Reklama

W ciągu trzech lat nauczyciele dostaną 15 proc. podwyżki – chwali się premier Morawiecki. – W tym roku dostaliśmy 3,75 proc. w ujęciu rocznym, byłoby 5 proc., gdybyśmy dostali od stycznia, a podwyżki były od kwietnia, bo pani minister Zalewska nie była w stanie przez rok podpisać rozporządzenia w tej sprawie. Moim zdaniem było to działanie celowe, ponieważ brakowało na nas pieniędzy – mówi nam Sławomir Broniarz, szef ZNP, i dodaje: – Proponuję premierowi Morawieckiemu, żeby zobaczył, ile pieniędzy dostaliśmy, jak premierem był Donald Tusk, może potraktuje to wtedy ambicjonalnie i powie: nie będę gorszy od Donalda Tuska.

Nauczycielskie życie

Nauczyciel dyplomowany, czyli najwyższy stopniem, zarabia dziś około 3200 zł. Nasza rozmówczyni, nauczycielka dyplomowana z 40-letnim stażem, wieloma kursami doszkalającymi i skończonymi studiami podyplomowymi, może liczyć właśnie na 3 tysiące z haczykiem. – Jeżeli organ prowadzący, czyli w moim przypadku gmina, dołoży dodatek za staż i, powiedzmy, wychowawstwo, to mogę dociągnąć nawet do 4 tysięcy – mówi nam nauczycielka ucząca w jednej z warszawskich podstawówek. I dodaje: – Moje koleżanki i koledzy nauczyciele z mniejszych ośrodków, jak Mielec czy Aleksandrów, nie mogą liczyć na tyle. Tam dodatek za staż to około 100 zł – mówi.

Dajemy nauczycielom podwyżki

Podwyżkami dla nauczycieli rząd chwalił się od dawna. W obecnym, 2018 roku pensje miały wzrosnąć o 5 proc. Miały, ale pani minister zapomniała podpisać rozporządzenia w odpowiednim czasie. W efekcie podwyżki weszły dopiero od kwietnia.

– W tym roku dostaliśmy 3,75 proc. w ujęciu rocznym, byłoby 5 proc., gdybyśmy dostali od stycznia, a podwyżki były od kwietnia, bo pani minister Zalewska nie była w stanie przez rok podpisać rozporządzenia w tej sprawie. Moim zdaniem było to działanie celowe, ponieważ brakowało na nas pieniędzy – komentuje Sławomir Broniarz.

Reklama

Mimo to premier Morawiecki chwali się podwyżkami dla nauczycieli

– To jest kłamstwo, nauczyciele wielokrotnie je dementowali, zarówno ZNP, jak i “Solidarność” nauczycielska, także opozycja o tym mówiła. To propagandowa kampania wyborcza prowadzona przez minister Zalewską i TVP, a teraz również przez premiera Morawieckiego – mówi Kinga Gajewska (PO) z sejmowej komisji edukacji.

Szef ZNP komentuje: – Takie wpisy nas wkurzają. Jak osoba, która ma na swoim koncie bankowym dziesiątki mln złotych, osoba, która zarabiała tyle w miesiąc, co nauczyciel przed kilka lat, może się chwalić, że nauczycielom da 120 zł podwyżki? – pyta Sławomir Broniarz i dodaje: – Dostaliśmy zdecydowanie mniej niż w czasach, gdy ministrem była Krystyna Łybacka czy gdy premierem był Donald Tusk. Byłoby dobrze, gdyby premier, podążając tropem swojego poprzednika, powiedział, że praca nauczyciela w ciągu 3 lat wzrośnie o 50 proc., a nie o 15 proc. – dodaje szef Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Gdzie zarobić

Dzisiaj nauczyciel rozpoczynający pracę w szkole dostaje na rękę 1751 zł netto. – To oznacza, że ktoś, kto jest wysokiej klasy specjalistą, potrzebny w edukacji, w kształceniu, a nie godzi się na tak żenujący poziom zarobków, nie przyjdzie pracować do szkoły. Jak będzie wyglądała oświata i jak będzie wyglądał model edukacji w sytuacji, gdy proponujemy na starcie mniej niż wynosi 50 proc. zarobków oferowanych przez sieci dyskontowe? – mówi Sławomir Broniarz.

Właściciel firmy sprzątającej przyznaje: – Pani sprzątająca, pracująca od poniedziałku do piątku od 7.00 do 14.00, zarobi u mnie 2200 zł. Dzisiaj to często Ukrainki, bo od kiedy weszło 500 Plus, ciężko znaleźć za takie pieniądze polskiego pracownika – dodaje.

Dialog vs monolog

Sławomir Broniarz dodaje, że z obecnym rządem i ministrem edukacji rozmawia się dużo gorzej niż z innymi rządami do tej pory. – Nie ma jakiejkolwiek dyskusji, dialogu rządu ze środowiskiem nauczycielskim. Wszystko robi się absolutnie arbitralnie, dla nas to jest nie do zaakceptowania –  komentuje Sławomir Broniarz.

Pytana o prace na sejmowej komisji edukacji Kinga Gajewska mówi: – Pani minister żyje w alternatywnej rzeczywistości. Nie ma mowy o żadnym dialogu. Gdy omawialiśmy reformę edukacji, pani minister tłumaczyła, że nauczyciele będą zachwyceni zmianą, a samorządowcy wręcz jej oczekują. Tymczasem wszystkie dokumenty, które wpłynęły podczas konsultacji, negatywnie opiniowały projekt. Mało tego, na komisji prezes Związków Powiatów Polskich na kartce przekazał minister opinię negatywną. Robiąc to, głośno powiedział, co na niej jest, wszyscy to słyszeli. Tylko pani minister jakby tego nie usłyszała.

– Moim zdaniem samorządowcy chcą zmiany – odpowiada minister Zalewska.


Zdjęcie główne: Anna Zalewska, Fot. Flickr/P. Tracz/KPRM

Reklama