Reklama

Te rozgrywki będą jeszcze trwały, dlatego wojskowi powinni się na to przygotować, bo jak w wielu przypadkach, będą ofiarami polityków – mówi nam gen. Waldemar Skrzypczak, b. dowódca Wojsk Lądowych i b. wiceszef MON. Pytamy o ustawę degradacyjną i konflikt Polski ze Stanami Zjednoczonymi. – Po co nam teraz takie mącenie, skoro wszystko dobrze się układało, mówią o tym nawet sami amerykańscy generałowie, zresztą izraelscy też. Pytają, co przez to osiągnęliście, po co to wszystko. Wszędzie na świecie za takie coś byłyby dymisje, a u nas wszyscy się dobrze czują i są zadowoleni – komentuje nasz rozmówca.

JUSTYNA KOĆ: Parlament przyjął tzw. ustawę degradacyjną, która daje możliwość pozbawiania stopni wojskowych tym, którzy “swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu”. Co pan myśli o takich posunięciach rządu?

WALDEMAR SKRZYPCZAK: Ta ustawa jest na pewno bardzo spóźniona. Jeśli ktoś chciał kogokolwiek rozliczać za uchybienia w kierowaniu państwem polskim, to powinien tę ustawę wprowadzić w 1989 roku i wtedy rozliczać za to ludzi.

Dziś, prawie 30 lat po tym, jak Polska stała się w pełni niezależnym, suwerennym państwem, degradowanie ludzi, którzy albo nie żyją, albo są na skraju życia, jest nie w porządku.

Idąc tym kluczem, znalazłbym więcej takich momentów w historii, kiedy generałów należałoby zdegradować, ale nie w taki sposób.

Reklama

Kogo by pan zdegradował?
Na przykład generałów, którzy byli zamieszani w morderstwo generała Zagórskiego. Dziś politycy rozliczają, kogo chcą, bo to czysta gra polityczna. O tym, którego żołnierza i za co należy zdegradować, powinien decydować sąd. Prawo dokładnie określa, jak, kiedy i za co można zdegradować żołnierza. Stopnie wojskowe są odbierane m.in. za źle wykonywane rozkazy, przekroczenie uprawnień wojskowych.

To po co ta ustawa została uchwalona?
Ta ustawa jest czysto polityczna i na pewno przejdzie do historii jako wydarzenie znaczące. Politycy uważają, że w ten sposób budują swoje autorytety.

Moim zdaniem, ta ustawa powinna funkcjonować możliwie krótko. Gdy tylko politycy rozprawią się z tymi, z którymi chcą, powinno się ją zlikwidować. Inaczej będzie służyć do presji wywieranej na ludziach, którzy nadal służą w armii, a którzy mogą stać się ofiarami rozgrywek politycznych przy jakichkolwiek zawirowaniach, rozgrywkach.

Te rozgrywki będą jeszcze trwały, dlatego wojskowi powinni się na to przygotować, bo jak w wielu przypadkach, będą ofiarami polityków.

A pozbawianie stopnia generalskiego Mirosława Hermaszewskiego, naszego jedynego człowieka w kosmosie, nie bulwersowałoby pana?
Wie pani, w wojsku to tak jest, że jak podpułkownik trafia w grono generałów, to tylko dlatego, że był kosmonautą. Akurat trafiło na Hermaszewskiego, to po prostu był kwiatek do butonierki. Hermaszewski był im potrzebny do propagandy, został wybrany z 5 tys. innych podpułkowników, którzy byli wtedy w armii. Każdego mogli wybrać, wybrali jego. Moim zdaniem, wtedy zrobili mu krzywdę, a dziś ta jego krzywda została pomnożona.

Panie generale, jak ocenia pan zmianę na stanowisku ministra obrony narodowej – Mariusz Błaszczak za Antoniego Macierewicza?
In plus.

Minister Macierewicz obiecywał złote góry i nic z tego nie zrealizował. Pamiętam jego deklaracje o modernizacji armii, wzmocnieniu jej, zakupach, nakładach finansowych.

Te deklaracje były ogromne, zresztą proszę sobie wyobrazić, że ja w nie wierzyłem.

Naprawdę?
Tak, zresztą nie pani jedna się dziwi. Moi znajomi również się zastanawiają, jak to możliwe, że taki sceptyk jak ja uwierzył, a jednak. Może dlatego, że wiem, jak bardzo armia tego potrzebuje. Natomiast jeżeli w ciągu najbliższych 2-3 lat politycy się nie ogarną i nie zrealizują jakiejś modernizacji armii, to proszę mi wierzyć, staniemy się pośmiewiskiem świata, jeżeli chodzi o armię. Zostaniemy zdani sami na siebie przez to, że jesteśmy niewiarygodnym sojusznikiem. Bo nasi politycy mają pełne usta deklaracji. Proszę sobie przypomnieć, co mówili przez ostatnie 2 lata o planach zmian w armii. To był absolutny kosmos. Według ich deklaracji, jeżeli chodzi o finanse i osiągnięcia, to powinniśmy być najnowocześniejszą i najsilniejszą armią świata. A my

cofamy się w zastraszającym tempie, pogrążamy się, jeżeli chodzi o armię. Potencjał ludzki mamy, natomiast nie mamy polityków, którzy mogą dać broń żołnierzom ręki.

Wielu znakomitych generałów odeszło z armii za czasów ministra Macierewicza. Pan również odszedł rok temu, w lutym 2017 roku. Czy teraz dopuszcza pan powrót?
Ja odszedłem ze względu na spór o pana Misiewicza. Teraz już nie widzę dla siebie miejsca w armii. Dopóki panowie nie przestaną się bawić w wojsko, nie wezmą się do roboty i nie zaczną być odpowiedzialni za państwo polskie.

Co powinni zrobić?
Powinni przede wszystkim

postawić na modernizację, czyli zakupić nowy sprzęt, odbudować potencjał wojsk operacyjnych i odpolitycznić armię.

Czy obecny konflikt z Polski ze Stanami Zjednoczonymi jest niebezpieczny z punktu widzenia strategicznego?
Sama nowelizacja ustawy o IPN, która wywołała ten kryzys, mnie osobiście dość mocno zdziwiła i zaskoczyła, zresztą jak cały świat. Po co nam teraz takie mącenie, skoro wszystko dobrze się układało, mówią o tym nawet sami amerykańscy generałowie, zresztą izraelscy też pytają, co przez to osiągnęliście, po co to wszystko. Co gorsza, odpowiedzialni za ten kryzys dyplomatyczny politycy teraz nawet nie są w stanie zachować się z twarzą. Wszędzie na świecie za takie coś byłyby dymisje, a u nas wszyscy się dobrze czują i są zadowoleni. Natomiast strategicznie, na szczęście, to nie zmienia naszego położenia, dlatego że Amerykanie potrzebują Polski i armii polskiej, ja przynajmniej w to wierzę.


Zdjęcie główne: Waldemar Skrzypczak, Fot. Grzegorz Gołębiowski, licencja Creative Commons

Reklama