Reklama

W niedzielę zakończyły się udane dla Polski mistrzostwa świata w lekkiej atletyce. Ostatni przedolimpijski sprawdzian potwierdził, że jeśli chodzi o królową sportu, to mamy kilka mocnych atutów. W trudnych warunkach w Dausze, kilkoro naszych reprezentantów pokazało, że w kontekście Igrzysk ich nazwiska muszą zostać wpisane w rubryczce „szanse medalowe”.

To były dziwne mistrzostwa – sportowo na fenomenalnym poziomie (przykładem konkurs pchnięcia kulą, gdzie decydowały milimetry, a osiągano wyniki blisko 23 metrów), ale nie zawsze miał kto te zmagania oglądać. Katarczycy masowo zainteresowali się zawodami dopiero, gdy wzwyż skakał reprezentant gospodarzy Mutaz Essa Barshim – zdobył złoto. W pierwszych dniach imprezy widzowie mogli zaś wstrząśnięci patrzeć, jak chodziarze i maratończycy przypłacają swoje występy skrajnym wyczerpaniem.

Szef IAAF, Sebastian Coe – wybrany na kolejną kadencję – może być z turnieju zadowolony. Pieniądze od bogatego gospodarza się zgadzają, żadnej dużej wpadki organizacyjnej nie odnotowano, a sportowo było świetnie. Cieszyć się mogą też polscy kibice. Nasza reprezentacja przywiozła z mistrzostw aż 6 medali (jeden zloty, dwa srebrne i trzy brązowe), a w klasyfikacji punktowej zajęła bardzo dobre, 8. miejsce. Kto wrócił z Kataru z trofeum?

Joanna Fiodorow, Paweł Fajdek i Wojciech Nowicki – potęga polskiego młota

Polska to w rzucie młotem arcypotęga. Nawet pod nieobecność mistrzyni olimpijskiej Anity Włodarczyk, nasi reprezentanci wracają z medalami. Z sześciu krążków zdobytych w Dausze, o połowę zadbali właśnie miotacze. Medalowy worek rozwiązała Joanna Fiodorow drugiego dnia zmagań. Rzuciła 76,87, poprawiła rekord życiowy i drugiego miejsca już nie oddała. W środę nie zawiedli panowie – Paweł Fajdek zdobył swoje już czwarte z rzędu mistrzowskie złoto wynikiem 80.50. Warto zaznaczyć, że Polak miał straconą część okresu przygotowawczego przez kontuzję łydki. Teraz jego celem jest medal olimpijski – jak w czempionacie globu Fajdkowi wychodzi wszystko, tak Igrzyska są póki co jego koszmarem.

Reklama

Na trzecim stopniu podium stanął Wojciech Nowicki, medalista z Rio. Jednak bezpośrednio po konkursie zawodnik był pewien, że jest czwarty. Dopiero później polska ekipa, Tomasz Majewski i Krzysztof Kęcki, złożyli protest – okazało się, że trzeci w konkursie Węgier Bence Halasz spalił swoją najlepszą próbę. Sędziowie ostatecznie przyznali dwa medale – odebranie krążka Halaszowi nie byłoby sprawiedliwe, Węgier przecież inaczej rzucałby w kolejnych próbach ze świadomością, że wynik nie daje mu podium.

Nie ma co ukrywać – liczymy, że rzut młotem zapewni nam mnóstwo radości w Tokio. Cztery medale wydają się bardzo realne.

Piotr Lisek – mierzy wysoko

Piotr Lisek bronił w konkursie tyczkarzy wicemistrzostwa sprzed dwóch lat. Srebra nie udało się osiągnąć, ale zawodnik przywozi z mistrzostw trzeci krążek z rzędu.
Lisek wykazał się zmysłem taktycznym. Po zrzutce na wysokości 5.73 postanowił przenieść próby na wysokość 5.83. Zaryzykował i opłaciło się – w drugim podejściu zaliczył tę wysokość i to zapewniło mu trzecie miejsce.

Moc średniodystansowca – Marcin Lewandowski

Marcin Lewandowski zdobył swój upragniony medal mistrzostw świata ostatniego dnia zawodów. Nasz biegacz pokazał prawdziwą moc – finałowy bieg zakończył rekordem Polski: 3.31,46. Zawodnik przyznawał, że był dobrze przygotowany i kontrolował bieg, który miał mocne tempo. Był to szósty mistrzowski finał Lewandowskiego, wreszcie zakończony medalem.

Błyskawiczne rekordzistki – sztafeta kobiet 4×400 metrów

Rekord Polski i najlepszy wynik w Europie – polskie biegaczki zaimponowały. O medalu dla kobiecej sztafety mówiło się przed mistrzostwami. Może nie z taką pewnością, jak o potencjalnych medalach młociarzy, ale liczono na ten krążek. W finale Polski pobiegły w składzie: Iga Baumgart-Witan, Patrycja Wyciszkiewicz, Małgorzata Hołub-Kowalik, Justyna Święty-Ersetic i ustąpiły tylko Amerykankom.

Wynik zachwyca tym bardziej, że zawodniczki miały za sobą już kilka biegów w trudnych, katarskich warunkach. Dla najbardziej doświadczonej biegaczki, Justyny Świętej-Ersetic, był to już szósty wyścig. Ten rekord jest jednym z najlepszych przykładów na potwierdzenie słów o fenomenalnym poziomie sportowym imprezy.


Zdjęcie główne: Stadion lekkoatletyczny, Fot: Duncan C, licencja Creative Commons

Reklama