Reklama

Myślę, że jesteśmy w kolejnym stadium, kiedy pogłębia się demoralizacja. Ta bardzo postępująca degrengolada przypomina w pewnym stopniu powojenne lata 40. zanim nastała na dobre twarda faza komunizmu. To są wstępne kroki, bo nie ma jeszcze wsadzania ludzi do więzień, ale demoralizacja jest już na takim etapie, że obawiam się, iż ludzie zaakceptują to, co złego będzie się działo później – mówi nam prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog. Pytamy o wydarzenia białostockie, ale też o kampanię wyborczą i strategię opozycji, aby iść do wyborów w trzech blokach. – Lewica jest wreszcie lewicą. PO i PSL to na pewno nie są partie lewicowe, więc dla lewicy pójście osobno nie jest wcale takie złe – podkreśla prof. Staniszkis

JUSTYNA KOĆ: Co pokazały wydarzenia w Białymstoku?

JADWIGA STANISZKIS: Że demoralizacja postępuje. PiS robi bardzo wiele złego w społeczeństwie, także dzieląc je i podgrzewając spory. Myślę, że jesteśmy w kolejnym stadium, kiedy pogłębia się demoralizacja. PiS tworząc tego typu sytuację i widząc, że ludzie nie reagują, odwracają głowy, tę demoralizację pogłębia. To kluczowe dla władzy autorytarnej, bo

Reklama

zdemoralizowani dają przyzwolenie.

Ta bardzo postępująca degrengolada przypomina w pewnym stopniu powojenne lata 40. zanim nastała na dobre twarda faza komunizmu. Już w PiS-ie pojawia się nomenklatura, czyli partyjni “Misiewicze”, którymi obsadza się stanowiska w państwie. To są wstępne kroki, bo nie ma jeszcze wsadzania ludzi do więzień, ale demoralizacja jest już na takim etapie, że obawiam się, iż ludzie zaakceptują to, co złego będzie się działo później.

Tu dobrze pasuje powiedzenie, że zło się rodzi wtedy, kiedy dobrzy ludzie nie reagują. PiS już tworzy sobie pole do złego działania, bo zdemoralizowani ludzie nie będą protestowali.

PiS chce, aby z tematu LGBT stworzyć główną oś sporu w kampanii wyborczej, bo to dla nich wygodne?
Myślę, że

PiS-owi zależy na poparciu Kościoła i dlatego tak ostro stawia ten spór.

Mam jednak nadzieję, że Kościół, kler patrzy bardziej dalekosiężnie i będzie sobie zdawał sprawę, że zdemoralizowani ludzie w pewnym momencie zaczną odrzucać wartości, aby nie czuć się gorzej, i to odbije się także na ich religijności. Mam nadzieję, że Kościół nie będzie już długo wspierał tej polityki i nastąpi refleksja.

Opozycja idzie do wyborów w trzech blokach. Jak pani ocenia tę decyzję?
Sądzę, że dobrze, że PSL idzie osobno, bo jednak ma spore poparcie na wsi. Po przez konkret i dobre pomysły co do gospodarowania na wsi może zrobić niezły wynik. Gdyby stworzyć szerszą koalicję, to mogłoby się to zatrzeć. Generalnie jestem za osobnym startem partii czy bloków i dopiero później stworzeniem koalicji z wybranych polityków.

Lewica jest wreszcie lewicą. PO i PSL to na pewno nie są partie lewicowe, więc dla lewicy pójście osobno nie jest wcale takie złe. Trudno tworzyć koalicję ponad tak kluczowymi podziałami.

Wydaje mi się, że jednak zsumowanie poszczególnych wyników partii da więcej, niż jedna duża koalicja. Radziłabym tylko, aby lewica, mimo że złożona z trzech partii, nie startowała jako koalicja, bo wtedy potrzebuje zdobyć więcej głosów.

Powinna na pewno przedstawić dobry, konkretny program ekonomiczno-społeczny: jakie inwestycje wprowadzić i jak przyśpieszyć rozwój Polski, bo na razie to polityka PiS-u, czyli rozdawanie pieniędzy na cele socjalne, co oczywiście w biednym kraju jest potrzebne, unika inwestycji i w przyszłości rozwoju Polski nie będzie. Proponuję, aby wszystkie partie opozycyjne atakowały PiS w sposób pozytywny. Powinny przekonywać do siebie programem i pokazywać, że polityka PiS-u do niczego nie prowadzi.

Czy opozycja idąc odzienie nie zacznie walczyć ze sobą zamiast z PiS-em?
Nie powinni się atakować, a wspominać o tym, że razem stworzą koalicję w przyszłości. To już zakłada, że nie będzie drastycznych ataków w kampanii, co nie oznacza, że nie mają szczerze mówić, co w programie drugich im się nie podoba.

Na pewno potrzebują jasnych i konkretnych programów, bo samo atakowanie i podkreślanie, że są anty-PiS-em, nie wystarcza, aby poczuć wspólnotę.

Wybór nowej szefowej Komisji Europejskiej Mateusz Morawiecki przedstawił jako swój sukces. Jak premier teraz wytłumaczy jej ostre stanowisko w sprawie praworządności w Polsce?
Jeżeli obserwuje się dotychczasową politykę pani Ursuli von der Leyen, to wiadomo, że jest ona bardziej radykalna niż Timmermansa. Myślę, że Morawiecki na pewno niczego tu nie wygrał. Co najwyżej ujawniła się tu krótkowzroczność i nieszanowanie takich wartości, jak wolność, godność itd. Myślę, że premier nie będzie do tego wracał i tłumaczył, co miał na myśli.

Jeżeli mam coś radzić premierowi, to niech się zastanowi, co zrobić, aby Polska nie popadła w stagnację, bo wchodzi w ciemną uliczkę stagnacyjną,

której jeszcze nie widać, ale nie wierzę, że Morawiecki nie zdaje sobie z tego sprawy.


Zdjęcia główne: Jadwiga Staniszkis, Fot. Flickr/Heinrich-Böll-Stiftung, licencja Creative Commons

Reklama