardzo wiele decyzji procesowych. Minister sprawiedliwości chce być z jednej strony zwierzchnikiem prokuratury, a z drugiej powoływać prezesów sądów i mieć wpływ na orzekanie. Nie wiem, do czego to prowadzi, ale wyrok sądu nie może być uroczystym zatwierdzeniem aktu oskarżenia.

Może się okazać, że w ten sposób wykreowany aparat wymiaru sprawiedliwości może być użyty do osądzenia tych, którzy naruszyli konstytucję w tej kadencji.

Prowadzi do centralizacji. Prof. Adam Strzembosz na ostatnim kongresie prawników powiedział, że nawet za PRL tak nie było.
W PRL tak nie było, ale w ogóle porównania do PRL są nie na miejscu. Ja nie wiem, po co PiS-owi i ministrowi Ziobrze tak daleko idące zmiany. Proszę zwrócić uwagę, że do końca obecnej kadencji parlamentu zostały dwa lata, zanim minister Ziobro wprowadzi te zmiany, zanim uzyska wpływ na orzecznictwo przez nowo wybranych sędziów skończy się kadencja obecnego Sejmu. Może się okazać, że w ten sposób wykreowany aparat wymiaru sprawiedliwości może być użyty do osądzenia tych, którzy naruszyli konstytucję w tej kadencji.

Rzeczywiście rola prezesa jest tak ważna dla pracy sądu?
Oczywiście, to prezes sądu może wpływać na opóźnienie bądź przyśpieszenie rozpoznania danej sprawy. To prezes sądu ma wpływ na to, kto pracuje w danym wydziale, ilu jest w wydziale sędziów. To on podejmuje decyzje odnośnie zmiany składu orzekającego i to do niego wpływają skargi na sędziów. To bardzo wiele decyzji orzeczniczych.


Zdjęcie główne: Marek Chmaj, Fot. Senat RP/Michał Józefaciuk, licencja Creative Commons

Reklama