Reklama

4 godziny trwało przesłuchanie Bartłomieja Misiewicza przed partyjną komisją, która zebrała się, aby badać jego przypadek. Po wyjściu Misiewicz oświadczył, że rezygnuje z członkostwa w PiS. Wcześniej na komisji stawił się Antoni Macierewicz, który mówił, że nie przewiduje dymisji ze stanowiska Ministra Obrony Narodowej.

Odchodzę dla dobra prawicy

– Z racji tej niesamowitej nagonki, która została wykonana na PiS z powodu mojego nazwiska, złożyłem oświadczenie o rezygnacji z członkostwa w PiS – powiedział po wyjściu z siedziby partii przy Nowogrodzkiej Bartłomiej Misiewicz. – Chciałbym przeprosić Polaków za ten żenujący spektakl – dodał.

Rezygnacja Misiewicza ma być podyktowana ochroną polskiej prawicy i rządu Beaty Szydło. – Odszedłem, żeby nie obciążać całej zjednoczonej prawicy. (…) Wszelkie sukcesy rządu pani premier Beaty Szydło, zwłaszcza te socjalne, były przykrywane przez media, często na kłamstwach, wykorzystując moje nazwisko do tej brudnej kampanii. Złożyłem tę rezygnację, żeby nie obarczać całej zjednoczonej prawicy. Nie zawsze jest tak, jak media piszą – dodał.

Misiewicz stawił się przed południem, chwilę później na Nowogrodzką przyjechał jego zwierzchnik Antoni Macierewicz.  Nie chciał rozmawiać z mediami.

Reklama

Po wyjściu z siedziby PiS powiedział tylko, że nie spodziewa się, aby został odwołany.

Szanse młodych dla dobra RP

Jeszcze przed wejściem na komisję Misiewicz nie martwił się tak bardzo o los polskiej prawicy i rząd. – Gdzie mamy zdobyć to doświadczenie, gdzie mamy się nauczyć tego warsztatu, gdzie mamy potem korzystać z tego wszystkiego, tak aby skutecznie, słusznie i w pełni pracować dla Rzeczypospolitej Polskiej – mówił Misiewicz. Oskarżał też media i “niektóre środowiska”, że chcą go pogrążyć, ponieważ walczy o prawdę, także tę smoleńską.

Kaczyński jak kanclerz

Już pół godziny po wyjściu Misiewicza partyjna komisja zakończyła prace i pokazała jej owoce. – Oświadczenie zostało podpisane i zaakceptowane przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego – zaczął Joachim Brudziński. – Komisja całkowicie negatywnie oceniła jego (Misiewicza) postawę, nie ma kompetencji do pełnienia funkcji w sferze publicznej  – przeczytał Brudziński. – Potem nastąpił atak na Platformę, w myśl zasady, że najlepszą obroną jest atak. – Przypominamy konkurentom politycznym o ośmiorniczkach i ich aferach (…). Miliony złotych odpraw dla ludzi tylko dlatego, że byli ludźmi od Donalda Tuska, więcej przyzwoitości panowie – pouczał Brudziński.

Nie mogło zabraknąć również peanów na cześć prezesa. – PiS potrafi wyciągnąć wnioski i ma też umiejętność powiedzenia do opinii publicznej przepraszam. Chce zwrócić uwagę, jak z bezwzględną konsekwencją reaguje prezes Kaczyński – powiedział Brudziński.

Drugie i trzecie dno

Pytanie, które coraz częściej słychać, to dlaczego tylko Misiewicz ponosi konsekwencje. Przecież oczywiste jest, że on sam nie mianował się na żadne ze stanowisk.


A może sedno sprawy jest gdzie indziej? Od wczoraj opinia publiczna zajmuje się głównie sprawą Misiewicza. Tymczasem w Sejmie dobijana jest praworządność i niezależne sadownictwo.


Zdjęcie główne: Bartłomiej Misiewicz, Fot. P. Tracz/KPRM

Reklama