Reklama

Cristiano Ronaldo. To nazwisko pojawia się co chwila w rozmowie dwóch na oko dziesięcio-, może dwunastoletnich chłopców. Wkrótce zobaczą wybitnego Portugalczyka na żywo. Jednak bardziej niż na golach CR7, tym młodym kibicom zależy, by zobaczyć celne strzały i dobrą grę innych swoich idoli – Andrija Jarmołenki, Jewhena Konoplanki czy Ołeksandra Zinczenki. Jest 13 października – następnego dnia reprezentacja Ukrainy zagra w Kijowie mecz o awans do EURO 2020 przeciwko mistrzom Europy, Portugalii.

Reprezentacja Ukrainy, którą od lipca 2016 roku prowadzi legenda tamtejszej piłki nożnej Andrij Szewczenko, w eliminacjach do przyszłorocznych mistrzostw prezentuje się bardzo dobrze. Od początku nie przegrała ani jednego meczu. Spotkanie z Portugalią mogło przypieczętować awans, a sukces smakowałby tym lepiej, że akurat wypadało narodowe święto – Dzień Obrońcy Ukrainy. Nic dziwnego, że na trybunach Stadionu Olimpijskiego spodziewano się kompletu widzów. Wśród nich – dwóch podekscytowanych chłopców, którzy z niecierpliwością czekali, aż wreszcie wsiądą do samolotu lecącego z Odessy do Kijowa.

Miasto artystów

Oczekiwanie mogło im się dłużyć, ponieważ odeskie lotnisko jest… nudne. W nowoczesnym, eleganckim terminalu obsługującym loty krajowe, za rozrywkę odpowiadają dwa automaty z napojami i przekąskami. Trudno się zresztą dziwić, że nie postawiono tam nawet najmniejszej kawiarenki – ilość obsługiwanych lotów można policzyć dosłownie na palcach jednej ręki, pasażerów też zbyt wielu się nie spotka. Gdy dotarłem na nowy terminal, w hali odlotów była dosłownie tylko jedna osoba – ochroniarz, który zapewnił, że nie pomyliłem miejsc, że muszę po prostu poczekać, a ktoś do odprawy wkrótce się pojawi. Wątpliwości mieć można, tym bardziej, że jakieś 300 metrów dalej stoi drugi, stary terminal, w którym kłębi się tłum oczekujący na loty zagraniczne.

Reklama

Dlaczego postanowiono zbudować wielki, nowoczesny budynek dla kilku lotów krajowych? To tajemnica. Ale pustki mogą sprawić wrażenie, że po prostu do Odessy się przylatuje, a wylecieć już nikt nie chce.

Ten nadmorski kurort mocno zyskał na znaczeniu po agresji Rosji i aneksji przez nią Krymu w 2014 roku. Wówczas to Odessa stała się głównym celem pragnących odpocząć nad Morzem Czarnym turystów. Nie da się ukryć, że miasto ma swój urok – turystyczne centrum, czyli deptak Deribasowski, okolice opery i bulwar Przymorski są eleganckie, gdy odejdzie się jednak w dalsze rejony, widać bardziej zaniedbane miejsca. Z centrum widać też, że Odessa to ważny port przemysłowy, nie tylko miejsce wypoczynku. Gdy stanie się na szczycie słynnych Schodów Potiomkinowskich, widać górujący nad portem szereg dźwigów. Schody, symbol miasta, będący mekką montażystów – nagraną tu słynną scenę z masakrą ludności i zjeżdżającym wózkiem z filmu Siergieja Eisensteina „Pancernik Potiomkin” analizuje się w każdej szkole filmowej – nie prowadzą też na jakiś piękny plac z fontannami, tylko na ruchliwą, kilkupasmową ulicę.

Odessa kreuje się na miasto artystyczne, co nie może dziwić – urodził się tu Izaak Babel, tu tworzyli upamiętnieni pomnikami Aleksander Puszkin i Adam Mickiewicz. Obserwując odeski klimat, trudno dziwić się, że nasz wieszcz miał wenę do napisania „Sonetów”. Mieszkańcy miasta też są świadomi owej „wyjątkowości”, co ma odniesienie między innymi w cenach. Nie chodzi tylko o lody i kawę sprzedawane przy schodach. Drożej niż w Kijowie, jest także w sklepie z pamiątkami klubu piłkarskiego Czornomoreć. Szalik zespołu, który obecnie gra w rozgrywkach ukraińskiej Perszej Lihi, czyli na drugim poziomie ligowym, kosztuje 190 hrywien – około 30 złotych – czyli o jakieś 40 hrywien więcej, niż kibicowski atrybut kupiony w oficjalnym sklepie Dynama Kijów.

Bohater Ukrainy na ławce

Czornomoreć i Dynamo różnią się więc cenami i listą sukcesów, ale łączy je nazwa (odeski klub powstał w 1936 roku właśnie jako „Dynamo”) i postać Walerego Łobanowskiego. Legendarny trener, nierozerwalnie kojarzony z ukraińskim hegemonem ze stolicy, jako piłkarz grał przez sezon w Czornomorcu. Choć był ulubieńcem kijowskich kibiców – głównie dzięki swojemu firmowemu zagraniu, spadającemu liściu – musiał opuścić klub po konflikcie z trenerem Wiktorem Masłowem. Trafił nad Morze Czarne, gdzie w latach 1965-66 rozegrał 59 meczów i strzelił 15 goli, potem występował jeszcze w Szachtarze Donieck, po czym zakończył karierę zawodniczą, a zaczął trenerską.

Łobanowski cieszy się na Ukrainie statusem Legendy, podobnie jak u nas Kazimierz Górski. Otrzymał zresztą tytuł Герой України, Bohater Ukrainy – najwyższe państwowe odznaczenie.

Sukcesy, jakie osiągnął na ławce trenerskiej długo by wymieniać – to on seryjnie zdobywał z Dynamem Kijów mistrzostwa ZSRR i mistrzostwa Ukrainy, a krajowe osiągnięcia przypieczętował Pucharem Zdobywców Pucharów w 1975 i 1986, Superpucharem Europy w 1975 i półfinałem Ligi Mistrzów w 1999 roku. Kijów o tej wybitnej postaci nie zapomniał: oblicze Łobanowskiego widnieje na ulicznych graffiti, trener doczekał się też swojej ulicy i pomnika. Łobanowski siedzi na ławce, ale pomnik ma w sobie wiele dynamiki – rzeźbiarz uchwycił moment, gdy trener analizuje sytuację na boisku i gotów zerwać się z ławki, by przekazać piłkarzom wskazówki. Monument stoi obok bramy wejściowej na stary stadion Dynama – nazwanego zresztą imieniem Łobanowskiego. To świadek wielkiej historii kijowskiego klubu, ale obiekt już starej daty. Jego cztery jupitery wyrastają znad drzew, stadion położony jest bowiem w przepięknej części miasta, na zalesionej skarpie nad Dnieprem, między uroczym Parkiem Maryjskim a Łukiem Przyjaźni Narodów (skąd rozciąga się fantastyczny widok na Padół i drugi brzeg), dosłownie kilkaset metrów od Majdanu Niezależności, który jest sercem Kijowa.

Świąteczny triumf

W poniedziałek 14 października Majdan jest wyjątkowo zatłoczony: trwają przygotowania do uroczystości związanych ze świętem narodowym. Naprzeciw charakterystycznej, symbolizującej niepodległość kolumny z Berehynią na szczycie, ustawiana jest scena, a po okolicy krążą ludzie z narodowymi flagami. Wielu z nich zatrzymuje się na chwilę refleksji przy miejscach upamiętniających ofiary Euromajdanu. Są tu także wolontariusze, którzy zbierają datki na wsparcie dla poszkodowanych podczas wojny w Donbasie ukraińskich żołnierzy. „Cegiełką” za wpłatę jest niebiesko-żółta wstążeczka. Wiele takich wstążek powiewa na wietrze, przywiązanych do stojących przy Majdanie drzew i latarni. Nowe święto upamiętnia między innymi właśnie walczących w Donbasie wojskowych czy tych, którzy zginęli podczas Euromajdanu. Prezydent Petro Poroszenko wprowadził je w 2014 roku, by zastąpić obchodzony 23 lutego sowiecki Dzień Obrońców Ojczyzny. 14 października to także religijne święto Opieki Najświętszej Bogurodzicy, tak zwana Pokrowa, oraz Dzień Ukraińskiego Kozactwa. Zwyczajowo obchodzi się też wtedy ukraiński dzień mężczyzn. Data nowego święta nie została więc wybrana przypadkowo – od czasu aneksji Ukraina bardzo mocno wzmacnia poczucie narodowości. Dziś patriotycznego ducha wesprą także sportowe emocje.

Z każdą godziną tłum na Majdanie się zwiększa, w całym Kijowie tego dnia jest zresztą bardzo dużo ludzi. Za kilka godzin wielu z nich ruszy Chreszczatykiem w stronę stadionu. Główna ulica miasta jest zresztą w weekendy i święta w części zamykana dla ruchu samochodów. Kibiców czeka na stadion dwukilometrowa trasa, którą umilić mogą sobie wizytą w restauracji czy zakupem kawy w jednej z niezliczonych budek, serwujących kawę na wynos. Po wizycie w Kijowie to nie Włosi będą kojarzyć się z kawoszami, a właśnie Ukraińcy – niemal wszyscy przechodnie dzierżą w dłoniach kartonowe kubki z espresso czy latte. W oczekiwaniu na napój można wziąć udział w ulicznym turnieju – trzeba trafić piłką do małej bramki i nie strącić dwóch stojących na linii, niczym bramkarz, butelek.

Leniwi mogą oczywiście pojechać metrem, trzy przystanki niebieską linią M2 – kijowskie, głęboko położone stacje to prawdziwe perełki. Istnieje też alternatywna droga – podziemnym miastem, złożonym z gigantycznego, eleganckiego centrum handlowego. Gdy zszedłem do podziemnego przejścia na Chreszczatyku – w wielu miejscach w mieście nie da się inaczej przejść na drugą stronę ulicy, tak są szerokie – wyszedłem bogatszy o torbę z zakupami kilkaset metrów dalej, na Placu Lwa Tołstoja, nad którym góruje zresztą umieszczona na kolumnie wielka piłka Tango 12. Podziemnym centrum Metrograd można dojść aż do Pałacu Sportu, czyli hali stojącej w bezpośrednim sąsiedztwie Stadionu Olimpijskiego. Już dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem przy bramkach obiektu pojawili się pierwsi kibice, a wokół nich krążyli handlarze, oferujący flagi, szaliki i trąbki. Nietrudno jednak o zakup w Kijowie kibicowskich atrybutów. Szalików i koszulek jest mnóstwo. Nie tylko reprezentacyjnych czy – obecnego wszędzie – Dynama. Na straganach widoczne są też pomarańczowe barwy Szachtara Donieck czy zielone kolory Karpat Lwów.

Mecz śmierci
Nieopodal pomnika Walerego Łobanowskiego stoi także inny monument. Upamiętnia on tak zwany “Mecz śmierci”. W czasie II wojny światowej w okupowanym przez Niemców Kijowie założono zespół Start, który składał się głównie z byłych piłkarzy Dynama. Start rozgrywał mecze m.in. z drużynami garnizonów okupacyjnych, w tym 9 sierpnia 1942 z zespołem Luftwaffe, Flakelf. Według legendy, piłkarze Startu byli ostrzeżeni, że w przypadku wygranej poniosą karę. Czy tak rzeczywiście było – nie wiadomo. Faktem jest, że Start wygrał 5:3, a niedługo później zawodnicy zostali aresztowani. Część z nich zginęła w obozie koncentracyjnym w Babim Jarze.

Największy wybór jest na urokliwym Zjeździe św. Andrzeja, krętej, malowniczej uliczce u stóp przepięknej cerkwi Świętego Andrzeja. Kijów to miasto złotych kopuł, sobór Sofijski, monaster Świętego Michała Archanioła czy cały kompleks Ławry Peczerskiej wzbogacają panoramę miasta. Cerkiew Andrzeja wyróżnia się – jej kopuły nie są złote, a zielonkawe. Ten piękny budynek góruje nad artystyczną częścią miasta (obok znajduje się muzeum urodzonego w Kijowie Michaiła Bułhakowa), gdzie można zakupić rękodzieło, obrazy lokalnych artystów i właśnie sportowe pamiątki.

Wśród kibiców zmierzających do wejścia na stadion dominują flagi – ludzie opatulają się nimi, jak płaszczami. Z każdą chwilą, która upływa do pierwszego gwizdka, słychać coraz głośniejsze okrzyki: „U-KRA-I-NA!” Kijów to miasto Szewczenki – oczywiście Tarasa Szewczenki, narodowego literata, którego napotkać można na każdym kroku. Jego imię nosi jedna z dzielnic, charakterystyczny czerwony uniwersytet, park, stacja metra i olbrzymi bulwar, znaleźć można przynajmniej dwa pomniki, a jego oblicze spogląda z banknotu o nominale 100 hrywien (bodaj najbardziej praktycznego, gdyż jest na tyle wysoki, by zrobić zakupy i na tyle niski, by bez problemu wydać resztę). Ten wieczór należał jednak do drugiego z Szewczenków, który rozsławiał Ukrainę na cały świat – wybitnego napastnika, Andrija.

Misja wybitnego piłkarza

Andrij Szewczenko, zdobywca Złotej Piłki w 2004 roku, zaczynał wielką karierę w Dynamie Kijów pod okiem samego Łobanowskiego. Piłkarską Europę zachwycił meczami w Lidze Mistrzów – między innymi hat-trickiem na Camp Nou w 1997 roku czy golami strzelonymi Bayernowi w półfinale kolejnej edycji. Potem był wspaniały okres w AC Milan i niezbyt udany transfer do Chelsea Londyn. Przez lata był wiodącą postacią reprezentacji, z którą zagrał w ćwierćfinale mundialu w 2006 roku, a ukoronowaniem jego kariery był udział w organizowanym przez Polskę i Ukrainę EURO 2012. Szewczenko zdobył na turnieju dwie bramki, obie w pierwszym, wygranym meczu ze Szwecją. Gwiazdor pokonał Andreasa Isakssona właśnie na Stadionie Olimpijskim w Kijowie, a zdarzenie upamiętniono instalacją położoną na drugim brzegu Dniepru – to tak zwany “Pomnik szwedzkich fanów”.

Dodatkowo o Kijowie:
• Pagórki
 Warto mieć świadomość, że Kijów nie jest płaski. Znajduje się tu sporo ostrych podejść. Na mapie może wydawać się, że dwa obiekty położone są obok siebie, gdy w rzeczywistości, by przejść od jednego do drugiego, trzeba się nieźle powspinać. To dlatego maraton kijowski nie należy do najłatwiejszych.
Meżyhiria Warto wykorzystać jeden dzień na zwiedzenie rezydencji Wiktora Janukowycza. Tę samą, z której uciekł po Euromajdanie i w której znaleziono złoty sedes. To obecnie Muzeum Korupcji – ponad 100 ha terenu, pola golfowe, prywatne lotnisko, własna cerkiew, sztuczne jeziora i gigantyczne trony postawione w altanie. Z jednej strony – piękny park. Z drugiej – przerażający przykład na to, jak bardzo deprawuje władza.
Perepiczka – najsłynniejszy kijowski fast food, za którym ustawiają się gigantyczne kolejki. To pączek z parówką. Można go kupić na rogu Chreszczatyku i ulicy Chmielnickiego za 18 hrywien. Inna kolejka ustawia się przed lokalem БПШ niedaleko placu Lwa Tołstoja. Knajpa serwuje głównie kebaby, ale warto zamówić w niej tzw. Біляш – biljasz, czyli smażone ciasto z nadzieniem z mięsa mielonego.
Polskie wątki to na pewno Złota Brama, o którą uderzył Szczerbcem Bolesław Chrobry. Obok kościoła św. Mikołaja znajduje się też pomnik Juliusza Słowackiego, który był autorem poematu “Mazepa”. Iwan Mazepa to jeden z ukraińskich bohaterów, jego wizerunek widnieje na banknocie o nominale 10 hrywien.

Ostatni wielki turniej, na jakim grała Ukraina, nie był udany. EURO 2016 kadra prowadzona przez Mychajło Fomenkę zakończyła bez wygranej i bez strzelonej bramki. Kibice ze zgrozą patrzyli, jak z grupy wychodzi nawet Irlandia Północna. Musiał nadejść czas rozliczeń – selekcjoner stracił posadę, a zastąpił go właśnie legendarny Szewa, wówczas asystent. Rozpoczął przebudowę drużyny i wdrażanie ofensywnego stylu gry. Pierwsza misja, eliminacje do mistrzostw świata, zakończyła się jeszcze niepowodzeniem – miejsce barażowe ekipa Szewczenki przegrała z Chorwacją – ale już w jesienna gra w Lidze Narodów pokazała, że Ukraińcy mogli z optymizmem patrzeć na nadchodzące eliminacje do EURO. Zaczęło się od cennego bezbramkowego remisu z Portugalią  i wymęczonego zwycięstwa z Luksemburgiem, ale potem drużyna była już nie do zatrzymania.

Po wygranej w Charkowie z Litwą 3:0 było jasne, że aby 14 października celebrować podwójne święto, wystarczy wywalczyć z Portugalią remis.

Zawodnicy Szewczenki nie myśleli jednak o półśrodkach. Atakowali – już w 6. minucie bramkę zdobył, dobijając strzał  Serhija Kriwcowa, Roman Jaremczuk. 20 minut później prowadzenie podwyższył skrzydłowy Andrij Jarmołenko. W 72. minucie kontaktowego gola strzelił z karnego Cristiano Ronaldo. Portugalczycy grali w przewadze – czerwoną kartkę zobaczył Taras Stepanenko – ale gospodarze, niesieni dopingiem blisko 66 tysięcy kibiców, nie dali sobie wydrzeć wygranej i awansu. Po meczu rozpoczęło się świętowanie – na boisku w strugach niebiesko-żółtego konfetti, w szatni, na trybunach i na mieście. Jeśli w Kijowie ktoś poszedł spać przed północą, mógł obudzić go odgłos fajerwerków puszczanych nad Stadionem Olimpijskim.

Mecz Ukraina – Portugalia był takim, który kibice – w tym dwóch chłopców z odeskiego lotniska – będą wspominać latami. Tym większą stanie się legendą, jeżeli reprezentacja obuduje go sukcesem na nadchodzącym EURO 2020. Nie jest to niewykluczone, na pewno Ukraińcy będą wyczekiwać turnieju z wielkimi nadziejami. Czy wówczas Kijów stanie się miastem dwóch wybitnych trenerów i dwóch wybitnych Szewczenków?


Zdjęcie główne: Stadion Olimpijski w Kijowie, Fot: Dominik Kwaśnik

Reklama