Spektakularna klęska PiS-u na arenie międzynarodowej ma duże znaczenie dla polityki krajowej.

27:1 – takiego wyniku jeszcze w historii Polski nie było. Ani jeszcze nigdy nie był tak zmasakrowany PiS. Klęska jest tym bardziej spektakularna, że nakręcana histerią Prawa i Sprawiedliwości w ciągu ostatnich kilku dni, z którą ta partia postanowiła obnosić się po krajowych mediach i po całej Europie. Idiotyczny w swojej nierealności pomysł podkopywania Tuska był skazany na przegraną od samego początku, nawet kiedy PiS postanowił go kamuflować zasłoną dymną w postaci Saryusza-Wolskiego. Decyzja o nadawaniu sprawie rozgłosu była samobójczym posunięciem, które musiało się skończyć jeszcze większym nagłośnieniem własnej przegranej – to tak, jakby Kaczyński zapragnął, aby jego niekompetencji, nienawiści, odrealnieniu i nieudacznictwu nadać nie tylko krajowy, lecz również światowy rozgłos, żeby wszyscy się o tym dowiedzieli. Sytuacja nie do wyjaśnienia w kategoriach zdroworozsądkowych.

Gen samozagłady

“Co się polepszy, to się popieprzy” – napisał niedawno prawicowy publicysta Krzysztof Kłopotowski, ubolewając nad unikatowym talentem Kaczyńskiego do rozwalania własnego dorobku i przywołując przykład roku 2007, kiedy Prezes sam zniszczył własną koalicję rządową i doprowadził do niepotrzebnych, przedterminowych wyborów, które oczywiście przegrał. I taka była jedyna nadzieja PO i Nowoczesnej, niezdolnych do sformułowania własnej narracji, wiecznie czekających na ruch Kaczyńskiego i co najwyżej odpowiadających na jego ruchy. Z ust polityków opozycji słyszało się: “Oni się sami potkną o własne nogi. Są tak niekompetentni i szaleni, że nic nie trzeba robić, wystarczy czekać, aż sami się wykończą”.

I stało się. PiS wielkim nakładem sił i środków, publicznie, na oczach całej Polski strzelił sobie w stopę. Pisowscy publicyści, zawsze wierni partii i wiecznie wmawiający sobie i publiczności, że kolejne porażki Kaczyńskiego to nie porażki, lecz zwycięstwa, tym razem bezradnie opuścili ręce.

Tusk na prezydenta

Po stronie opozycji strzeliły korki szampanów. Radość, poczucie triumfu, feeria serduszek i uniesionych w górę kciuków w mediach społecznościowych. Nowy duch wstąpił nagle w szeregi dotychczas przepełnione marazmem.

Tusk dostał w prezencie od PiS największy życiowy sukces, tym większy, że uzyskany wbrew atakowi jego największych przeciwników. W wyniku absurdalnej kampanii oszczerstw przeciwko niemu został przez Kaczyńskiego koronowany na lidera opozycji antypisowskiej. Nie powinien się uchylać przed podjęciem tego wyzwania. Teraz, kiedy i tak jest w ten sposób traktowany przez PiS i partyjnych propagandystów, kiedy jego pozycja polityczna jest najsilniejsza w jego karierze, na fali sukcesu, powinien podjąć wyzwanie i aktywnie starać się o przywrócenie praworządności w Polsce, a po zakończeniu drugiej kadencji w UE stanąć do wyborów prezydenta RP.

PiS pokazał, że jego interes jest sprzeczny z interesem Polski, że zwalcza Polskę na arenie międzynarodowej, a Tuska wykreował na swego głównego przeciwnika. W ten sposób Tusk wyrasta na przywódcę Polski będącej w konflikcie z PiS.


Zdjęcie główne: Flickr/Tomasz Przechlewski, licencja Wikimedia Commons

Zapisz

Zapisz

Comments are closed.