Fakty są takie, jakie są. Prawo i Sprawiedliwość odniosło kolejne zwycięstwo i to zwycięstwo bardzo zdecydowane – przekonywał dziś prezes PiS Jarosław Kaczyński na specjalnej konferencji prasowej podsumowującej wybory samorządowe. Tylko trudno nie odnieść wrażenia, że prezes przekonywał przekonanych, a wynik wyborczy jest nieubłagany. PiS może i zwyciężyło w sejmikach, ale przegrało nie tylko duże, ale średnie i małe miasta. Partia Kaczyńskiego musiała oddać nawet swoje dotychczasowe bastiony, jak Mielec, Sanok czy Przemyśl. – Sprawa jest tu prosta. Skoro Kaczyński wychodzi osobiście, aby potwierdzać sukces, to znaczy, że ma wielki problem z opinią publiczną, która widzi to, co cały świat, czyli że jednak te wybory przegrał – mówi nam Marcin Kierwiński z Platformy Obywatelskiej.

JUSTYNA KOĆ: “Nasze zwycięstwo nie podlega najmniejszej wątpliwości” – oświadczył we wtorek Jarosław Kaczyński podczas specjalnej konferencji prasowej, na której PiS przedstawiło dane dotyczące wyników wyborów samorządowych. “Rozumiem, że przedstawiciele komitetów, które te wybory przegrały, próbują zmienić ich obraz, ale to jest abstrahowanie od faktów” – dodał. Co prezes chciał osiągnąć?

MARCIN KIERWIŃSKI: Sprawa jest tu prosta. Skoro Kaczyński wychodzi osobiście, aby potwierdzać sukces, to znaczy, że ma wielki problem z opinią publiczną, która widzi to, co cały świat, czyli że jednak te wybory przegrał. Jarosław Kaczyński robi zawsze tego typu konferencje, kiedy myśli, że uda mu się oszukać Polaków. Jest rzeczą ewidentną po II turze, że PiS te wybory przegrał i to w stopniu bardzo wymownym.

Niemal wszędzie tam, gdzie startowali kandydaci spod znaku PiS-u na wójtów, burmistrzów, prezydentów miast, ten szyld okazywał się pocałunkiem śmierci.

Ze 107 miast PiS wziął tylko 4. PiS przegrał też w takich miastach kojarzonych z partią, jak Sanok, Przemyśl czy Mielec, a także Radom czy Skarżysko-Kamienna.
Tu nawet nie chodzi o samą matematykę, tylko właśnie o porażkę w miastach, które do tej pory uważane były za PiS-owskie, zarówno przez opinię publiczną, jak i sam PiS. To musi być nie do strawienia przez Jarosława Kaczyńskiego. Musiała bardzo boleć porażka na Podkarpaciu, w moim rodzinnym regionie, w Ostrołęce, gdzie przegrał wieloletni prezydent, który nawet nie dopuszczał myśli o przegranej. Przegrał też pan Tchórzewski, syn ministra w rządzie PiS-u, w Siedlcach, gdzie PiS od wielu lat rządził.

To są bardzo wymowne porażki, także dlatego, że po raz pierwszy nie mówimy o dużych miastach, ale o porażce PiS-u w średnich miastach, a także w małych miastach.

Jednak w sejmikach PiS wygrał 34 proc. do 27 proc. dla Koalicji Obywatelskiej.
Tak, ale proszę wziąć pod uwagę cały wynik sił prodemokratycznych. Po stronie PiS-u mamy przecież blok tzw. Zjednoczonej Prawicy: to koalicja PiS-u i małych przybudówek. Jeżeli po drugiej stronie dodamy wynik wszystkich sił prodemokratycznych, to okazuje się, że PiS ma rzeczywiście 34 proc. głosów, ale znacznie więcej mają dotychczasowe koalicje w sejmikach: KO i PSL.

Samo to, że w 10 sejmikach większe szanse na utworzenie stabilnej większość mają dotychczasowe koalicje rządzące sejmikami, a PiS ma szanse jedynie w 6 sejmikach, pozwala mówić tu o pyrrusowym zwycięstwie PiS-u.

Opadł już bitewny kurz po wyborach. Macie już pierwsze wnioski, podsumowania po wyborach i kampanii, która się toczyła?
Wydaje się, że w dużych miastach sukces oparty był na dobrych kandydatach, na osobach, które były wiarygodne i potrafiły pokazać, jak gigantyczna różnica jest między nimi a kandydatami PiS-u. W Warszawie mieliśmy starcie polityka, który wie, co mówi, i jest w swoich poglądach stabilny, z politykiem, który swoje zdanie i poglądy dopasowywał do bieżących sondaży. Tego Polacy bardzo nie lubią.

Oczywiście na dokładne analizy dotyczące struktury wyborczej przyjdzie jeszcze czas, ale jestem przekonany, że kluczem wygranej byli wiarygodni kandydaci. Kluczem było też właściwe przedstawienie sprawy, PiS próbował odkręcać kota ogonem, ale wszyscy widzieliśmy, że traktował samorządy w kategoriach łupu politycznego.

To musiało bardzo wyborców zrażać. Skoro PiS budował narrację, że gdy zagłosujecie na nas, to dostaniecie dodatkowe pieniądze na inwestycje, a jeżeli nie, to nie dostaniecie, to stosował strategię przekupstwa i szantażu. Polacy taką politykę odrzucili, najpierw w dużych miastach, a jak się potem okazało, także w mniejszych.

Słychać głosy, że ważniejszym czynnikiem od dobrych kandydatów była chęć zagłosowania przeciwko PiS, szczególnie u elektoratu liberalnego, wielkomiejskiego. Kandydaci mieli mniejsze znaczenie.
Pewnie ta polaryzacja, ten podział na PiS i anty-PiS był istotny. Ja jednak mam bardzo dobre zdanie o wyborcach i to nie jest tak, że gdyby nie mieli ciekawej oferty w postaci dobrych kandydatów, to by na pewno nie zagłosowali na PiS. Sondaże, chociażby w Warszawie, pokazywały, że wyborcy bardzo długo się zastanawiali. Oczywiście ta kalkulacja na PiS i anty-PiS też była istotna i trudno się dziwić, skoro od 3 lat

PiS zdążył zdemolować w Polsce wszystko, czego się dotknął.

Ta logika, że dlaczego miałby tego nie robić w samorządzie, skoro w państwie tak robi, wdaje się słuszna, w myśl, że jak dorwą się do mojej miejscowości, to wprowadzą tam nepotyzm, upartyjnienie i bałagan.

Zostanie pan marszałkiem województwa mazowieckiego?
Pani redaktor, w tych sprawach nie chodzi o personalia. My rozmawiamy z naszymi dotychczasowymi partnerami z PSL, także z SLD, o 10 sejmikach i stabilnych koalicjach. Te

rozmowy nie skupiają się na ten moment na personaliach, a na tym, jak obronić samorządy przed PiS-em. To jest podstawa, a wszystko inne jest wtórne.

Nie chce pan odpowiedzieć…
Jeżeli pyta mnie pani, czy moim zdaniem praca marszałka jest ciekawa, to jako były wicemarszałek mogę powiedzieć, że bardzo. Może kiedyś będzie mi dane wrócić do samorządu województwa; czy teraz – zobaczymy.

Jak spędzi pan 11 listopada?
Co roku razem z żoną i rodziną jesteśmy na grobach naszych bohaterów wolności i tak też będzie tym razem. Podobnie cała Platforma.

Nie ma żadnych specjalnych uroczystości, które zorganizowałby Polakom PiS, nie ma żadnej chęci ze strony rządzących stworzenia uroczystości, które by jednoczyły i uczyniły z 11 listopada wspólne święto.

To wielka szkoda. Widać, że PiS zmarnował ostatnie 2 lata. Do tej pory często jeździłem w ten dzień do Zakopanego, na grób mojego pradziadka, żołnierza II Brygady Legionów, w tym roku zostaniemy pewnie w Warszawie.

Nie myśleliście, żeby jako Platforma Obywatelska albo Koalicja zrobić coś swojego, jak już wiadomo było, że rząd nic nie przygotował?
Na pewno Platforma uczci pamięć tamtych bohaterów tego dnia, ale wielkim zaniedbaniem PiS-u jest to, że nie ma tego dnia uroczystości łączących Polaków, to jest wina rządu, a nie PO.


Zdjęcie główne: Marcin Kierwiński, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons