Reklama

Prawdopodobieństwo ryzyka bankructwa Polski jest w tej chwili 5-6 razy większe niż w przypadku Niemiec. Dług publiczny narasta, mamy problem z kursem złotego wobec głównych walut, czyli dolara i euro, a to automatycznie zwiększa złotówkową wartość polskiego długu zagranicznego. W takiej sytuacji dług publiczny powinien być w okolicach zera, a nie 60 miliardów – mówi wiadomo.co prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, były wiceminister finansów

stg
Prof. Stanisław Gomułka, źródło youtube.com

Justyna Koć: Prezydent podpisał budżet, który – jak mówi opozycja – został przyjęty nielegalnie. Ale jest to też budżet z rekordowym deficytem. Jakie grożą nam konsekwencje?
Stanisław Gomułka:
W tym budżecie mamy dużo napięć i sporo ryzyka. Nie są to jeszcze takie napięcia i ryzyka, że muszą spowodować kryzys finansowy w Polsce. Problem polega na tym, że bardzo duży przyrost długu publicznego oznacza wzrost ryzyka Polski w świecie finansowym, bo powstają wątpliwości, czy Polska poradzi sobie z obsługą długu publicznego w najbliższych latach. Na szczęście ryzyko bankructwa nie jest duże.

Zaufanie inwestorów międzynarodowych i krajowych do Polski nie jest specjalnie wysokie.

Mówienie o ryzyku bankructwa w kontekście Polski może budzić obawy.
Chodzi o to, że jeżeli ktoś zainwestował w skarbowe papiery wartościowe Polski i boi się, że może na tym stracić, to może kupić papiery na wypadek bankructwa. To bardziej złożony temat. Rynki finansowe określają prawdopodobieństwo takiego bankructwa, także np. w przypadku Niemiec. Różnica jest tylko taka, że prawdopodobieństwo ryzyka bankructwa Polski jest w tej chwili 5-6 razy większe niż w przypadku Niemiec. Również stopy procentowe, jakie Skarb Państwa musi płacić od długu publicznego – w przypadku Polski to jest ponad 3 punkty procentowe więcej względem tego, co płacą Niemcy. To są ważne informacje dla nas, obywateli, bo one oznaczają, że zaufanie inwestorów międzynarodowych i krajowych do Polski nie jest specjalnie wysokie. Dług publiczny narasta, mamy problem z kursem złotego wobec głównych walut, czyli dolara i euro, a to automatycznie zwiększa złotówkową wartość polskiego długu zagranicznego. W takiej sytuacji dług publiczny powinien być w okolicach zera, a nie 60 miliardów.

Reklama

Moja największa krytyka wobec rządu i jego polityki: ten ogromy deficyt i brak perspektywy zmniejszenia go w latach następnych.

Rząd zakłada, że wszystko się uda, bo będzie wyraźny wzrost z tytułu wpływów z podatków. Uważa pan, że to możliwe?
Pamiętajmy, że rząd zakłada deficyt w wysokości 60 mld, już zakładając, że uszczelnienie podatków będzie na poziomie 10 mld. Mamy też tak duży deficyt między innymi dlatego, że rząd zakłada dość silny wzrost wydatków inwestycyjnych. A najlepiej by było, gdybyśmy mieli wysoką absorpcję funduszów unijnych i wysokie wydatki inwestycyjne, ale jednocześnie deficyt bliski zeru. Tu jest właśnie moja największa krytyka wobec rządu i jego polityki, ten ogromy deficyt i brak perspektywy zmniejszenia go w latach następnych.

W latach 2018-19 negatywne skutki dla finansów publicznych będą bardzo duże. Znacznie się zmniejszy napływ siły roboczej na rynku. To ograniczy tempo wzrostu gospodarczego.

Polityka rządu to też np. obniżenie weku emerytalnego. Czy to też ma wpływ?
Oczywiście. Pod koniec roku wchodzi w życie ustawa o obniżeniu wieku emerytalnego i w latach 2018-19 negatywne skutki dla finansów publicznych będą już z tego tytułu bardzo duże. Znacznie się zmniejszy napływ siły roboczej na rynku. To ograniczy tempo wzrostu gospodarczego. Niestety, to oznacza zacieśnianie się możliwości rozwoju gospodarczego z dwóch stron.

Siła Komisji Europejskiej jest dużo większa niż z siła opozycji, ponieważ rząd ma większość. Może próbować ignorować opozycję, która bije na alarm, ale nie będzie mógł ignorować Komisji.

Czyli, podsumowując, mamy ryzykowny budżet z ogromnym deficytem, ograniczenie siły roboczej ze względu na obniżenie wieku emerytalnego i zmniejszenie inwestycji. Do tego jeszcze nakładają się konsekwencje związane z uchwaleniem tego budżetu. Jakie to może nieść konsekwencje dla statystycznego Kowalskiego?
Konsekwencje związane z uchwaleniem budżetu niosą konsekwencje innej natury, raczej prawne niż ekonomiczne. Ale te mogą być drastyczne, choć innej natury. Dla inwestorów sposób uchwalenia budżetu może być sprawą drugorzędną, bo wiedzą, że strona rządząca dysponuje większością. Jeżeli Komisja Europejska zakwestionowałaby ten budżet i zablokowała środki, to wtedy rząd może po prostu jeszcze raz przegłosować budżet. Natomiast prawda jest taka, że siła Komisji Europejskiej jest dużo większa niż z siła opozycji, ponieważ rząd ma większość. Może próbować ignorować opozycję, która bije na alarm, ale nie będzie mógł ignorować Komisji, jeżeli ta powie, że jeżeli nie będzie “normalnego” głosowania nad budżetem, to wstrzymają wypłaty. A taka ewentualność byłaby niezwykle kosztowna dla rządu.

Zainteresowanie agencji ratingowych i inwestorów zacznie się przekładać na przyszłe lata, np. 2018-19. Perspektywy na te lata są znacznie gorsze niż na ten rok.

Czy uważa pan, że Komisja Europejska może zareagować w ten sposób?
Trudno przewidzieć, zazwyczaj Komisja Europejska nie chce wchodzić w ten obszar czysto polityczny. Zakładam, że nie będzie tego rodzaju dyscypliny Polski przez Komisję i przez inwestorów zagranicznych. Między innymi właśnie dlatego, że wszyscy wiedzą, że rząd ma możliwość formalnie przegłosowania budżetu, bo ma większość. Problem widzę bardziej w tym, co budżet sobą reprezentuje, czyli wyraźne pogorszenie finansów publicznych kraju w tym roku, ale jeszcze nie jakiś duży kryzys. Zainteresowanie agencji ratingowych i inwestorów zacznie się przekładać na przyszłe lata, np. 2018-19. Perspektywy na te lata są znacznie gorsze niż na ten rok.

Niestety, rząd nie odstąpił od swojej populistycznej obietnicy obniżenia wieku emerytalnego, chyba że pod koniec roku dowiemy się, że rząd zmienia zdanie. Ale wątpię.

Agencja Fitch podała dziś, że utrzymała rating Polski na poziomie A- z perspektywą stabilną. Co to oznacza?
To było do przewidzenia, perspektywa na ten rok nie jest jeszcze taka zła, natomiast przewiduję, że w dalszej perspektywie już nie będzie tak dobrze.

Jak mamy zachowywać się w najbliższym roku? Oszczędzać, inwestować?
Zwykły Kowalski nie ma wpływu na to, co się dzieje, jesteśmy tylko odbiorcą tego, co się dzieje. Nie ukrywajmy, że potrzebna jest poważna zmiana w polityce państwa, ale rząd przyjął pewną strategię podczas kampanii wyborczej. Na szczęście odstąpił od pewnych propozycji. Gdyby nie odstąpił, to już mielibyśmy poważny kryzys. Mówię o rezygnacji z podwyższenia kwoty wolnej od podatku i pomocy dla frankowiczów. Gdyby tego nie zrobił, to już mielibyśmy poważne problemy w systemie bankowym i znacznie większe problemy w finansach państwa. Niestety, rząd nie odstąpił od swojej populistycznej obietnicy obniżenia wieku emerytalnego, chyba że pod koniec roku dowiemy się, że rząd zmienia zdanie. Ale wątpię.


Zdjęcie główne: Pixabay

Reklama