Cały czas wszystko wisi na włosku. Trzeba przyznać, że jak się policzy tych, którzy są przeciwko PiS-owi w ostatnich wyborach, czyli zwolenników KE, Wiosny i Lewicy Razem, to ten wynik różni się o pół procenta od wyniku PiS. To są wyrównane siły, a nie Węgry, gdzie jest Fidesz, a potem długo nic – mówi nam prof. Jarosław Flis, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Założenie, że PiS-owi nic nie szkodzi, jest błędne. Z tym potencjałem i taką opozycją, gdyby sama nie robiła błędów, to by miał 60 proc. poparcia, a nie 40 proc. w sondażach. To demonizowanie przeciwnika utrudnia racjonalne działanie – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: Za mniej niż 100 dni wybory, a opozycja ciągle prowadzi rozmowy nad ostatecznym kształtem koalicji. PO chce szeroko, PSL bez SLD, które z kolei niechętnie patrzy na Wiosnę… Jak to się skończy?

PROF. JAROSŁAW FLIS: Plan był zapewne inny, ale się posypał: Platforma myślała, że jak stworzy koalicję, to wygra, a nie wygrała. PSL podobnie, tylko jeszcze wyszło na to, że zdolność utrzymania swoich wyborców w chwili pójścia na jednej liście była słaba i najwyraźniej zachowania części koalicjantów wywołały w zapleczu organizacyjnym wrażenie, że to jednak nie tak to miało być. PSL jest partią demokratyczną i tam lider nie może narzucić tego, co mu się podoba. Pamiętać też należy, że jeszcze w zeszłym roku zdobyła w wyborach samorządowych 12 proc. głosów, podczas gdy SLD zdobyło o połowę mniej. Zatem

lokalnie PSL jest dość mocne, a to daje mu niezłą pozycję do negocjacji.

Co do Wiosny, to udało się zdobyć 3 mandaty w PE, ale zburzenie muru to nie było. SLD siedzi tu najciszej, bo po pierwsze, jest bardzo słabe, a po drugie – wyszło ewidentnie najlepiej na tej koalicji: wniosło najmniej, a wyniosło najwięcej.

W samej PO koalicja przyniosła frustrację, podobnie jak w SLD po koalicji LiD, bo jednak wnieśli najwięcej głosów, a dostali gorsze miejsca i musieli się podzielić. Z tego, co wiem, w szeregach Platformy trwa zgrzytanie zębami. Może jeszcze nie ostrzenie noży, ale do tego dużo już nie trzeba. Schetyna naprodukował sobie wrogów w partii przez te lata i gdy tylko powinie mu się noga, to chętnych do tego, by dołączyć się do buntowników, nie będzie brakowało.

Teraz trzeba się przegrupować do kontrataku, a to nigdy nie jest łatwe,

zwłaszcza jak dowództwo nie wzbudza entuzjazmu. To skomplikowana układanka i rozumiem, że dla zwycięstwa dobrze by było już te spory porozstrzygać, ale one przede wszystkim nie są łatwe. Nikt do końca nie wie, jakie są zasoby kadrowe, i nie wiadomo, w jakim realnym stanie jest Wiosna, SLD, na ile naprawdę stać PSL i czy sama PO jest sprężona do działania. To, co dzieje się w samej PO, widać, gdy spojrzy się na przypadek Elżbiety Łukacijewskiej i tych wewnętrznych prztyczków, których sobie z kierownictwem partii nie żałowali. Źle też wygląda załatwienie sprawy z Bogdanem Zdrojewskim. Lista tych potknięć kierownictwa Platformy jest spora. Z tego powodu też ta zdolność do skrzykiwania i mobilizowania jest mniejsza.

To, że kibice bardzo by chcieli, żeby drużyna wygrała, nie oznacza jeszcze, że ona się od tego spręża.

Jeżeli te rozmowy nie skończą się w ciągu kilku czy kilkunastu dni, to PiS może otwierać szampana i szykować zmiany w konstytucji?
Bez przesady, aż tak łatwo PiS-owi nie będzie. Moim zdaniem na opozycji powstaną dwa bloki. Jeżeli PSL pójdzie oddzielnie, to raczej PO przygarnie lewicę i Wiosnę. Jak się okaże, że jednak PO woli dogadać się z PSL, a lewicę wypchnąć na zewnątrz, to ta nie będzie miała wyjścia i będzie musiała się zjednoczyć, prawdopodobnie także z Zandbergiem. Inaczej czeka ją katastrofa.

Dwie listy nie są dramatem, a który wariant – czyli czy Europejska Partia Ludowa i Bardziej Zjednoczona Lewica, czy Koalicja Obywatelska i PSL – to temat do dyskusji i rozumiem, że o to toczą się rozmowy.

Samodzielny start SLD czy Wiosny jest już chyba niewyobrażalny i muszą się z kimś skleić. Z kim, to już nie od nich zależy, tylko od głównej siły, czyli PO.

Czy PSL ma szanse wyłuskać PiS-owi wyborców konserwatywnych, czy powinien szukać wyborców gdzie indziej?
Rozhisteryzowani przeciwnicy PiS nieustająco go demonizują, traktując jego zyski jako trwałe. O PO też tak mówiono i wiemy, jak się to skończyło. PSL jest sprawny lokalnie, co potwierdzają wyniki wyborów samorządowych. Moim zdaniem tu jest coś do zdobycia. Oczywiście jeszcze zobaczymy, jak będą wyglądać listy PiS i PSL, ale na pewno lokalnie, z tego, co wiem, PSL jest silniejszy od PiS-u, który kadrowo lokalnie jest bardzo słaby. Oczywiście jak pokazały wybory do PE, nawet te skromne zasoby można zmobilizować lepiej, a PSL zadziałał tu gorzej. Potencjał PSL na pewno ma, tylko czy uda się to uruchomić, pozostaje niewiadomą, ale od tego jest właśnie kampania.

Do tej pory zazwyczaj było tak, że rządzącym udawało się trochę trudniej mobilizować niż opozycji.

Czy PSL nie udało się pozyskać głosów, bo poszedł w koalicji z SLD, czy właśnie dlatego, że działacze przespali?
Te sprawy są powiązane. To, że poszedł w koalicji, oznacza tyle, że miał dwa problemy. Po pierwsze, miał dużo mniej kandydatów, więc naturalne, że lokalnie mniej ich było widać, po drugie – musiał się tłumaczyć, dlaczego koalicjanci mówią to, co mówią. Trudno było prowadzić kampanię na takich warunkach, czyli mając w całym kraju tylko 15 kandydatów i w sytuacji, gdy współkoalicjanci zajmowali się głównie walką z Wiosną o elektorat bardzo odległy od tego, o który walczył PSL.

Do tej pory żadna z afer nie zaszkodziła poważnie partii rządzącej. Czy chaos w szkołach spowodowany “deformą” edukacji i podwójnym rocznikiem może PiS-owi zaszkodzić?
Założenie, że PiS-owi nic nie szkodzi, jest błędne. Z tym potencjałem i taką opozycją, gdyby sama nie robiła błędów, to by miał 60 proc. poparcia, a nie 40 proc. w sondażach. To demonizowanie przeciwnika utrudnia racjonalne działanie. Na pewno jest wiele rzeczy, które osłabiają jego pozycję i w wyborach samorządowych było to widać. To też jest potencjał dla opozycji i warto pamiętać, że dla opozycji grupą kluczową są wahający się wyborcy.

Pól, gdzie PiS ma problemy, jest coraz więcej, ale na pewno jeden czynnik nie zmieni wyniku wyborczego.

Wisi też duży kryzys w służbie zdrowia. Dziś już jest problem z dostępnością leków, lekarze mówią o strajku, były przypadki śmierci na SOR-ach…
Tu cały czas wszystko wisi na włosku. Trzeba przyznać, że jak się policzy tych, którzy są przeciwko PiS-owi w ostatnich wyborach, czyli zwolenników KE, Wiosny i Lewicy Razem, to ten wynik różni się o pół procenta od wyniku PiS. To są wyrównane siły, a nie Węgry, gdzie jest Fidesz, a potem długo nic.

Oczywiście te wybory dały najwyższe poparcie ze wszystkich wyborów nieprezydenckich w Polsce zwycięzcy, nikt takiego poparcia jeszcze nie miał, ale

ważniejsze jest to, że nikt nie miał nigdy takiego poparcia jako drugie ugrupowanie.

Do tej pory rekord drugiego ugrupowania to było 32 proc. Zatem rekord zwycięzcy był o 2,5 proc. lepszy od dotychczasowego, ale wynik drugiego ugrupowania był o 5 proc. lepszy od najlepszego, czyli wyniku PiS w 2007 roku. To element, na który warto zwrócić uwagę, bo walka jest wyrównana.


Zdjęcie główne: Jarosław Flis, Fot. YouTube/Fundacja Batorego