Reklama

– Spodziewam się, że wraz z upływem czasu teoria o zamachu będzie wygaszana – mówi nam dr Maciej Lasek, były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, członek komisji Millera. – Dla mnie nie jest to zaskoczeniem, bo nie jest możliwe w oparciu o znane fakty i materiał dowodowy wyciągnięcie innych wniosków niż te, które opisaliśmy w raporcie komisji Millera – dodaje. Nie dziwi go również postawa prokuratury i postawienie zarzutów rosyjskim kontrolerom.

Justyna Koć: Prokuratura sformułowała nowe zarzuty wobec rosyjskich kontrolerów – przestępstwo umyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu powietrznym. Czy to oznacza, że nie kończy się teoria o zamachu, trotylu i dobijaniu rannych?
Maciej Lasek:
Prokuratura jest bardzo konsekwentna w działaniach. Może z naszego punktu widzenia pracuje dość wolno, ale konsekwentnie eliminuje kolejne wątki i teorie. Jak widać, śledztwo jest dziś głównie prowadzone w kierunku wypadku, do którego przyczyniło się zarówno niewłaściwe działanie kontrolerów, jak i błędy załogi samolotu. Już dwa lata temu prokuratura upubliczniła takie wnioski z kompleksowej opinii biegłych. Od tamtej pory praktycznie nic się nie zmieniło.

Prawidłowo wyszkolony pilot i tak nie miał prawa zejść poniżej minimalnej wysokości zniżania, jeżeli nie zobaczył wcześniej ziemi, i to niezależnie od tego, jakie informacje podawali mu kontrolerzy.

lasek
Maciej Lasek

Czyli nie dziwi pana to, co usłyszeliśmy w prokuraturze?
Prokuratura nie powiedziała nic nowego. Niewłaściwe działanie rosyjskich kontrolerów zostało po raz pierwszy opisane w raporcie komisji Milera. Przypomnę, że raport MAK nie wspomina ani o niewłaściwym działaniu kontrolerów, ani o niewłaściwym przygotowaniu lotniska. To raport Millera pokazał wyraźne te błędy. To dzięki materiałom, które my wtedy zebraliśmy, m.in. zapisom z magnetofonu zamontowanego na wieży, który zarejestrował rozmowy kontrolerów i ich korespondencję z załogami samolotów, można było wyciągnąć wnioski, które dziś służą prokuraturze do stawiania zarzutów. Musimy też pamiętać, że zadaniem prokuratury jest właśnie ocena w świetle kodeksu karnego działań i błędów, które doprowadziły do katastrofy.

Warto przypomnieć, że jeżeli ktoś świadomie przekracza przepisy i nie stosuje się do zasad, to w wielu przypadkach naraża się właśnie na zarzut umyślnego działania skutkującego np. wypadkiem, czy to w ruchu lądowym, czy – jak w tym przypadku – w ruchu lotniczym.

Reklama

Kontrolerzy w Smoleńsku musieli mieć świadomość, że warunki pogodowe są poniżej minimum dla tego lotniska, a mimo wszystko nie zamknęli lotniska, i to mimo tego, że wojskowe przepisy rosyjskie wymagały takiego działania. Mieli też wątpliwości co do prawidłowości działania radaru, co zresztą jest opisane we wnioskach komisji Millera – radaru, za pomocą którego podawali załodze tupolewa informacje o odległości samolotu od lotniska i jego położeniu względem ścieżki podejścia. W takim przypadku przepisy nakazują natychmiast przerwać podejście i poinformować załogę, że sprzęt, z którego korzystają kontrolerzy, nie zapewnia bezpiecznego podejścia do lądowania.

Nie sądzę, aby prokuratura próbowała udowodnić coś innego niż to, na co wskazują fakty. Tym raczej zajmuje się  grupa pana ministra Macierewicza, głosząca od lat różne, często sprzeczne ze sobą teorie, których wspólnym mianownikiem jest niezależność… od faktów, dowodów i logiki.

Na koniec trzeba jednak pamiętać, że prawidłowo wyszkolony pilot i tak nie miał prawa zejść poniżej minimalnej wysokości zniżania, jeżeli nie zobaczył wcześniej ziemi, i to niezależnie od tego, jakie informacje podawali mu kontrolerzy. Jaki będzie los zarzutów wobec rosyjskich kontrolerów, pokaże dalsze śledztwo, a na koniec na pewno oceni to niezależny sąd.

A jak ocenia pan rozpoczęcie współpracy z kryminalistycznymi laboratoriami zagranicznymi? Prokuratura chwaliła się, że są “absolutnie topowe”.
Decyzja o skorzystaniu z tych laboratoriów, i to tylko we fragmencie postępowania, czyli ponowne przeprowadzenie jedynie badań chemicznych, bez wyciągania wniosków, korzystając z próbek już wcześniej zebranych przez biegłych pirotechników z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego, wskazuje, że prokuratura chce mieć dodatkowe zabezpieczenie, kolejną ekspertyzę, którą trudno będzie podważyć przez lansujących teorie wybuchowo-zamachowe członków podkomisji ministra Macierewicza czy niektórych polityków PiS.

To też jest symptomatyczne – ta dziwna sympatia ministra Macierewicza do Rosji.

To wyraźna zmiana wobec tego, co do tej pory twierdził PiS i rząd z ministrem Macierewiczem na czele. Czy to znaczy że teoria o zamachu będzie wyciszana?
Spodziewam się, że wraz z upływem czasu teoria o zamachu będzie wygaszana. Dla mnie nie jest to zaskoczeniem, bo nie jest możliwe w oparciu o znane fakty i materiał dowodowy wyciągnięcie innych wniosków niż te, które opisaliśmy w raporcie komisji Millera. Biegli i prokuratorzy pracują zgodnie z kodeksem postępowania karnego. Zebrany przez nich materiał będzie zapewne również analizowany podczas postępowania sądowego. Nie sądzę, aby prokuratura próbowała udowodnić coś innego niż to, na co wskazują fakty. Tym raczej zajmuje się grupa pana ministra Macierewicza, głosząca od lat różne, często sprzeczne ze sobą teorie, których wspólnym mianownikiem jest niezależność… od faktów, dowodów i logiki.

Jednak kwintesencją działania ministra Macierewicza w tym zakresie jest wciągnięcie do podkomisji byłego doradcy prezydenta Putina. Myślę, że gdyby tyle podobnych działań, albo chociaż ich ułamek zdarzył się nam, to nikt nie dałby nam spokoju.

Minister Macierewicz znajdował nawet swego czasu dowody potwierdzające wybuch w prezydenckim Tu-154 na wycieraczce.
Tak, i to najczęściej rosyjskie materiały. To też jest symptomatyczne – ta dziwna sympatia ministra Macierewicza do Rosji. Przypomnę, że jednym z jego głośniejszych działań było przetłumaczenie raportu z likwidacji WSI na język rosyjski. Następnie tłumaczenie, że generałowie, którzy odchodzą z wojska, są po radzieckich szkołach, co jest oczywiście nieprawdą, bo zdecydowana większość skończyła szkoły natowskie. Zdarzało mu się też opierać niektóre teorie dotyczące katastrofy smoleńskiej na materiałach czy komunikatach strony rosyjskiej. Jednak kwintesencją działania ministra Macierewicza w tym zakresie jest wciągnięcie do podkomisji byłego doradcy prezydenta Putina. Myślę, że gdyby tyle podobnych działań, albo chociaż ich ułamek zdarzył się nam, to nikt nie dałby nam spokoju. W tym konkretnym jednak przypadku, z niezrozumiałych przyczyn, przechodzi się nad tym do porządku dziennego. Może właśnie dlatego, dzięki działaniom rządu PiS, czyli usunięciu z przestrzeni publicznej raportu komisji Millera, jedynym oficjalnym raportem w sprawie katastrofy smoleńskiej jest raport MAK? Raport, który ani słowem nie wspomina o złym przygotowaniu lotniska w Smoleńsku czy niewłaściwych działaniach rosyjskich kontrolerów.


Zdjęcie główne: Okolicznościowe plakietki, zdjęcie zrobione podczas 3. rocznicy pogrzebu Lecha i Marii Kaczyńskich w Krakowie, Fot. Piotr Drabik, licencja Creative Commons; zdjęcie w tekście: Maciej Lasek, źródło YouTube

Zapisz

Reklama