Dramatyczny spadek jakości polskiej demokracji. Opublikowany właśnie raport Fundacji Bertelsmanna wskazuje, że Polska na 41 krajów zajmuj 37 miejsce, czyli czwarte od końca. To spadek o 29 miejsc, który powoduje, że Polsce bliżej do Turcji, Rumunii czy Meksyku, niż do krajów skandynawskich, Nowej Zelandii czy Kanady. – Ten spadek powoduje dokładnie to samo, co w pozostałych rankingach. Przypominam, że to nie pierwszy ranking tego typu, który pokazuje tak dramatyczny spadek Polski – komentuje dla nas prof. Radosław Markowski, jeden ze współautorów raportu.

Bertelsmann o demokracji

Badanie organizowane przez Fundację Bertelsmanna odbyło się po raz trzeci. Poprzednie przeprowadzono w 2011 i 2014 r. W raporcie analizuje się jakość demokracji, wychodząc z założenia, że ma ona istotny wpływ na jakość sprawowanych rządów, a także na gospodarkę i sferę społeczną. To jedna z bardziej prestiżowych analiz tego typu na świecie obok analizy amerykańskiej organizacji Freedom House.

Raport Bertelsmanna to uznana inicjatywa, w której biorą udział setki ekspertów z całego świata. Przy analizie stanu demokracji w danym państwie biorą pod uwagę kryteria na kilku poziomach.

– Są trzy główne filary i kilkadziesiąt czynników, które się dokładnie bada. Jednym z nich jest jakość demokracji, w tym praworządność, i tutaj jest najgorzej. Pod tym względem

Polska spadła dramatycznie,

nie tylko ze względu na miejsce, ale i na zakres. Drugi filar to governance, czyli sposób zarządzania, i trzeci filar to polityki sektorowe, w których nie ma aż takiego dramatycznego spadku, ale też nie jest dobrze – tłumaczy prof. Radosław Markowski.

Na końcu procedury główni koordynatorzy oceniają, jak te oceny poszczególnych specjalistów mają się wzajemnie do siebie. – Jeżeli eksperci dają dziwaczne, dewiacyjne oceny, to są one usuwane. To bardzo rzetelna procedura i metodologia – dodaje prof. Markowski.

Z prymusa do oślej ławki

W poprzednich badaniach Polska była prymusem. W ostatnim badaniu z 2014 roku zajmowała 8. miejsce na 41 badanych krajów UE i OECD.

Polskę wyprzedzały tylko Dania, Finlandia, Szwecja, Norwegia, Szwajcaria, Niemcy, Nowa Zelandia.

Dziś Polska zajmuje czwarte miejsce od końca. Wyprzedziły nas takie kraje, jak Chile, Cypr, Chorwacja, Grecja i Bułgaria.

Według raportu gorzej jest tylko w Rumunii, Meksyku, na Węgrzech i w Turcji.

– Raport Bertelsmanna potwierdza tylko to, co mówią zarówno w UE, która uruchomiła artykuł 7, jak i Rada Europy, ONZ czy inne międzynarodowe organizacje. To, co już wiemy, co mówią autorytety prawnicze w Polsce, wszyscy byli szefowie Trybunału Konstytucyjnego; że praworządność jest naruszana. Tak naprawdę to nic nowego w tym raporcie nie ma – komentuje prof. Markowski.

– Ten raport jest kierowany do tych, którzy nie respektują prawa, odwołują I Prezesa SN, pomimo tego, że expressis verbis w najważniejszym akcie kraju jest napisane, że jest on nieusuwalny i jego kadencyjność nie podlega żadnej dyskusji – dodaje współautor raportu.

Kryzys demokracji liberalnej

Nikt, kto śledzi to, co się dzieje na świecie, nie dziwi się, że Polska jest w gronie krajów, które też mają kłopoty, takich jak Węgry i Turcja wśród krajów Europy, ale warto też zwrócić uwagę, że indeks Bertelsmanna bardzo krytycznie odniósł się do tego, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych.

USA znajdują się dziś bardzo daleko w tyle za prymusami ze Skandynawii, Nowej Zelandii czy Kanady.

– To państwa, które znajdują się w czołówce, szczególnie jeśli chodzi o sposób zarządzania czy jakość demokracji. Oczywiście różne populistyczne partie pojawiły się również w Skandynawii, ale nie dochodzą one do władzy. Zresztą nawet gdyby doszły, to prawdopodobieństwo, że naruszałyby w tak oczywisty sposób konstytucję własnego kraju, jest prawie niemożliwe. Te partie istnieją od wielu lat, np. w Dani jest People’s Party, w Finlandii są tzw. Prawdziwi Finowie, są szwedzcy demokraci, którzy zyskali w ostatnich wyborach, ale nikomu tam nie przyszło do głowy, aby rujnować praworządność – konkluduje prof. Markowski.


Zdjęcie główne: Manifestacja w obronie Sądu Najwyższego w 2017 roku, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons

Comments are closed.