Reklama

– Nie możemy pozwolić na to, żeby afera z 13 mld zł w tle rozpłynęła się w powietrzu – mówią politycy PO. Dlatego dają prokuraturze 48 godzin, by z urzędu zajęła się sprawą ewentualnego przekroczenia uprawnień w pełnieniu obowiązków przez szefa MON Antoniego Macierewicza. – Inaczej będą stosowne kroki prawne. Zawiadomienie do prokuratury i zażalenie na działalność prokuratury krajowej – zapowiadają posłowie Platformy.


To ciąg dalszy sprawy byłego już szefa podkomisji smoleńskiej dr. Wacława Berczyńskiego, który w wywiadzie dla “Dziennika Gazety Prawnej” powiedział, że to on “wykończył” caracale. Przedstawiciele rządu i politycy PiS zapewniają, że Berczyński nie miał nic wspólnego z negocjacjami offsetowymi. Ale z dokumentów, według polityków PO, wynika coś innego.

Ultimatum dla Zbigniewa Ziobro

– Dzisiaj składamy wniosek do pana ministra Ziobry, dając jednocześnie polskiej prokuraturze 48 godzin na działanie, tak, aby prokuratura mogła z urzędu zająć się sprawą przekroczenia uprawnień w pełnieniu obowiązków przez ministra Macierewicza w związku z ujawnieniem tajemnic polskiego wojska – poinformował o tym na konferencji prasowej poseł PO Cezary Tomczyk.

Według polityka Platformy, wiceministra obrony narodowej w gabinecie cieni, nie można tej sprawy pozostawić bez żadnej reakcji ze strony rządzących. – W tej sprawie wszystko jest na stole, posłowie opozycji pokazali fakty, mieli dostęp do dokumentów, wynika z nich jasno, że Wacław Berczyński miał dokumenty (chodzi o dokumenty dotyczące postępowania przetargowego – red.) i trzymał je przez 8 miesięcy. Pytań pozostaje cały czas wiele. Pytam jeszcze raz: gdzie jest minister Ziobro, gdzie jest pani premier i pan prezydent jako zwierzchnik sil zbrojnych? Czy pozwolimy, żeby afera z 13 mld zł w tle rozpłynęła się w powietrzu? Nie może być na to zgody, zrobimy wszystko, żeby tak się nie stało – deklaruje polityk opozycji.

Reklama

– Nie może być tak, że państwo nie działa. My nawet nie możemy powiedzieć, że państwo działa teoretycznie, państwo w żaden sposób nie działa – mówił Tomczyk.

Politycy PO złożyli już wcześniej wniosek o możliwości popełnienia przestępstwa w sprawie przetargu na caracale, domagali się przesłuchania dr. Wacława Berczyńskiego. Teraz chcą, aby przesłuchani zostali także Kazimierz Nowaczyk (obecny szef podkomisji smoleńskiej) oraz Bartłomiej Misiewicz, były rzecznik MON.

Posłowie PO z wizytą w MON

W piątek posłowie Platformy Obywatelskiej odwiedzili siedzibę MON, aby zapoznać się z dokumentami z postępowania przetargowego na śmigłowce. Przypomnijmy, poprzedni rząd wskazał maszyny H225M Caracal produkcji Airbus Helicopters, ale ostatecznie do realizacji umowy nie doszło. Obecny rząd zdecydował się unieważnić, w niejasnych okolicznościach, postępowanie przetargowe.

Po wizycie politycy PO informowali, że do akt związanych z postępowaniem na caracale mieli dostęp: dr Wacław Berczyński, Kazimierz Nowaczyk i Bartłomiej Misiewicz. Trzy osoby, które nie zostały zweryfikowane przez polskie służby specjalne i nie miały certyfikatów bezpieczeństwa. Miały tylko ustne upoważnienie ministra Antoniego Macierewicza.

Pisaliśmy o tym szczegółowo: https://wiadomo.co/poslowie-w-mon-smutny-obraz-w-sprawie-przetargu-na-caracale/

Czy Wacław Berczyński rzeczywiście “wykończył” caracale? – Są dwie możliwości: albo MON, które uporczywie twierdzi, że pan Berczyński nie był pełnomocnikiem ds. śmigłowców, złamał prawo w dostępie do informacji niejawnej, albo, co może bardziej prawdopodobne, pan Berczyński był pełnomocnikiem ds. śmigłowców i od samego początku MON w tej sprawie kłamie – mówił Tomczyk. Nie ma wątpliwości, że “w jednej i w drugiej sprawie mamy do czynienia ze złamaniem prawa”.

Chaos informacyjny

– Wacław Berczyński nie miał dostępu do dokumentów w sprawie przetargu na caracale – oświadczył dzisiaj w “rozmowie” z TVN (chociaż to była raczej próba rozmowy) minister obrony narodowej Antoni Macierewicz.

Co ciekawe, kilka dni wcześniej wiceminister obrony Bartosz Kownacki mówił o tym, że nie ma nic dziwnego w tym, że dr Berczyński miał dostęp do – jak się wyraził – “archiwalnej dokumentacji”.

Zatem miał dostęp, czy nie miał? Widać, że władze Ministerstwa Obrony Narodowej nie uzgodnili wspólnej wersji. Rodzi się więc kolejne pytanie: kto w tej sprawie kłamie?

I co ciekawe to MON postanawia działać:

Z jednej strony w zamieszczonym na stronie internetowej ministerstwa piśmie czytamy, że “wymienione osoby w chwili zapoznawania się z dokumentami dotyczącymi przetargu na śmigłowce wielozadaniowe dla polskiej armii posiadały stosowne upoważnienia, a poszerzone postępowania sprawdzające były prowadzone przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego”. Po to aby chwilę później zapewnić, że “żadna ze wskazanych osób nie miała dostępu do dokumentacji offsetowej, ani nie brała udziału w rozmowach na ten temat”.

Najwyraźniej MON chce brnąć w narrację o dostępie do dokumentacji archiwalnej i oddzielić ją od dokumentacji offsetowej. Chociaż politycy PO twierdzą, że z tego co widzieli w ministerstwie jasno wynika, że te osoby miały dostęp do dokumentacji przetargowej i to właściwie do końca postępowania.


Zdjęcie główne: Mariusz Witczak, Cezary Tomczyk, Marcin Kierwiński; Fot. Aleksandra Ryba

Reklama