Reklama

Pierwszy test sprawności w sytuacjach kryzysowych oblany. To kompromitacja. Tyle że rząd, jak zwykle, udaje, że wszystko gra. Rząd obudził się po 4 dniach od nawałnic, twierdząc, że pomocy poszkodowanym udzielono natychmiast. Pani premier i minister obrony pojechali we wtorek na miejsce, ale raczej bardziej przeszkadzali niż pomagali. Nie chcą ogłosić stanu klęski żywiołowej, a wojewoda pomorski mówi, że nie będzie wzywał wojska do “do zbierania gałęzi i zamiatania liści”. Wystarczy? No właśnie. To nie tylko arogancja władzy, to coś więcej. Brak empatii i ludzkich odruchów. Państwo PiS w pełnej okazałości.

Zacznijmy od początku: w wyniku nawałnic, jakie przeszły przez Polskę z piątku na sobotę, zginęło sześć osób, 51 zostało rannych, 2 tysiące pozbawionych dachu nad głową. Były miejsca, do których nie można było dojechać, w których brakowało wszystkiego: prądu, wody, jedzenia. Przez cały tzw. długi weekend poszkodowani zostali pozostawieni sami sobie i sami sobie musieli pomagać. Do roboty wzięła się także straż pożarna. Ale to wszystko na poziomie lokalnym.

Pani premier naradę ministrów zwołała dopiero (!) we wtorek rano. Tego samego dnia pojawił się minister spraw wewnętrznych, który wcześniej był na wakacjach. MON tego samego dnia zdecydował się wysłać na miejsce katastrofy kilkudziesięciu żołnierzu. Sam zresztą też pojawił się na miejscu. Ale zamiast pomagać sam potrzebował pomocy.

Reklama

A przyjazd ministra odbywał się “pod specjalnym nadzorem”.

Premier zresztą też na chwilę pojawiła się w zniszczonym Rytlu. A gdzie jest teraz? Czy koordynuje działania? Otóż prasa donosi, że Beata Szydło właśnie wypoczywa w Juracie. Na szczęście całkiem niedaleko…

Kolejna sprawa – gdzie jest wojsko? Zamiast być w miejscach dotkniętych tragedią paradowało w Warszawie. Podczas obchodów Święta Wojska Polskiego 15 sierpnia miało pojawić się aż 1500 żołnierzy plus ochotnicy z Wojsk Obrony Terytorialnej.

Dlaczego od razu wojsko nie pojawiło się na miejscu? Rząd tłumaczył, że nie poprosił o to wojewoda pomorski. Jego tłumaczenie z kolei zwala z nóg. – Do zbierania gałęzi, do zamiatania liści nie będziemy wzywać wojska – powiedział na antenie TVN24 Dariusz Drelich. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Nie tylko opozycja domaga się dymisji wojewody, i to jak najszybciej.

Piotr Kołomycki widział zniszczenia na własne oczy. Od samego początku pomagał mieszkańcom poszkodowanych miejscowości. Jak mówi, nie było czasu na zastanawianie się, był w Gdańsku, wsiadł w wyładowany rzeczami pierwszej potrzeby samochód i ruszył. – Ludzie, szczególnie mieszkańcy, pracują 24 godziny na dobę. Dużo jest także strażaków z wielu pobliskich gmin. To, co się rzuca w oczy, to absolutne niezrozumienie i oburzenie mieszkańców na to, że pomoc rządu przyszła zbyt późno. Usuwanie pierwszych skutków jeszcze trochę potrwa, ale powrót do normalności zajmie wiele więcej czasu – mówi w rozmowie z wiadomo.co.

Ma też odpowiedź na słowa wojewody pomorskiego: – Sugeruję panu wojewodzie, że jeśli go tam nie było, aby pojechał, zobaczył i zastanowił się nad tym, co mówi. To jest policzek dla tych wszystkich, którzy tam od kilku dni bez przerwy pracują!

To nie koniec “popisów” działaczy PiS-u. Na Twitterze osobliwe wyznanie złożyła posłanka Jolanta Szczypińska. Co ciekawe, chyba ostatecznie zdecydowała się je skasować, bo na jej profilu takiego wpisu nie ma. Ale Internet nie zapomina…

“To klęska żywiołowa”

Ogłoszenia stanu klęski żywiołowej żądają politycy opozycji. Na miejscu był dzisiaj szef PO Grzegorz Schetyna.

– Ta sprawa jest ważna, nie może pozostać lokalna. To jest klęska żywiołowa. Rząd musi uznać fakty. Trzeba w sposób systemowy i konsekwentny pomagać mieszkańcom i to nie tylko w ciągu najbliższych dni. (…) Wolontarystyczna pomoc nie wystarczy, aby doprowadzić te tereny do normalnego funkcjonowania. Żądamy uznania tego stanu za klęskę żywiołową – mówił podczas konferencji prasowej przed Urzędem Wojewódzkim w Gdańsku lider Platformy.

Nie tylko politycy opozycji apelują o pomoc i solidarność. Prezydent Gdańska zdecydował, że przekaże na ten cel 1 mln zł. Pomóc chce także prezydent Sopotu. – Przekażemy 100 tys. zł na materiały budowlane, ale pomagamy także na miejscu. Zawsze byliśmy i jesteśmy solidarni. To jest taka skala zniszczeń, że potrzebna jest pomoc państwa. Apelujemy do samorządowców i państwa o pomoc – mówi Jacek Karnowski.

Pomoc zresztą deklarują nie tylko oni.

– Reżyserowana obecność premier Szydło nie ma sensu. Sens ma otwarta rozmowa i spotkanie z samorządowcami. Pomoc trzeba skoordynować. Państwo musi się zaangażować. Dosyć obserwacji z boku, potrzebne jest działanie. To leży na barkach rządu. Mieszkańcy muszą mieć pewność, że ktoś nad sytuacją panuje. A dzisiaj mamy wrażenie, że jest kompletny chaos. A odpowiedzią na ten chaos jest jeszcze większy chaos – mówi Grzegorz Schetyna.

Próbowałam się dzisiaj skontaktować z sołtysem Rytla, ale nie ma nawet wolnej minuty na rozmowę. Zebrania, sztaby, praca. I tak od soboty.


Zdjęcie główne: Zniszczenia po nawałnicy, Fot. Piotr Kołomycki

Zapisz

Zapisz

Reklama

Comments are closed.