Reklama

Analogie życia politycznego z osobistym wyrażają się w cykliczności kolejnych zauroczeń i związków. Palikot, Kukiz, Petru, Biedroń, Hołownia – to kolejne obiekty politycznych westchnień i fascynacji elektoratu, porzucane po kilku latach dla jeszcze młodszych i nowszych – pisze Janusz A. Majcherek

Najwięcej związków małżeńskich i partnerskich rozpada się w Polsce po pięciu-siedmiu latach, a pierwsze zwiastuny rozczarowań pojawiają się już po trzech. W ciągu swojego dorosłego życia przeciętny Polak i Polka mają 5 partnerek/partnerów. Czy wyrażone tymi statystykami prawidłowości da się zastosować do interpretacji zachowań politycznych? Przemawia za tym sporo racji i argumentów.

Współczesna psychologia społeczna znajduje coraz więcej przykładów i dowodów na potwierdzenie tezy, że rozumny namysł nie jest głównym motywem ludzkich decyzji i stymulatorem zachowań, lecz emocje. Rozum nie służy do optymalizacji dokonywanych wyborów, ale do racjonalizacji tych już dokonanych pod wpływem innych impulsów. Człowiek nie jest istotą racjonalną, lecz racjonalizującą. Rozum to narzędzie do tworzenia argumentów mających przekonać (także samego siebie) o słuszności powziętych wcześniej decyzji.

Cechy te i prawidłowości zostały odkryte i udokumentowane także w sferze zachowań, decyzji i wyborów politycznych. Nimi też rządzą emocje, a nie tylko kalkulacje.

Co więcej, specjaliści od marketingu politycznego wiedzę o tym już przyswoili i na rozbudzaniu emocji, a nie na racjonalnej perswazji opierają strategie propagandowe polityków i ugrupowań politycznych, dla których pracują.

Reklama

Pośród emocji zbiorowych, podobnie jak osobistych, trudno niekiedy odróżnić miłość od pożądania, fascynację od zauroczenia, namiętność od chęci spędzenia razem życia, a czasami mamy do czynienia z uwiedzeniem (tak właśnie tłumaczono zachowania Niemców, ulegających w latach 30. pokusie roztaczanej przez Hitlera).

Racjonalne argumenty są w takich przypadkach bezużyteczne i daremne. Gdy Kazimierz Marcinkiewicz porzucił swoją żonę i dzieci dla Izabel, dziennikarze pojechali do jego dotychczasowego miejsca zamieszkania i usłyszeli od sąsiadów, że popełnia głupstwo, bo jego żona to taka pracowita kobieta, dbająca o dom i dzieci, regularnie sprzątająca mieszkanie i myjąca klatkę schodową. Któryś z komentatorów zauważył wówczas zgryźliwie, ale przytomnie, że Marcinkiewicz związał się z Izabel nie po to, aby mu prała skarpetki. Jeszcze większa dbałość żony o niego, dom i dzieci z pewnością nie powstrzymałaby go od związania się z inną i na dodatek młodszą.

Elektorat centrowy przeżywa obecnie zauroczenie Szymonem Hołownią i Platforma Obywatelska nie jest w stanie uczynić niczego, co mogłoby powstrzymać jego przenosiny pod dach nowego partnera.

Czy Monika Richardson mogła zrobić cokolwiek, co powstrzymałoby Zbigniewa Zamachowskiego przed wyprowadzką do nowej partnerki, której urokowi uległ?

W Hollywood powstają związki najpiękniejszych kobiet świata z najprzystojniejszymi na świecie mężczyznami. Ale i one trwają jedynie do następnego zauroczenia i porzucenia dotychczasowej partnerki (czasami partnera). Urok, powab, atrakcyjność porzucanej (porzucanego) nie ma więc znaczenia, jeśli pojawi się nowa fascynacja.

Obwinianie porzucanej (porzucanego) za porzucenie wydaje się chybione, by nie powiedzieć – absurdalne. Ale zdarza się nierzadko. Żona bywa więc obwiniana, że widocznie nie dość się starała, skoro mąż związał się z inną. Mogła uczynić więcej, aby go zatrzymać, bardziej dbać o niego i zadbać o siebie, zachowywać się bardziej uwodzicielsko, dostarczać mu więcej atrakcji i satysfakcji, urozmaicać monotonię małżeńskiej rutyny.

Podobne argumenty są obecnie wysuwane pod adresem PO/KO. Mogła się bardziej starać, intensywniej zabiegać o elektorat i jego względy, oferować mu więcej, troszczyć się o niego staranniej, roztaczać silniejszy powab, zachowywać się bardziej kusicielsko.

Składanie na PO winy za odpływ elektoratu do nowego idola to już publicystyczny schemat.

Analogie życia politycznego z osobistym wyrażają się też w owej, wspomnianej na początku, cykliczności kolejnych zauroczeń i związków. Palikot, Kukiz, Petru, Biedroń, Hołownia – to kolejne obiekty politycznych westchnień i fascynacji elektoratu, porzucane po kilku latach dla jeszcze młodszych i nowszych.

Zauroczenie może być fatalne w skutkach; nie bez powodu film pod takim tytułem (oryg. „Fatal attraction”) uznano za metaforę, wykraczającą poza relacje zauroczonego mężczyzny z femme fatale.

Czasami zdarza się, że po takich zauroczeniach, o ile nie kończą się tragicznie, mąż (partner) wraca, wspomniawszy i doceniwszy ciepłą wodę w kranie, znajome skrzypienie drzwi wejściowych, przytulny kącik do pracy i wypoczynku, ciepło domowego ogniska, stary, wygodny fotel, uroki życia rodzinnego, regularność wspólnych kolacji, przewidywalność zachowań dobrze znanej partnerki.

Miłość bywa ślepa, ale zauroczenie czyni zaślepionym zupełnie.

Zauroczony nie zastanawia się nad konsekwencjami swojego stanu i poczynań, nie dostrzega żadnych wad obiektu swojej fascynacji, kontekstów jego życia, przeszłości, uwikłań, innych zobowiązań, intencji, motywacji – byleby dał się wielbić.

Małżeństwo z rozsądku to nie jest model do zalecania w dzisiejszych czasach. Lecz bezrefleksyjne podążanie za każdym zauroczeniem, oczarowaniem czy pożądaniem na pewno nie jest przepisem na stabilne, uporządkowane i satysfakcjonujące życie. Zarówno osobiste, jak publiczne.

Janusz A. Majcherek


Zdjęcie główne: Szymon Hołownia, Fot. Karol Cygal/Shutterstock.com

Reklama