Reklama

To narzędzie nie posłużyło rządzącym, aby zapobiec dezercji i ucieczce żołnierza na Białoruś, ale posłużyło do tego, aby ścigać niepokornych politycznie – komentuje dla nas doniesienia nt. użycia systemu Pegasus wobec przeciwników władzy senator Krzysztof Brejza. I dodaje: – Proszę zauważyć, że sądy oczyszczały do tej pory Giertycha, a w prokuraturze trwał festiwal szukania prokuratorów, którzy zgodzą się być prokuratorami w tej sprawie. Przypomnę, że prokuratura we Wrocławiu się nie zgodziła, w Warszawie także nie wyszło i dopiero w Lublinie znaleziono prokuratorów, którzy sprawę kontynuują

JUSTYNA KOĆ: Mecenas Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek byli inwigilowani przy pomocy oprogramowania Pegasus – podają zachodnie media, powołujące się na Associated Press.

KRZYSZTOF BREJZA: Przede wszystkim to narzędzie jest w Polsce nielegalne, bo niezgodne z zasadami prowadzenia kontroli operacyjnej. Ustawodawca przewidział tryb pozyskiwania chociażby wiadomości SMS czy przechwytywanie wiadomości głosowych w jakimś czasie. To narzędzie pozwala zasysać bardzo stare wiadomości, w pełni inwigilować telefon, zamieniać go w takie „żywe zombie”, które na bieżąco podsłuchuje i przechwytuje obraz, całą galerie zdjęć.

To metody neo-SB. Jeżeli za komuny SB wchodziła opozycjonistom do domów na rewizję, i to było narzędzie nękania i szykanowania, tak teraz mamy rewizję Pegasusa.

System Pegasus ma chronić państwo, a nie władzę przed opozycją. W jakim świetle te informacje stawiają rządzących?
To Białoruś w wersji light. Proszę zauważyć, że akcenty położone są na działaczy politycznych. Sam mam podejrzenia, że zostałem zhakowany tym narzędziem i dodatkowo jeszcze sfałszowano treść moich SMS, aby uderzyć we mnie w telewizji rządowej.

Reklama

To narzędzie nie posłużyło rządzącym, aby zapobiec dezercji i ucieczce żołnierza na Białoruś, ale posłużyło do tego, aby ścigać niepokornych politycznie. Strona amerykańska i izraelska połapała się, kto to obsługuje, przecież tamtejsze służby mają dobrą wiedzę na temat działalności ministra Kamińskiego i Wąsika. Dodatkowo sprzeciw budzą koszty, bo program został kupiony z funduszu pomocy ofiarą przestępstw. Nie wiem, jak to ma się do pomocy ofiarą przestępstw, jeżeli włamuje się na telefony opozycjonistom, ludziom nieprzychylnym władzy.

Czy władza naprawdę chce walczyć z wolnymi mediami, uchwalając tak nagle lex TVN, czy przykryć całą resztę kłopotów z inflacją na czele?
Tu chodzi o taką dramatyczną ucieczkę do przodu Kaczyńskiego, czyli przykryć ogromną inflacje, drożyznę, zmienić temat rozmów Polaków przy stole wigilijnym. Z drugiej strony Jarosław Kaczyński zachowuje się jak święty Mikołaj, który zamiast przynieść Polakom prezenty na święta, dać choć trochę spokoju, poczucia wspólnoty, pojednania, to daje im zgniłe jajo.

To cyklicznie się zresztą powtarza, bo to już szóste święta urządzone przez Kaczyńskiego i zawsze był w tym okresie albo zamach na Trybunał, albo na sądy, na media, na kobiety, albo znowu na media.

Kaczyński psuje w ten sposób kolejne święta, chce dalej kłócić Polaków, chcąc odciągać uwagę od prawdziwych problemów, także od skandali jak ostatnio ujawnione fałszywe zeznania w sprawie wypadku pani Szydło.

Teraz czas na ruch Andrzeja Dudy. Czy jakiekolwiek rozważania nt. podejmowania decyzji przez prezydenta są zasadne?
Prezydent ma teraz szansę pokazać, że ma resztki niezależności. Co by nie mówić i jak krytykować Andrzeja Dudę, to pokazał w lipcu 2017 roku, gdzie udało mu się raz wybić na niezależność. Jako polityk, któremu powoli kończyć się będzie druga kadencja, musi zdawać sobie sprawę, że może być uznany za takiego para-Putina albo para-Łukaszenke przez Polaków i świat Zachodu albo nie. To jest jego decyzja, jaką rolę odegra i jak zapisze się w podręcznikach historii.

Największe obawy budzi pomysł oddania sprawy do TK Przyłębskiej, bo wówczas prezydent umywa ręce, jeżeli ten orzeknie, że ustawa jest zgodna z konstytucją. TK odegra rolę listka figowego?
To też jest niestety realny scenariusz, choć bardzo niebezpieczny, bo wówczas wszystko będzie zależeć od potrawy, jaka wyjdzie pani prezes. Co tam w tym garnku się przypali i jak podniebienie prezesa ugości pani Przyłębska. Najlepiej byłoby oczywiście, aby prezydent zawetował. Tak było w 2017 roku, kiedy opinia publiczna swoimi protestami wymogła na rezydencie weto. Tak może być też teraz, bo skala protestów też pokazuje determinację ludzi. Jestem bardzo zbudowany tym, co działo się w niedzielę w Inowrocławiu, Bydgoszczy, Toruniu, mimo niepogody, złej aury mnóstwo ludzi przyszło na demonstracje. To bardzo budujące.

Przywołał pan weto w 2017 roku, gdzie prezydent potem sam przygotował jeszcze gorsze rozwiązania. Nie wiadomo już, co lepsze w tej sytuacji…
Najlepszy byłby upadek tej władzy, ale jestem przekonany, że przy przekroczeniu 10 proc. inflacji taki scenariusz może mieć miejsce.

Ta zgniła większość w Sejmie będzie oczywiście chciała trwać, ale ten upadek w końcu nastąpi.

Rzecznik KE mówi o poważnym zaniepokojeniu, te same sygnały płyną z USA. Przepadła nam zaliczka z KPO, a sam fundusz jest zagrożony, grozi nam wojna przy granicy (Ukraina-Rosja), mamy konflikt na granicy z Białorusią. Czy widzi pan jakąś strategię działań polskiego rządu, dlaczego taki sygnał wysyła akurat teraz?
To jest fatalny sygnał. Mamy geopolityczną przemianę Polski, bo Kaczyński przestawia zwrotnicę tory wschodnie. Kilka dni temu ujawniłem na Twitterze, jakie rozmowy toczą się miedzy BGK a stroną chińską. Ujawniłem też, że ze spotkania szefa MSZ z ambasadorem Chin wygumkowano ministra finansów, pana Patkowskiego. Co więcej, w artykule z 10 grudnia w „GW” rzecznik MSZ zaprzeczał, jakoby pan minister Patkowski brał udział w spotkaniu z ambasadorem, a na zdjęciu, które potem usunięto, widać, jak ten człowiek w spotkaniu uczestniczy. To bardzo niebezpieczny zwrot, od środków unijnych i europejskich zasad praworządności PiS chce nam zafundować uzależnienie od środków chińskich i od ustroju modelowanego na kształt rosyjski.

Teraz w naszych rękach, czy pozwolimy na to przestawianie zwrotnicy, czy w najbliższych wyborach uda się jednak powrócić na tory zachodnie.

Prokuratura regionalna w Lublinie wnioskuje o areszt dla Romana Giertycha, który wielokrotnie nie stawiał się na przesłuchania. Jak pan to ocenia?
Trwa nagonka i polowanie na Romana Giertycha. To znamienne, jaki los spotyka ludzi, którzy kiedyś byli wicepremierami i współrządzili z Kaczyńskim. Z jednej strony Andrzej Lepper, wobec którego stosowano wyjątkowo perfidną nagonkę, za którą były przecież wyroki karne pozbawienia wolności dla obecnych funkcjonariuszy PiS, nieszczęśliwie ułaskawionych. Z drugiej strony Jarosław Gowin i jego los – haki zbierane na jego ludzi, szantaże.

Wreszcie polowanie na Romana Giertycha, który jest dziś bardzo niepokornym opozycjonistą, bardzo celnie trafia w PiS różnymi wnioskami, m.in. wnioskiem w Hadze.

Proszę zauważyć, że sądy oczyszczały do tej pory Giertycha, a w prokuraturze trwał festiwal szukania prokuratorów, którzy zgodzą się być prokuratorami w tej sprawie. Przypomnę, że prokuratura we Wrocławiu się nie zgodziła, w Warszawie także nie wyszło i dopiero w Lublinie znaleziono prokuratorów, którzy sprawę kontynuują.

Jaką prawdę o państwie pokazują ostatnie doniesienia w sprawie wypadku pani Szydło?
To fabrykowanie dowodów. To kłamstwo w postępowaniu karnym, fałszywe zeznania i oczekuję od prokuratury krajowej, że politycy PiS wyłączą się z niego, a te doniesienia zostaną zweryfikowane. Przecież za fałszywe zeznania grozi surowa odpowiedzialność karna, łącznie z karą więzienia. Wszyscy powinniśmy wiedzieć, co zeznawali funkcjonariusze BOR-u, co zeznała pani premier.

Proszę też zwrócić uwagę, jak w starciu z władzą został zaszczuty niewinny człowiek, pan Sebastian, który miał nieszczęście zderzyć się z tą władzą.

Tak jak w Rosji, gdy kolumna wpadnie na kogoś, jest przemielony przez machinę propagandowo-prokuratorską.


Zdjęcie główne: Krzysztof Brejza, XXXII Posiedzenie Senatu, Fot. Flickr/Senat RP/Grzegorz Krzyżewski

Reklama