Reklama

Największym zwycięzcą jest Jarosław Kaczyński i to z dwóch powodów. Po pierwsze, bo obszedł Zbigniewa Ziobrę, który założył mu podwójnego nelsona i wydawało się, że nic już nie można z tym robić. Po drugie Kaczyński doprowadził do głębokiego konfliktu na opozycji, a to było jego marzenie, które właśnie się spełniło – mówi nam Leszek Miller, były premier, obecnie eurodeputowany

JUSTYNA KOĆ: Po decyzji lewicy, że pomoże z ratyfikacją unijnego budżetu, już ruszył PiS-owski walec. We wtorek, zaraz po majówce, od rana sprawa będzie na komisjach, potem głosowanie, bez debaty, zaledwie poprzedzone wystąpieniami klubów.

LESZEK MILLER: Już 20 krajów zdążyło ratyfikować decyzję Rady UE o zasobach własnych, więc Polska jest w ogonie. To, że PiS wreszcie się zdecydował, to bardzo dobrze. Prawdopodobnie jest to związane ze spotkaniem PiS-u z Czarzastym, Zandbergiem i Biedroniem, bo rozumiem, że PiS uważa, że ma teraz większość dla ratyfikacji, zatem nie widzi powodów, żeby sprawę opóźniać. Czy tak będzie, zobaczymy we wtorek. Ja jestem zadowolony, że sprawa ruszyła,

uważam, że Polska powinna ratyfikować decyzję UE o utworzeniu europejskiego funduszu odbudowy.

Jak ocenia pan działanie Lewicy?
Lewica podjęła ogromne ryzyko. Oczywiście bez ryzyka nie ma prawdziwej polityki, ale obawiam się, że to ryzyko jest zbyt duże. Od wielu miesięcy czy nawet lat PiS był przedstawiany jako główny wróg, sprawca wielu nieszczęść odnoszących się do elektoratu lewicy i w ogóle wróg polskiej demokracji. Nagle zniesmaczeni wyborcy lewicy zobaczyli, jak obydwie strony się układają. To może mieć poważne konsekwencje, ale dziś nie można jeszcze powiedzieć z całą pewnością, jak to będzie. Oczywiście, że lewica powinna głosować za ratyfikacją i oczywiście nie powinna w tym celu spotykać się z PiS-em.

Reklama

Koalicja Obywatelska domaga się przełożenia głosowania o 2 tygodnie. Wczoraj premier wysłał do Brukseli KPO, ale w wariancie roboczym, gdzie nie wszystkie zmiany i postulaty są uwzględnione. Rząd ma teraz 2 tygodnie na uzupełnienie KPO i o tyle chce przełożyć głosowanie KO. To dobry ruch?
Wczoraj skończył się termin, do którego polski rząd miał przedłożyć KE Krajowy Plan Odbudowy. Skoro rozmawiamy, to chciałbym zapytać rząd za pani pośrednictwem, czy rząd to zrobił. Wszystkie rządy 27 państw miały w harmonogramie napisane, że mają przedstawić KPO do końca kwietnia. Dziś jest 1 maja, zatem jeżeli rząd przesłał KPO wczoraj. to wypełnił termin i bardzo dobrze się stało.

Teraz KE ma 2 miesiące na ocenę zawartości tego projektu, będzie on poddany badaniom ekspertów, bo jeżeli się komuś wydaje, że te pieniądze, które mogą przyjść, będą rzucane na prawo i lewo bez żadnej kontroli, to się głęboko myli. Decyzja o KPO wynika z rozporządzenia PE i Rady UE z lutego tego roku i ono ustala główne filary, które są podstawą wydawania pieniędzy. To jest np. zielona transformacja, cyfrowa transformacja, budowa konkurencyjnej gospodarki, badania i innowacje, opieka zdrowotna. Teraz czekamy, czy KE uzna polski KPO za spełniający wszystkie te wymagania. Jeżeli Komisja uzna inaczej, to będzie domagała się poprawy planu. KE już miała uwagi m.in. do zamiarów zlikwidowania tzw. kopciuchów, ale zastąpienia ich piecami gazowymi. UE się na to nie zgodziła, bo ten zamiar budowania Europy neutralnej klimatycznie wymaga rozwoju czystej energii, czyli odnawialnej.

Bruksela bardzo precyzyjnie będzie oceniać realizację tego planu, czy środki wydawane są zgodnie z przeznaczeniem, i jeśli KE uzna, że środki są marnotrawione i źle wydawane, to w każdym momencie może je zawiesić, bo przecież to nie wygląda tak, że cała kwota zostanie przelana dla Polski.

To będą sukcesywne transfery. Dodatkowo proszę pamiętać, że weszło w życie rozporządzenie o tzw. warunkowości budżetowej, czyli „pieniądze za praworządność”. Ono zostało wprawdzie zaskarżone przez Polskę i Węgry do TSUE, ale myślę, że Trybunał szybko się z tym upora i zakładam, że to rozporządzenie będzie zgodne z prawem europejskim. Wtedy każdy wydatek będzie dwukrotnie sprawdzany. Po pierwsze, czy wypełnia wymogi postawione przez Brukselę, a po drugie, czy Polska jest państwem praworządnym.

To po co te całe negocjacje? Może opozycja powinna wobec tego poprzeć ratyfikację, a resztę załatwi KE?
Ja tak uważam. Należy zagłosować za ratyfikacją i nie należy w tym celu spotykać się z PiS-em. Po pierwsze to wszystko, co tam lewica wynegocjowała, i tak było wpisane, a po drugie główne instrumenty kontrolne będą w Brukseli, bo to ona trzyma portfel, z którego wypłaca się te pieniądze. Także premier nie musi przychodzić do parlamentu polskiego z KPO, premier miał obowiązek do 30 kwietnia wysłać do Komisji KPO, czekać na jej werdykt, a potem wydawać pieniądze zgodnie z zatwierdzoną przez KE wersją.

Oczywiście gdyby to był normalny rząd i normalny premier, toby przyszedł do Sejmu z KPO, pokazałby go, dałby posłom do oceny, zrobiłby debatę, wysłuchał wszystkich uwag krytycznych, potem poprosiłby o poparcie. Teraz na to i tak jest za późno. Tym bardziej, że głosowanie wtorkowe w polskim Sejmie nie będzie dotyczyło KPO, tylko decyzji Rady UE o poszerzeniu budżetu o środki własne.

17 lat mija właśnie, jak lewica i pana rząd wprowadzali Polskę do UE. Teraz PiS prowadzi pełzający polexit, teraz rękę podała rządowi lewica. Jak pan to skomentuje?
Precyzyjnie rzecz ujmując, to nie lewica wprowadziła Polskę do UE, tylko SLD i UP.

Jeżeli już kierownictwo lewicy poszło na te negocjacje i zgadzało się, że podejmie ryzyko, to mogło podzielić postulaty na dwie części. Te, które dotyczą bezpośrednio KPO, i drugi segment dotyczący tradycyjnie zgłaszanych postulatów, jak chociażby z ostatniej kampanii wyborczej.

Na stole powinno położyć się np. żądanie wycofania ustawy represyjnej, która represjonuje emerytów mundurowych, i Czarzasty ze swoją grupą obiecywali solennie, że jak lewica wróci do Sejmu, to przywróci emerytury. Powinni położyć na stole także projekty odnoszące się do praw kobiet, aborcji i praworządności. Akurat 5 dni przed spotkaniem z PiS lewica złożyła projekt o likwidacji Izby Dyscyplinarnej, więc aż się prosi, żeby o to też zawalczyć. I oczywiście, że można zawsze powiedzieć, że PiS i tak by tego nie przyjął, ale liczą się także intencje. Lewica miała prawdopodobnie jedyną tego rodzaju okazję, kiedy rząd jest słaby, w narożniku i szuka pomocy i można było zawalczyć o więcej.

Nawet gdyby PiS to odrzucił, to lewica mogłaby z podniesioną głową powiedzieć, że pamięta o swoich postulatach.

Lewica dała się ograć starym lisom?
Prawdą jest, że największym zwycięzcą jest tu Jarosław Kaczyński i to z dwóch powodów. Po pierwsze, bo obszedł Zbigniewa Ziobrę, który założył mu podwójnego nelsona i wydawało się, że nic już nie można z tym robić. Po drugie Kaczyński doprowadził do głębokiego konfliktu na opozycji, a to było jego marzenie Kaczyńskiego, które właśnie się spełniło.


Zdjęcie główne: Leszek Miller, Fot. Facebook/MillerLeszek

Reklama