Reklama

Ostatnie dni były udane dla kibiców Liverpoolu. Najpierw cieszyli się z powiększenia przewagi w lidze nad Manchesterem City, potem świętowali awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów, a przed samym weekendem usłyszeli wiadomość, która z pewnością stała się pretekstem do toastów w liverpoolskich pubach. Klub ogłosił przedłużenie umowy z Jurgenem Kloppem. Niemiec pozostanie u sterów The Reds do 2024 roku.

Zapewne nikt z czerwonej części Liverpoolu nie chce tego powiedzieć na głos, by nie zapeszyć, ale drużyna z Anfield pewnie zmierza po mistrzostwo Anglii – pierwsze od 1990 roku. Po 17 kolejkach The Reds mają już aż 10 punktów przewagi nad wiceliderem, Leicester i minimum 14 nad największym rywalem, Manchesterem City. Czy to wreszcie TEN sezon? Jeśli nie teraz to kiedy, można by pomyśleć. Jednak te same słowa padały podczas minionych rozgrywek, niemal perfekcyjnych dla Liverpoolu. Zespół przegrał tylko jeden mecz, z City, i ostatecznie do mistrzostwa zabrakło mu jednego punktu.

Tamten sezon pokazał jednak, że Jurgen Klopp stworzył w Liverpoolu maszynę. Od tamtej porażki z City zespół nie przegrał już w lidze meczu. Zdobył Ligę Mistrzów. Ofensywne trio Mane, Firmino i Salah stało się wizytówką skutecznej i efektownej gry nie mniejszą, niż stary barceloński atak Suarez-Messi-Neymar czy madryckie BBC (Bale-Benzema-Cristiano Ronaldo). To przy Niemcu Virgil van Dijk wyrósł na najlepszego stopera świata i nikt nie wyśmiewa już monstrualnych pieniędzy, jakie za niego wydano.

Być może to zdobycie Ligi Mistrzów było kluczowe dla losów bieżącego sezonu. Kibice The Reds mogli martwić się, czy przegranie upragnionego mistrzostwa o punkt, mimo rewelacyjnej gry, w obliczu kolejnych rozgrywek nie wpłynie na zespół demobilizująco. Pokonanie Tottenhamu w finale w Madrycie sprawiło, że Liverpool kończył sezon jako zwycięzcy. Jurgen Klopp trafił do klubowej trenerskiej galerii sław, ale w historii Anfield może zapisać się jeszcze dobitniej.

Reklama

„To po prostu wydaje się słuszne” – tak Klopp uzasadnił w rozmowie z oficjalną klubową stroną swoją decyzję o przedłużeniu umowy. Patrząc z boku, w ogóle to nie dziwi. Wydaje się, że Niemiec idealnie pasuje do Liverpoolu, który w tym portowym mieście jest czymś więcej, niż klubem. Klopp, ze swoją pasją, charakterem i ekspresyjnymi reakcjami wydaje się być na właściwym miejscu. „Chcę pozostać częścią tego klubu” – przyznał Niemiec i jest naprawdę blisko, by stać się nią na zawsze. W Liverpoolu bardzo ważnym elementem budowania klubowej tożsamości jest pamięć o historii. Bill Shankley, Bob Paisley i Kenny Dalglish to legendarni menadżerowie, których z szacunkiem wspomina się do dziś i którzy zostali uhonorowani na stadionie Anfield. Odzyskanie mistrzostwa Anglii sprawi, że w świadomości kibiców Liverpoolu Klopp trafi na tę samą półkę.

Niemiec już teraz jest przez fanów The Reds bardzo szanowany. W mieście można natrafić na poświęcone mu murale, a liverpoolczycy wypowiadają się o nim z entuzjazmem. „Do tej pory nie było źle, więc sprawmy, że przyszłość będzie jeszcze lepsza” – powiedział trener po podpisaniu kontraktu. Teraz przed nim i drużyną wyjazd na klubowe mistrzostwa świata i szansa na kolejne trofeum. Potem – 26 grudnia – urastający do rangi kluczowego wyjazdowy mecz z Leicester. W ten boxing day Jurgen Klopp na pewno marzy tylko o jednym prezencie – trzech punktach, ułatwiających drogę do tytułu. Jednak niezależnie, jak bardzo się ona jeszcze skomplikuje, pewne jest jedno – trener nie będzie szedł nią sam.


Zdjęcie: Mural z Jurgenem Kloppem w Liverpoolu, Fot. Dominik Kwaśnik

Reklama