Reklama

W Polsce mamy dziś do czynienia ze zjawiskiem przemocy prawnej, przez które rozumiem wykorzystywanie instytucji prawnych, takich jak Trybunał czy takich jak prokuratura, do narzucania większości woli mniejszości. Państwo będzie ścigało lekarzy, wykorzystywało wszelkie dopuszczalne środki, aby to coś miało skutki takie same, jak ważny, niekwestionowany wyrok TK – mówi nam prof. Marcin Matczak, prawnik z Uniwersytetu Warszawskiego. I dodaje: – To dobrze pokazuje, że abstrakcyjna zasada praworządności ma bardzo konkretne skutki. Prof. Martin Krygier mówi, że praworządność to nie jest abstrakcja, tylko sytuacja, kiedy człowiek jest chroniony przed arbitralnym działaniem władzy wobec niego. To ochrona każdego z nas przed widzimisię państwa. Jeżeli wszystkie organy, które mają nas chronić, czyli trybunały, sądy, za chwilę Rzecznik Praw Obywatelskich, a także prokuratura, są przejęte przez państwo, to nie ma się do kogo zwrócić. Dlatego, moim zdaniem, takich sytuacji jak ta dotycząca aborcji będzie więcej.

JUSTYNA KOĆ: Co zmienia w prawie, co zmienia w rzeczywistości opublikowanie orzeczenia tzw. Trybunału Konstytucyjnego?

MARCIN MATCZAK: Są ważne powody, żeby twierdzić, że to, co zrobił Trybunał, jest wadliwe, ale nie mamy żadnego mechanizmu, żeby to stwierdzić. Dlatego dyskusja nt. ważności jest abstrakcyjna, a ona dotyczy natury prawnej. Dyskusja dotycząca sfery rzeczywistości jest ważniejsza, ponieważ dotyczy tego, jakie będą rzeczywiste skutki tego, co się stało.

Moim zdaniem w Polsce mamy dziś do czynienia ze zjawiskiem przemocy prawnej, przez które rozumiem wykorzystywanie instytucji prawnych, takich jak Trybunał czy takich jak prokuratura, do narzucania większości woli mniejszości. Bez względu na abstrakcyjną dyskusję dotyczącą skutków czysto prawnych moim zdaniem będzie tak, że aparat państwa na polecenie polityczne będzie realizował tę decyzję. Państwo będzie ścigało lekarzy, wykorzystywało wszelkie dopuszczalne środki, aby to coś miało skutki takie same, jak ważny, niekwestionowany wyrok TK. Niestety w ramach przemocy prawnej to, co się stało, jakkolwiek to oceniamy, będzie egzekwowane i na tym się trzeba skupić, tym bardziej, że

Reklama

egzekucja tego „czegoś” przyniesie dużo zła.

Czy w jakikolwiek sposób kobiety i ich partnerzy mogą dochodzić swojego prawa do aborcji? Liderki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet proponują, aby skarżyć lekarzy.
Wydaje mi się, że nie ma to sensu. Nie jest dobrym rozwiązaniem sytuacja, w której przemoc stosowana przez państwo skutkuje przenoszeniem winy czy wręcz przemocą stosowaną przez jednych obywateli wobec drugich. Zawiniło państwo, a nie lekarze, i sytuacja, kiedy te złe emocje próbuje się kanalizować w kierunku innych ludzi, jest niedobrym rozwiązaniem.

Ważniejsze jest to, aby legalnymi środkami kwestionować to, co robi państwo polskie. Nie ma ich wielu, ale jeżeli mówimy o prawach z kategorii praw człowieka, to zawsze można wykorzystać Europejski Trybunał Praw Człowieka. Pozostaje także droga, gdzie na poziomie europejskim można kwestionować status Trybunału Konstytucyjnego. Ta droga nie wiąże się tylko z ostatnią decyzją w sprawie aborcji, tylko z faktem, że to ciało, które jest pseudo-Trybunałem coraz mocniej angażuje się w działania, które mają doniosłość także w zakresie prawa wspólnotowego. Krótko mówiąc, nie wdając się w szczegóły prawne,

należy ścigać nie ludzi, ale państwo.

A może ludzi, którzy stoją na czele tego państwa?
Zawsze na czele państwa stoją jacyś ludzie. To, co nazwałem przemocą prawną zastosowaną przez aparat państwowy, jest przemocą stosowaną na polecenie ludzi i realizowaną przez ludzi. Wydaje mi się jednak, że nie ma na tym etapie, biorąc pod uwagę to, co się dzieje w Polsce, skutecznych środków ścigania ludzi stojących na czele państwa.

Jeżeli mamy państwo w pewnym sensie „uprowadzone”, przejęte – i w zakresie kontroli konstytucyjnej, i w zakresie prokuratury, a także w dużym stopniu w zakresie sądów – to opcje się kończą. To dobrze pokazuje, że abstrakcyjna zasada praworządności ma bardzo konkretne skutki. Prof. Martin Krygier mówi, że praworządność to nie jest abstrakcja, tylko sytuacja, kiedy człowiek jest chroniony przed arbitralnym działaniem władzy wobec niego. To ochrona każdego z nas przed widzimisię państwa.

Jeżeli wszystkie organy, które mają nas chronić, czyli trybunały, sądy, za chwilę Rzecznik Praw Obywatelskich, a także prokuratura, są przejęte przez państwo, to nie ma się do kogo zwrócić. Dlatego, moim zdaniem, takich sytuacji jak ta dotycząca aborcji będzie więcej.

Czyli żyjemy w państwie, gdzie instytucja, która miała być bezpiecznikiem, stała się źródłem represji?
Trybunał Konstytucyjny w stosunku do przestrzegania konstytucji pełni taką samą rolę, jak policja w stosunku do przestrzegania prawa o ruchu drogowym. Jeżeli ktoś jest piratem drogowym, a policja normalnie funkcjonuje, to można zgłosić, że ktoś piratuje albo jeździ po pijanemu. Wówczas policja przyjeżdża, zatrzymuje go i karze.

Jeżeli jest tak, że ten pirat jest właścicielem policji albo ją kontroluje, to nie ma jej po co wzywać, a pirat może jeździć do woli i szaleć po ulicach powodując zagrożenie.

Uważam, że to, co robi obecnie rządząca większość, to piractwo konstytucyjne. Jedyny policjant, który może tego pirata konstytucyjnego zatrzymać, to niezależny Trybunał Konstytucyjny. Niestety w TK siedzą koledzy tego pirata, bo są tam politycy, którzy jeszcze niedawno reprezentowali tę partię, i on nie chce przeszkadzać temu konstytucyjnemu piratowi. Dlatego ta sytuacja jest tak niezwykle trudna, bo nie ma się do kogo zwrócić. Na tym zresztą polega idea wyłączania bezpiecznika. Trzeba cierpieć dalej pod przemocą, a pirat dalej piratuje.

Czy przekonało pana uzasadnienie orzeczenia?
Nie, i to z wielu powodów. Istotą argumentacji konstytucyjnej jest uwzględnienie i zważenie różnych wartości, bo konstytucja chroni wiele różnych wartości. Nie jest sztuką tak zinterpretować konstytucję, aby dojść do wniosku, że tylko jedna wartość ma być chroniona. Sztuką jest tak to zrobić, aby dać głos różnym wartościom i znaleźć między nimi balans.

Podstawowym błędem intelektualnym tego uzasadnienia jest to, że ono w całości skupia się na ochronie dobra nienarodzonego dziecka, zapominając o ochronie dobra człowieka już narodzonego, czyli matki.

Ta sytuacja jest głęboko wadliwa w sensie logicznym, intelektualnym i prawnym, bo sens interpretacji konstytucyjnej to zbalansowanie wszystkich adekwatnych wartości konstytucyjnych. To uzasadnienie mówi, że dobru, jakim jest życie nienarodzonego dziecka, można tylko przeciwstawić równoważne dobro, jakim jest życie matki. Tymczasem od dawna nasze regulacje mówią zupełnie coś innego – pozostałe przesłanki dozwolonej aborcji mówią, że nie tylko życie, ale i zdrowie matki jest taką wartością, dodatkowo to zdrowie ma wymiar zarówno fizyczny, jak i psychiczny. Każdy się chyba zgodzi, że sytuacja przymuszenia matki do urodzenia dziecka, które ma wadę letalną, jest horrorem, który może zniszczyć taką matkę psychicznie.

Po drugie mamy przesłankę, która mówi, że aborcja jest legalna, kiedy ciąża pochodzi z przestępstwa, np. gwałtu. Jakie zatem dobro jest tu ważone z życiem nienarodzonego dziecka? Dziecko, które zostało poczęte z przestępstwa, może być zdrowe, może nie zagrażać życiu matki, a jednak mamy przesłankę pozwalającą na aborcję w takiej sytuacji. Ponownie zatem mamy dobro, które zdaniem prawodawcy równoważy życie dziecka, a wcale nie jest życiem matki. To uzasadnienie zupełnie nie widzi powyższych kwestii – jest młotem, który spokojnie mógłby zostać wykorzystany, aby w polskim prawie zostawić jedną tylko przesłankę aborcji – zagrożenie dla życia matki. To pokazuje, jak jest ono jednostronne, a przez to błędne.

Dla mnie to uzasadnienie ma jeszcze jeden podstawowy błąd, który pojawia się, kiedy ludzie nie odróżniają swoich preferencji od konstytucji, która jest wyrazem konsensusu całego społeczeństwa. Pojawia się on niestety dość często i zachodzi, kiedy

orzekający wyobraża sobie, co jest dobre, bo jest zgodne z jego wiarą, przekonaniem, religią, i tak dobiera argumenty, żeby wyszło na jego.

Kiedyś jeden z sędziów SN Stanów Zjednoczonych pytany o to, jak rozstrzyga sprawy, powiedział – myślę o tym, co dobre, i pozwalam prawu nadążyć. Pan sprawozdawca i jego towarzysze z TK w tej sprawie postąpili według tego założenia. Pomyśleli, co jest dobre w świetle ich religii, ich przekonania, i pozwolili prawu „nadążyć”, pomijając wiele innych wartości, które są w tym prawie obecne.

Czy z chwilą opublikowania orzeczenia te zmiany weszły w życie? Posłowie rządzącej większości zapowiadają, że będą w Sejmie próbowali łagodzić orzeczenie tzw. TK.
To jest szczyt hipokryzji, bo jest absolutnie jasne, że cała ta sprawa została wywołana głosami posłów partii, która rządzi Polską. Po drugie czas i wszystkie zawirowania związane z tą decyzja i jej uzasadnieniem oraz wcześniejsze informacje o bliskich relacjach miedzy Julią Przyłębską a Jarosławem Kaczyńskim całkowicie deprecjonują jakiekolwiek przekonanie, że była to obiektywna decyzja. Cała ta hucpa z odraczaniem publikacji była powodowana politycznie, a nie prawnie.

Ci ludzie nie przestrzegają nawet własnych chorych reguł, które wprowadzili. Zniszczyli reguły dotyczące normalnego funkcjonowania TK, a teraz nie potrafią szanować nawet tych, które sami stworzyli.

Sytuacja, w której uzależnia się opublikowanie decyzji, którą przecież rządzący uważają za ważną, od publikacji uzasadnienia, jest chora prawnie i nie ma sensu. Konstytucja mówi jasno, że orzeczenia mają być publikowane niezwłocznie i jeżeli ci ludzie uważają, że to orzeczenie jest ważne, to powinni je niezwłocznie opublikować.

Wraz z publikacją decyzji tego pseudo-Trybunału, dokonanej w ramach wspomnianej przemocy prawnej, przesłanka embriopatologiczna dokonania aborcji zostanie wykreślona z polskiego systemu prawa. Taki jest skutek publikacji orzeczeń TK. Trybunał ma nożyczki, on nic nie tworzy, tylko wycina z prawa to, co jego zdaniem jest niekonstytucyjne. Oczywiście parlament może uchwalić sobie ustawę, kiedy chce, może nawet uchwalić przepis, który będzie taki sam, jak ten, który został wycięty przez TK, chociaż to byłoby znowu pokazanie braku szacunku do własnego pseudo-Trybunału.

Można sobie wyobrazić, że ten przepis będzie inny niż dotychczas, że będzie próbował rozłożyć na czynniki pierwsze sytuację wad płodu, dokona ich gradacji itd. Tylko że to jest niezwykle trudne do zrobienia i niezwykle kontrowersyjne. Szczerze mówiąc uważam, że takie głosy ze strony partii rządzącej są po prostu mamieniem opinii publicznej.

Wątpię, czy będą chcieli poprawiać obecną sytuację, bo po pierwsze nie muszą tego robić, a po drugie to bardzo trudne prawniczo.

Dlaczego teraz?
Myślę, że są różne powody, zarówno polityczne, jak i społeczne. Przez ostatnie lata wielokrotnie doświadczaliśmy legislacyjnej gry z zaskoczenia. To takie wyczekiwanie momentu, kiedy wprowadza się bardzo kontrowersyjne zmiany w prawie w chwili, kiedy społeczeństwu najtrudniej się im sprzeciwiać. Podejrzewam także, że jakieś sterowanie terminami prawdopodobnie się odbywa. Ciągle mam przed oczami spotkania Julii Przyłębskiej z Jarosławem Kaczyńskim i dla mnie są one bardzo niepokojące.


Zdjęcie główne: Marcin Matczak, Fot. Adrian Grycuk, licencja Creative Commons

Reklama