Reklama

PiS zdecydowało się jednak podwyższyć kwotę wolną od podatku od stycznia przyszłego roku. Rząd zmienił zdanie praktycznie z dnia na dzień.


W zeszłym tygodniu Sejm uchwalił ustawę wydłużającą do 1 stycznia 2018 roku dotychczasową kwotę wolną od podatku (ok. 3 tys. zł). Ustawa trafiła do Senatu i okazało się, że zostanie zasadniczo zmieniona. Kwota wolna ma wynieść 6,6 tys. zł, ale… tylko dla najuboższych. Opozycja mówi wprost: to kolejne oszustwo i kpina z obietnicy wyborczej.

Krótka historia kwoty wolnej

Zwiększenie kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł PiS i prezydent Andrzej Duda obiecywali wielokrotnie w kampanii wyborczej. W swoim exposé premier Beata Szydło wymieniła to nawet jako zadanie na pierwsze 100 dni rządu. Nie udało się. Projekt zmian w ustawie o podatku dochodowym wpłynął do Sejmu dopiero 31 października, ale wbrew zapowiedziom nie podwyższał kwoty wolnej, tylko zakładał utrzymanie obecnej przez cały przyszły rok.

Oficjalne tłumaczenie? W rządzie trwają prace nad wprowadzeniem jednolitego podatku, dlatego zasadne jest wstrzymanie się ze zmianami kwoty wolnej. Jak chciał rząd, tak Sejm zdecydował. I kilka dni później okazało się, że rząd jednak najprawdopodobniej wycofa się z jednolitego podatku… A więc trzeba coś zrobić z kwotą wolną od podatku. Tak właśnie w trybie pilnym narodził się pomysł zwiększenia kwoty od stycznia 2017 roku, ale nie do 8 tys. zł i tylko dla najuboższych.

6,6 tys. zł dla biednych, zero dla bogatych

Kwota wolna od podatku dla najmniej zarabiających ma wynieść 6,6 tys. zł. – Żeby dla najuboższych blisko 3 milionów ludzi, ale naprawdę najuboższych, nie było w ogóle podatków. Kwotę wolną podwajamy. Kwota wolna ma wynieść 6,6 tys. zł – tłumaczył na antenie Trójki wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki. Co z resztą? Dla zarabiających do poziomu ok. 11 tys. zł kwota wolna ma być spadająca do poziomu dzisiejszego. Z kolei ci, którzy “łapią” się na drugi próg podatkowy, w ogóle nie mogliby korzystać z kwoty wolnej.

Reklama

Byle szybko

Teraz tempo prac nad tą propozycją musi być ekspresowe. Zmiany muszą zostać ogłoszone do końca listopada. Plan jest taki, że w poniedziałek ustawą zajmie się Senat, już we wtorek wróci do Sejmu i zostanie przegłosowana, tego samego dnia zapewne trafi na biurko prezydenta. A że Andrzej Duda ją podpisze, i to, jeżeli będzie musiał, w tempie ekspresowym, nie ma chyba żadnych wątpliwości. Znowu jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

To nie dawanie tylko zabieranie

– Znowu skłamali. Obiecywali 8 tys. zł kwoty wolnej dla wszystkich. A to, co zaproponowali, to zmiana, która zabiera kwotę wolną ludziom lepiej sytuowanym. To jest podniesienie podatków, uderzenie w grupę najbardziej aktywnych i prorozwojowych Polaków – komentuje poseł PO Sławomir Neumann. Także w tej sprawie działają szybko i chaotycznie, bo to, według Neumanna, ich znak firmowy. – Robią to, bo nie rozumieją gospodarki. Mają metody i pomysły rodem z XIX wieku. Jedynym ich pomysłem jest socjal, który ma napędzić gospodarkę. To absurdalne myślenie – dodaje odpowiednik ministra Morawieckiego w gabinecie cieni Platformy.

Opozycja mówi zgodnie: to kpina z obietnicy wyborczej. – Kwota wolna od podatku miała być równa dla wszystkich, a nie tylko dla wybranych przez PiS. Poza tym w przyszłorocznym budżecie nie ma pieniędzy na ten cel. PiS będzie musiało zabrać jednym, żeby dać drugim. Ilu Polaków za to zapłaci? – pyta posłanka Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer.

O ułomnej propozycji mówi także Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL: – Nie skorzysta z tego 9 mln. emerytów i rencistów. To nie jest na pewno dobra zmiana, to jest zmiana udawana i pozorowana, ma tylko uspokoić sumienie PiS.


pap-maly Zdjęcie główne: Premier Beata Szydło, PAP/Radek Pietruszka.

Zapisz

Reklama

Comments are closed.