Reklama

Mamy do czynienia z ogromnym chaosem, który wykreował Jarosław Kaczyński i w którym sam się później pogubił, i sytuacją, kiedy kryzys zarządza PiS-em, a nie PiS kryzysem. To, że wybory nie mogą się odbyć 10 maja, było wiadome już pod koniec marca. Dziś mamy tylko tego potwierdzenie – mówi nam prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista, szef senackich doradców ds. kontroli konstytucyjności prawa. – Opozycja osiągnęła to, co chciała – że wybory 10 maja w takiej sytuacji, jaką mamy, i przy braku kampanii wyborczej, w dużym niebezpieczeństwie dla obywateli, którzy chcą w nich wziąć udział, nie mogą się odbyć – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Czy Sąd Najwyższy może unieważnić wybory, które się nie odbędą?

MAREK CHMAJ: To jest bardzo trudne pytanie, zwłaszcza że zgodnie z konstytucją ważność wyboru stwierdza SN, a wyborcy przysługuje prawo do zgłoszenia do SN protestu przeciwko ważności wyboru prezydenta. To wynika wprost z artykułu 129 konstytucji. SN ma być traktowany jako niezależny sąd, a zatem trafi do niego opinia z PKW, a obywatele mogą zgłaszać protesty wyborcze.

Sąd Najwyższy ma 30 dni na decyzję. Może umorzyć postępowanie, wskazując, że nie było wyborów, więc nie może wydać orzeczenia o ważności lub nieważności, bądź też może wydać merytoryczne orzeczenie i stwierdzić, że wybory zarządzone na 10 maja 2020 są nieważne. To zależy od sądu, ale po upływie 30 dni marszałek będzie musiał podjąć decyzję w sprawie wyborów.

Czy te wybory będą nowe czy te same?
Wybory zostały zarządzone na 10 maja i się nie odbyły. Stąd każde kolejne wybory będą nowymi. Będzie restart.

Reklama

Czyli na nowo kandydaci muszą zbierać podpisy, sami kandydaci mogą się zmienić, będzie nowa kampania?
Tak jest. Mamy tu do czynienia z kwestą następującą: konstytucja wskazuje, że tylko marszałek Sejmu ma możliwość zarządzenia wyborów na prezydenta. Terminy przewidziane w art. 128 ust. 2 są dwojakie. Pierwszy termin to dzień przypadający nie wcześniej niż 100 dni i nie później niż 75 dni przed upływem kadencji urzędującego prezydenta. Zatem ten termin już nie jest zachowany. Drugi termin mówi – w przypadku opróżnienia urzędu prezydenta nie później niż w 14. dniu opróżnienia urzędu marszałek wyznacza datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów.

Uważam, że traktując konstytucję systemowo marszałek powinien zarządzić wybory prezydenckie i one powinny się odbyć w najszybszym możliwym terminie.

Kiedy to mogłoby być?
Zakładając, że SN ma 30 dni, realnie wybory mogłyby się odbyć w lipcu lub sierpniu.

SN może stwierdzić ważność wyborów w ciągu jednego dnia?
Hipotetycznie może, ale obywatele mają 14 dni na składanie protestów wyborczych. Oczywiście SN mógłby umorzyć postępowanie wskazując, że nie będzie się zajmował orzekaniem o ważności czegoś, czego nie było.

PKW już wydała oświadczenie, że wybory nie mogą się odbyć. Nie obowiązuje też cisza wyborcza. Czy to oświadczenie PKW ma jakieś znaczenie?
Nie ma, wskazuje tylko, że przepisy związane z ciszą wyborczą i sankcje za jej naruszenie nie obowiązują. Jest to tylko opinia PKW. Z drugiej strony jest też zdrowy rozsądek. Skoro nie ma wyborów, to nie ma też ciszy. Sama cisza dotyczy kampanii, a skoro nie ma kampanii, to nie ma też ciszy.

Ktoś powinien ponieść odpowiedzialność za to, że wybory się nie odbyły?
Oczywiście.

Mamy tu do czynienia z przestępstwem niedopełnienia obowiązków czy przekroczenia uprawnień przez publiczne osoby bądź też z deliktem konstytucyjnym – naruszenie konstytucji lub ustawy w związku z zajmowanym stanowiskiem.

Premier Morawiecki, minister Sasin, marszałek Witek?
Na temat odpowiedzialności konstytucyjnej nie mogę się wypowiadać, bo jestem wiceprzewodniczącym Trybunału Stanu i musiałbym wyłączyć się później z potencjalnego postępowania.

A grozi politykom TS?
Być może Trybunał Stanu, a być może odpowiedzialność karna, bo wydano sporo środków z budżetu państwa nie tylko nie stosując trybu zamówień publicznych, co jest samo w sobie przestępstwem, ale i bez żadnej podstawy ustawowej. Stąd były to nielegalnie wydatkowane środki.

Wydanie już kilku tysięcy byłoby przestępstwem, a wydanie kilkudziesięciu milionów tym bardziej.

Jak pan jako konstytucjonalista patrzy na to, co się stało przez ostatnie 72 godziny?
Mamy do czynienia z ogromnym chaosem, który wykreował Jarosław Kaczyński i w którym sam się później pogubił, i sytuacją, kiedy kryzys zarządza PiS-em, a nie PiS kryzysem. To, że wybory nie mogą się odbyć 10 maja, było wiadome już pod koniec marca. Dziś mamy tylko tego potwierdzenie. Można było wobec tego zarządzić na tydzień stan klęski żywiołowej, później byłby 90-dniowy termin przewidziany przez art. 228 konstytucji na to, aby nie odbywały się wybory prezydenckie, później zarządzić wybory.

Zagraniczne media piszą o porażce Kaczyńskiego i partii rządzącej. Też tak to pan widzi?
Oczywiście.

To, że wybory się nie odbywają, jest klęską Jarosława Kaczyńskiego, który pomimo ostrzeżeń komentatorów, prawników, pomimo alarmów licznych podmiotów i alarmów różnych środowisk uparł się, że przeprowadzi te wybory, a okazało się, że nie zdołał tego zrobić.

To sukces opozycji?
Na pewno tak, bo opozycja osiągnęła to, co chciała – że wybory 10 maja w takiej sytuacji, jaką mamy, i przy braku kampanii wyborczej, w dużym niebezpieczeństwie dla obywateli, którzy chcą w nich wziąć udział, nie mogą się odbyć.

Sędziowie SN w bólach i z kontrowersjami zaczęli proces wyborczy na kandydata na I Prezesa SN. Proces przejęcia sądownictwa się domyka?
Pewnie tak i to ze stratą dla państwa i dla obywateli. Nawet licealista dostrzega, że przejęcie przez PiS Trybunału Konstytucyjnego odarło TK nie tylko z szacunku, jakim się wcześniej cieszył, ale nawet z godności. Co więcej, obecnie TK przekracza nawet próg śmieszności. To samo PiS będzie chciał zrobić z SN, to samo próbował, na szczęście nieskutecznie, z sądownictwem powszechnym.

Przejmowanie przez PiS kolejnych instytucji publicznych nie wiąże się z usprawnieniem ich działania, a wręcz przeciwnie.

Czy to, co się teraz stało z wyborami, nie stanowi niebezpiecznego precedensu na przyszłość?
Nie postrzegałbym tego w ten sposób. Myślę, że z tej sytuacji wyciągniemy wnioski i stworzymy takie mechanizmy, które na przyszłość obronią demokrację, państwo prawa i wolności obywatelskie.

Jest możliwe stworzenie takich mechanizmów, jeżeli ludzie tego nie rozumieją?
Oczywiście.

Takie mechanizmy musimy stworzyć, żeby nikt w przyszłości nie miał najmniejszego zamiaru ograniczać naszych konstytucyjnych praw.

Musimy zabezpieczyć uprawnienia i kompetencje władzy sądowniczej, realnie utrzymać trójpodział władz, musimy stworzyć gwarancje demokratycznych procedur w Sejmie, w Senacie, w samorządzie terytorialnym.


Zdjęcie główne: Marek Chmaj, Fot. Flickr/Kancelaria Senatu/M. Józefaciuk, licencja Creative Commons

Reklama