Reklama

W normalnym kraju demokratycznym po takiej wypowiedzi marszałek zostałby zaproszony przez szefa partii na rozmowę, w której usłyszałby propozycję nie do odrzucenia. Niestety nie jesteśmy normalnym państwem i normalną demokracją. Marszałek będzie zatem spotykał się tylko z chrząkaniami, że może za daleko to poszło, ale to wszystko. Nie mam wątpliwości, że go obronią, bo nie liczę na tak daleko idącą refleksję – mówi nam senator Koalicji Obywatelskiej Marek Borowski. Co z powrotem Donalda Tuska? – To przypomina słynny wiersz „Powrót taty”. Nie wiem, czy wróci, czy nie, ale jego wypowiedzi wskazują, że zamierza się bardziej zaangażować. Cóż, patrzę na to z pewną nadzieją, że jego doświadczenie, wsparcie może być pomocne – mówi nasz rozmówca

JUSTYNA KOĆ: KO złożyła wniosek o odwołanie marszałka Terleckiego, chodzi o jego bulwersujący wpis dotyczący liderki białoruskiej opozycji, która wg polityka PiS powinna szukać wsparcia w Moskwie, skoro spotyka się z „niedemokratyczną opozycją” w Polsce. Poparcie wniosku zapowiedziały Lewica, PSL i Polska 2050. Obóz rządzący broni marszałka. Jest pan zdziwiony?

MAREK BOROWSKI: Absolutnie nie, bo to jest ich człowiek, szef klubu, choć to wiele mówi, że takiego właśnie sobie wybrali.

Terlecki jest kwintesencją chamstwa i uprawia to chamstwo od samego początku, gdy tylko pojawił się w Sejmie. Jego komentarze, wypowiedzi, lekceważące odpowiedzi na pytania dziennikarzy czasami ocierają się wręcz o wulgarność.

Mimo wszystko ta wypowiedź spowodowała jednak pewne rozdwojenie jaźni w PiS-ie, bo nawet działacze Solidarnej Polski powiedzieli, że poszła trochę za daleko. Pewnie jednak będą go bronić. Na marginesie, Ziobro nie ma za co go lubić, bo to Terlecki nie dopuścił go na mównicę sejmową przed głosowaniem nad funduszami unijnymi. Gowin także skrytykował tę wypowiedź marszałka, prezydent, powiedzmy, odseparował się od niej, ale to tyle.

Reklama

Podejrzewam, że go jednak wybronią, no, chyba że gowinowcy czy ziobryści zagłosują za odwołaniem marszałka Terleckiego, bo wstrzymanie się od głosu nie wystarczy – do wygrania potrzebna jest bezwzględna większość. Myślę, że Terlecki zostanie zatem na fotelu wicemarszałka Sejmu.

Czym innym jest to wszystko, co pan już wymienił, opisując zachowania marszałka, a czym innym wypowiedź, która powoduje międzynarodowy skandal i jest sprzeczna z polską racją stanu. Może jednak dojdzie do pewniej reelekcji w obozie władzy?
W normalnym kraju demokratycznym po takiej wypowiedzi marszałek zostałby zaproszony przez szefa partii na rozmowę, w której usłyszał by propozycję nie do odrzucenia. Niestety nie jesteśmy normalnym państwem i normalną demokracją. Marszałek będzie zatem spotykał się tylko z chrząkaniami, że może za daleko to poszło, ale to wszystko. Nie mam wątpliwości, że go obronią, bo nie liczę na tak daleko idącą refleksję.

Do wpisu marszałka Terleckiego można dołożyć wpis Agnieszki Romaszewskiej, szefowej telewizji Biełsat, w którym pisze o Romanie Protasiewiczu „Część życia złamali mu łukaszyści, drugą złamał sam”, odnosząc się do jego wypowiedzi, w której przyznaje, że spiskował przeciwko Białorusi. Prawicowi publicyści także w tym tonie wypowiadają się o młodym dziennikarzu więzionym przez reżim. Co się z nami stało?
Trochę za łatwo przychodzi nam osądzanie. To jest oczywiście przykre, smutne, że człowieka złamano, nie każdy jest nieugiętym bohaterem, zwłaszcza w obliczu takich działań ze strony reżimu Łukaszenki, jakich my sobie nawet nie wyobrażamy.

Trzeba pamiętać, że to nie jest PRL, a nawet stan wojenny, i nie możemy tego porównywać. U nas były przypadki pobić czy nawet pewnych działań, które można określić jako tortury, ale to były sporadyczne przypadki. Z wypowiedzi tego młodego dziennikarza wynika, że Łukaszenka i jego ludzie zagrozili mu, że albo będzie mówił to, czego oczekują, albo przetransportują go do Donbasu. Protasiewicz był w Donbasie jako dziennikarz, inni mówią, że walczył nawet w batalionie „Azow”, a ludzie z tego batalionu są znienawidzeni przez rebeliantów z Donbasu i jeżeli któregokolwiek złapano, to był okrutnie torturowany. Taka groźba wynikała z jego wypowiedzi.

Bardzo łatwo jest siedzieć tu w Polsce i oceniać człowieka, czy jest gotów na tortury i śmierć, czy nie. Jak nie jest gotów, to miękiszon… Ja nie akceptuję takiej postawy odważnych wtedy, kiedy siedzą w ciepłym pokoju i piszą, co uważają.

Jeżeli dołożymy do tego ostatnie spotkania liderów PiS z partiami m.in. Salviniego, Orbána czy Le Pen i próbę stworzenia eurosceptycznego frontu w PE, plus wizytę prezydenta w Turcji, to gdzie nas taka polityka prowadzi?
Niestety kiedy zaczyna się wdrażać system autorytarny, to tak to wygląda. Ponieważ Kaczyński jest przekonany od lat, że posiadł kamień filozoficzny i wie, jak budować świetlaną przyszłość, co zresztą przypomina dawnych władców PRL, to proces w autorytaryzacji państwa nabiera tempa. To trochę jak kula śniegowa. Kiedy tego rodzaju pomysły, zapowiedzi i działania wzbudzają w społeczeństwie polskim opór, demonstracje, to pojawia się syndrom oblężonej twierdzy. Władza myśli, że wszyscy na nią nastają i musi szukać sojuszników u tych, którzy myślą i działają podobnie. Zatem u takich, którzy nie cenią wartości demokratycznych, wolności słowa, praw obywatelskich, niezależnego sądownictwa. Stąd już tylko krok do sojuszy, które będą dawać opór unijnym staraniom przywrócenia zasad demokracji. Stąd Salvini, Orbán.

Erdogan to już przesada, bo Turcja nie jest w UE. Ze strony prezydenta to sprawa niebywała, totalna głupota. Jeżeli już chcemy kupić tam drony, co jest przyznaniem się do porażki naszego przemysłu i kompletnej porażki Morawieckiego, który 5 lat temu w strategii zrównoważanego rozwoju zapowiedział, że polska będzie europejskim centrum produkcji dronów. Dziś za 270 mln dolarów kupuje drony w Turcji. Trudno, stało się, tylko dlaczego leci prezydent? Przecież wystarczyłby przedstawiciel MON, aby załatwić transakcję.

Prezydent, który leci z wizytą i występuje razem z satrapą, facetem, który przypomina najczarniejsze czasy dyktatur, i jeszcze z nim deklaruje, że Polska będzie z Turcją współpracować w odpieraniu zagrożeń zewnętrznych i wewnętrznych? Człowiek zachodzi w głowę, o co chodzi. Nie mogę tego określić inaczej niż jako potworną głupotę ze strony prezydenta.

W całym kraju odbyły się protesty pielęgniarek. Czy czeka nas powtórka z białego miasteczka, które doprowadziło w dużej mierze do upadku poprzednich rządów PiS-u?
Wcale bym się nie zdziwił, dlatego że to, co się wyprawa w służbie zdrowia, co rząd PiS proponuje jako reformę tego sektora, to woła o pomstę do nieba. W programie funduszu odbudowy zaprojektowano 4 mld euro na zdrowie, to jest 16 mld zł, czyli sporo, ale przecież tu potrzeba znacznie więcej. Zapisy, że w roku 2023-24 osiągniemy 7 proc. nakładów, są palcem na wodzie pisane. Już teraz należałoby z unijnych pieniędzy przekazać na ten sektor przynajmniej dwa razy tyle, w tym na kwestie płacowe.

Polscy lekarze teraz po studiach rozglądają się za tym, aby wyjechać do Niemiec, Austrii, Szwajcarii, Hiszpanii itd. Podobnie pielęgniarki. Niestety, czy się komuś podoba, czy nie, lekarze, pielęgniarki muszą zarabiać więcej, bo zaraz zostaniemy bez personelu i najbardziej nowoczesne szpitale, w których nie będzie miał kto pracować, nie pomogą. Oczywiście Białorusini, Ukraińcy mogą pomóc, ale nie wypełnią całej luki, nie wszystko też mogą od razu robić.

Dziś średnia wieku pielęgniarki jest powyżej 50 lat, do tego zawodu nie chcą przychodzić młodzi ludzie, więc albo podniesiemy płace, albo z tej całej reformy nic nie będzie. Już w czasie pandemii widzieliśmy, jakie są problemy, kiedy w szpitalach tymczasowych na halach sportowych nie było komu pracować, a szpitale podbierały sobie lekarzy, pielęgniarki. To, że rząd targuje się z pielęgniarkami o 1000 złotych to jest niepoważne, tym bardziej, że co roku wypłaca 13 emeryturę w wysokości 10 mld.

Nie żałuję oczywiście emerytom, ale sądzę, że sami emeryci oddaliby część z tego i dali pielęgniarkom, bo jak trafią za chwilę do szpitala, to nie będzie kto miał im pomóc.

Wojewoda Konstanty Radziwiłł powiedział do protestujących pielęgniarek, że rządy Zjednoczonej Prawicy to czas, w którym wynagrodzenia w służbie zdrowia wzrosły w sposób absolutnie bezprecedensowy, szczególnie pielęgniarkom. To prowokacja czy głupota?
Wojewoda Radziwiłł, poprzednio senator Radziwiłł, wcześniej minister zdrowia w każdej swojej funkcji się nie sprawdza. Niestety ma do wszystkiego stosunek bałwochwalczy. Zawsze ma rację, a rząd Zjednoczonej Prawicy jest najlepszy, rację ma PiS, rację ma prezes. Nie ma tam żadnej refleksji i próby wyjścia z sytuacji. Dodatkowo w Warszawie widzimy jego szkodliwą działalność, bo on uchyla i wetuje uchwały Rady Miasta, np. uchwałę, która miała spowodować, że z Warszawy zniknie większość potwornych reklam, które szpecą miasto.  Podobnie z podniesieniem stawek za parkowanie w centrum, co jest koniecznie, bo w Warszawie ilość samochodów w przeliczeniu na 100 mieszkańców jest o połowię większa niż w Berlinie i trzeba ratować centrum przed najazdem zmotoryzowanych. Sam mam samochód, ale rozumiem.

Podsumowując,

wojewoda Radziwiłł jest jak złośliwy gnom, który tylko patrzy, jak tu przeszkodzić, wykopać dołek, strasznie to przykre.

Widzi pan powrót Donalda Tuska do polskiej polityki?
To przypomina słynny wiersz „Powrót taty”. Nie wiem, czy wróci, czy nie, ale jego wypowiedzi wskazują, że zamierza się bardziej zaangażować. Cóż, patrzę na to z pewną nadzieją, że jego doświadczenie, wsparcie może być pomocne.


Zdjęcie główne: Marek Borowski, Fot. Flickr/Kancelaria Senatu/Michał Józefaciuk, licencja Creative Commons

Reklama