Reklama

Brytyjska premier Teresa May zapowiada, że Brexit stanie się faktem. Podczas wtorkowego wystąpienia przedstawiła wizję stosunków swojego kraju z Europą po Brexicie: wyjście ze wspólnego rynku, kompleksowa umowa o wolnym handlu, kontrola imigracji. – Równe partnerstwo, a nie częściowe członkostwo – mówiła premier Wielkiej Brytanii. W środę z Teresą May rozmawiała premier Beata Szydło. Co czeka Polaków na Wyspach i samą UE? – m.in. o to zapytaliśmy byłego komisarza europejskiego ds. programowania finansowego i budżetu w KE, europosła Janusza Lewandowskiego.

Justyna Koć: Z wystąpienia premier May widać, że Wielka Brytania nie będzie szukała półśrodków. May chce prawdziwego Brexitu. Na pytanie, jak to będzie wyglądać, odpowiada, to zależy, jakie rozwiązania zaproponuje UE. Czy to polityczny szantaż?
Janusz Lewandowski:
Wielka Brytania zgotowała problem sobie i całej Europie, decydując się na Brexit w oparciu o nieprawdziwe informacje, zafałszowany bilans strat i korzyści, jakie ma Wielka Brytania w Unii Europejskiej, ale stało się. Po długim oczekiwaniu, aż wyklaruje się polityka brytyjska – przecież po samym referendum zwolennicy wyjścia z UE pochowali się, słychać było głównie przeciwników Brexitu, świadomych kosztów tego wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii, głównie w Szkocji i Irlandii Północnej. Nareszcie pani premier zabiera głos. Nie dziwię się, że May ma twarde stanowisko, bo to się podoba Brytyjczykom. Natomiast ma naprzeciw siebie 27 krajów, które sobie poradzą bez Wielkiej Brytanii. Straty Brytyjczyków mogą być większe w sensie dostępności rynku europejskiego, który jest podstawowym rynkiem również usług finansowych dla Wielkiej Brytanii, niż straty europejskie. Wystąpienie na pokaz, raczej dla własnej publiczności niewiele wnosi do negocjacji, które dopiero się rozpoczną po oficjalnym zadeklarowaniu Brexitu. Prawdopodobnie dopiero w marcu dojdzie do rzeczywistych rozmów. Na razie to zajmowanie pozycji negocjacyjnej.

Wielka Brytania zgotowała problem sobie i całej Europie, decydując się na Brexit w oparciu o nieprawdziwe informacje, zafałszowany bilans strat i korzyści, jakie ma Wielka Brytania w Unii Europejskiej.

Wiemy, co premier Teresa May miała do powiedzenia, a jak powinna teraz zareagować Unia?
Podoba mi się jednolitość frontu europejskiego, z którego na razie wyłamała się tylko Polska. Niestety, Polacy przyjęli zaproszenie do Londynu, co ciekawe, w rocznicę konferencji w Teheranie, która była wielką zdradą interesów Polski. Data niefortunna i sam pomysł wyjazdu rządu na rozmowy bilateralne również, skoro siła negocjacyjna krajów europejskich polega na tym, że są razem w 27 krajów. Wtedy siła negocjacyjna rośnie.

Data niefortunna i sam pomysł wyjazdu rządu na rozmowy bilateralne również

Czy Polacy mieszkający na Wyspach mogą spać spokojnie? Wiemy, że przez najbliższe 2 lata tak, ale co się stanie, kiedy Wielka Brytania finalnie opuści Unię?
Polacy na Wyspach nie mogą czuć się bezpiecznie, z uwagi także na nastrój, jaki wytworzył się w czasie kampanii przed referendum. Ta kampania była katastrofalna w skutkach, jeśli chodzi o rozbudzenie uprzedzeń przeciw emigracji, również polskiej, która wnosi zysk i korzyść do brytyjskiego systemu ubezpieczeń, produktu krajowego i do bogactwa Brytyjczyków, jednocześnie rozwiązując wiele problemów materialnych polskich rodzin. Ta kłamliwa kampania rozbudziła wiele uprzedzeń, owocowała tym, że były rozmaite akty agresji, pogorszył się klimat. Takie są skutki każdej kampanii budowanej na kłamstwie i uprzedzeniach. Z tego powodu na pewno Polacy czują się już gorzej w wielkiej Brytanii, szczególnie tam, gdzie są zakotwiczeni na prowincji, bo to prowincja głosowała przede wszystkim za Brexitem. W dużych miejscowościach, gdzie zdobyli już pozycję zawodową, pewnie czują się bezpieczniej. To jest jeden ze znaków zapytania. Na pewno im większa jedność państw członkowskich, tym lepsza będzie pozycja Polaków na Wyspach.

Reklama

Polska w tej chwil nie prowadzi poważnej polityki zagranicznej. Zamyka się sama w sobie, myśląc o Międzymorzu i układaniu się z San Escobar.

Kanclerz Angela Merkel powołuje specjalną komisję, która ma przygotować stanowisko negocjacyjne w sprawie Brexitu, a premier Szydło ogłasza przegląd resortów. Czy widzi pan tu szanse na rozsądną polską politykę rządu w tej sprawie?
Polska w tej chwil według mnie nie prowadzi poważnej polityki zagranicznej. Wszystko to, co jest manifestowane z Warszawy w stronę innych stolic świata, ma budować złudne poczucie, że od nas wiele zależy i wszyscy się nas boją. Polska zamyka się sama w sobie, myśląc o Międzymorzu i układaniu się z San Escobar. W sposób niespodziewany nawet dla mnie, bo byłem świadom negatywnych scenariuszy, Polska traci możliwość wpływania na los własnego kontynentu. Nikt nas już o nic tak naprawdę nie pyta. Ta wielka szansa, jaka kryła się w Trójkącie Weimarskim – sam widziałem porozumienie koalicyjne SPD-CDU, które zawiązało koalicję rządzącą. Tam, obok Francji, Polska była nazywana partnerem strategicznym w kształtowaniu przyszłości Europy. Takiego statusu Polska nie miała od 300 lat. To zostało zatracone. To były niezwykle optymistyczne akty lewarowania czy dźwignięcia pozycji Polski do strategicznego sojusznika, co było zrozumiałe, zważywszy na widmo Brexitu z jednej strony, i ogromne problemy kryzysowe Hiszpanii i jeszcze większe Włoch z drugiej. W ten sposób powstał trójkąt Berlin-Paryż-Warszawa. Ta możliwość, niestety, została utracona.

Unia ma dość problemów z Polską, sprawa Trybunału Konstytucyjnego, wolności mediów, służby cywilnej, praw kobiet.

Był pan komisarzem ds. budżetu, znane są panu kręgi finansowe struktur Unii. Jak mówi się o sposobie uchwalenia budżetu w Polsce? Czy to może rodzić jakieś konsekwencje?
W Unii jest pełna wiedza o tym, co się dzieje w Polsce. Polska była zbyt ważnym krajem w UE, żeby nie śledzić zmian po roku 2015. Jesteśmy krajem “specjalnej troski” czy “osobliwej troski” w Unii Europejskiej. Niestety, nie należy się spodziewać przychylnego klimatu wobec nas. Widzę coraz więcej poprawek w debatach budżetowych, takich prób wykazania, że solidarność to jest coś, co ma dwa kierunki. Nie można oczekiwać solidarności wyłącznie w wymiarze finansowym, jeżeli się nie odpłaca tej solidarności np. wobec południa Europy, które dźwiga na sobie ciężar uchodźstwa. Solidarność to wzajemność. Wydaje mi się, że instytucje unijne będą czekały na rozstrzygnięcie legalności tego budżetu przez instancje krajowe zanim dojdzie do jakichś prób waloryzacji, czy budżet jest legalny, czy nie. Unia ma dość problemów z Polską, sprawa Trybunału Konstytucyjnego, wolności mediów, służby cywilnej, praw kobiet. Sporo się tego nagromadziło, mieliśmy przecież 5 debat lub rezolucji o Polsce w 2016 roku, czegoś takiego jeszcze nie było.

Instytucje w jakiś sposób pogodziły się z tym, że Polska idzie w kierunku łamania podstawowych zasad, które są wpisane w traktaty europejskie.

W Polsce sprawa budżetu nie zostanie rozwiązana, prezydent podpisał budżet, a TK praktycznie nie istnieje.
Gdybyśmy mieli normalnie procedujący TK, to można by liczyć na jakieś rozwiązanie sprawy. Instytucje międzynarodowe nie palą się, aby rozwiązywać problemy Polski. Instytucje w jakiś sposób pogodziły się z tym, że Polska idzie w kierunku łamania podstawowych zasad, które są wpisane w traktaty europejskie.

Teraz już nie ma takiej Polski, jest Polska, która odwróciła się do Europy tyłem albo bokiem.

Jakie mogą grozić nam konsekwencje?
Nie ma już przyjaznej atmosfery dla Polski, która mi osobiście umożliwiła wynegocjowanie większych funduszy dla Polski w budżecie 2014-20. Tam Polska jest głównym konsumentem. Udało mi się tyle wynegocjować dla Polski, bo postrzegani byliśmy jako kraj, który mądrze się gospodaruje i wyda dobrze fundusze, powinien być inspiracją dla innych krajów. Teraz już nie ma takiej Polski, jest Polska, która odwróciła się tyłem albo bokiem.

Nie ma żadnych powodów, ani chęci, aby wymieniać Tuska.

Czy wybór Tajaniego na przewodniczącego PE może obniżyć szanse Donalda Tuska na pozostanie na stanowisku szefa Rady Europejskiej?
To lepiej niż gdyby wygrał kandydat socjalistów, także z punktu widzenia naszego kraju. Tajani był kandydatem tego samego ugrupowania, z którego wywodzi się Tusk, Chrześcijańskich Demokratów, należą do nich europosłowie PO i PSL. Jak ułoży się los Donalda Tuska, w bardzo niewielkim stopniu zależy od Parlamentu Europejskiego, bo są to odrębne instytucje, które organizują się po swojemu. Komisja rządzi się swoimi prawami. W przypadku Rady Europejskiej decyzja o przewodniczącym rozstrzyga się w najważniejszych stolicach. Nie ma żadnych powodów, ani chęci, aby wymieniać Tuska. Zawarliśmy w PE, jak i poza, strategiczny sojusz z liberałami. Niezadowoleni z wyboru Tuska mogą być socjaliści, ale ta frakcja słabnie, natomiast rosną w siłę liberałowie, dochodzą do władzy w wielu krajach. W tej chwili liberalni premierzy rządzą w 7 krajach i w 3 koalicjach rządzących. Liberałowie będą otwarcie popierali Donalda Tuska. Natomiast oczekuję wyraźnego sygnału z Polski. Zachowanie polskiego rządu dziwi całą Europę, jak to możliwe, że polski rząd nie popiera Polaka na najważniejszy urząd w strukturach Unii.


pap-maly Zdjęcia głównie: PAP/EPA/Facundo Arrizabalaga/POOL; PAP/Tomasz Gzell

Reklama