Reklama

Spektakularny sukces polskich sił specjalnych – przy ich pomocy afgańskie służby odbiły 11 więźniów. Może więc nie jest tak źle z Polską armią? – pytamy gen. Stanisława Kozieja, byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. – Na ten szczebel taktyczny, o którym rozmawiamy à propos Afganistanu, jeszcze nie dotarły “zmiany ministra” i miejmy nadzieje, że nie zdążą dotrzeć – odpowiada. Pytamy też o zapowiedzi zrobienia z Polski militarnej potęgi. – Zapowiedzi ministra trzeba dzielić przez… dwa, trzy, a u ministra Macierewicza i więcej. Już niejednokrotnie słyszeliśmy bardzo różne wypowiedzi, które szybko się dezaktualizowały – mówi.

Justyna Koć: 11 więźniów zostało uwolnionych przy współudziale naszych sił specjalnych. Co nam to mówi o stanie polskiej armii? To duży sukces?
Stanisław Koziej: Myślę, że tak. Co prawda nie znam detali, ale z tego, co wiem, to operacja została przeprowadzona przez afgańskie służby bezpieczeństwa przygotowane przez naszych żołnierzy. To potwierdzenie, że skutecznie działają nasi żołnierze, dobrze przygotowują Afgańczyków, to dobry przykład fachowej misji doradczo-szkoleniowej.

Czyli ruchy ministra Macierewicza, fatalnie oceniane przez ekspertów, jeszcze nie dotarły na misje zagraniczne?
Minister Macierewicz przede wszystkim działa, żeby nie powiedzieć: psuje, na styku wojska z polityką. To poziom polityczno-strategiczny, a jeszcze konkretniej, jego cywilna kontrola nad armią wypacza i deformuje najwyższy szczebel wojskowy. Na ten szczebel taktyczny, o którym rozmawiamy à propos Afganistanu, jeszcze nie dotarły “zmiany ministra” i miejmy nadzieję, że nie zdążą dotrzeć. Miejmy nadzieję, że wojsko w swoim taktycznym, operacyjnym przygotowaniu przetrzyma te wypaczenia, z którymi mamy do czynienia na poziomie cywilno-wojskowym.

Reklama

Minister Macierewicz prawie od początku dezawuował podstawowe instytucje strategiczne.

Pierwsi żołnierze obrony terytorialnej złożyli już przysięgę. Czy możemy jako obywatele czuć się bezpieczniej?
Tu dużo się nie zmieniło, że kilkudziesięciu czy nawet kilkuset, już teraz w sumie żołnierzy obrony terytorialnej jest po przysięgach. To nawet dobrze, że ci ochotnicy, którzy chcą, których wojsko interesuje, mają możliwość przejścia podstawowego szkolenia unitarnego. Tak jak kiedyś w wojsku, zanim żołnierz złożył przysięgę uczył się od zera podstaw żołnierki. Co prawda wtedy to trwało 2 miesiące, a nie 2 tygodnie, to jednak duża różnica, a 16 dni to bardzo mało jak na takie przygotowanie. Być może część z tej młodzieży już działa w różnych organizacjach proobronnych, organizacjach, które bawiły się w wojsko i wojsko lubią, strzelała na poligonach, miała jakieś zajęcia taktyczne. Na pewno teraz muszą wejść w rytm normalnego szkolenia w ramach obrony terytorialnej, który, jak słyszymy, będzie trwał 3 lata i dopiero po tym czasie będą to pełnowartościowi żołnierze obrony terytorialnej.Minister Macierewicz kilka dni temu zapowiedział, że jego działania spowodują, iż za 10-12 lat będziemy mogli powstrzymać każdego agresora. Jak pan ocenia te zapowiedzi?
Zapowiedzi ministra trzeba dzielić przez… dwa, trzy, a u ministra Macierewicza i więcej. Już niejednokrotnie słyszeliśmy bardzo różne wypowiedzi, które szybko się dezaktualizowały. Obiecać można wszystko, ale to nie jest rozsądne. Minister oczywiście powinien wskazywać kierunki, cele. W przypadku ministra Macierewicza to czysty populizm, a słyszeliśmy już niesamowite historie.

W przypadku śmigłowców nastąpiła deformacja; przecież słyszymy z ust wiceministra, że śmigłowce nie są potrzebne, że stawiamy na obronę statyczną i miejscową. To błąd strategiczno-wojskowy.

A jak ocenia pan programy modernizacyjne ministra Macierewicza?
Te priorytety ustalone są od dawna i od dawna mówimy, że potrzebna jest nam obrona przeciwrakietowa i powietrzna, aby osłabić dostęp przeciwnika do naszego terytorium. Musimy poprawić mobilność, aby wojska mogły szybko znaleźć się na kierunku zagrożenia. Potrzebne są nam drony bezzałogowe. Te kierunki są dawno ustalone, natomiast diabeł tkwi w szczegółach, jeśli idzie o realizację. Przecież widzimy, że te programy, które są najważniejsze, czyli obrona przeciwrakietowa i śmigłowce, są nierealizowane. Jesteśmy w tym samym punkcie, co dwa lata temu. W przypadku śmigłowców nastąpiła deformacja; przecież słyszymy z ust wiceministra, że śmigłowce nie są potrzebne, że stawiamy na obronę statyczną i miejscową. To błąd strategiczno-wojskowy. Wszyscy fachowcy są zgodni co do tego, że śmigłowce są fundamentem skutecznego działania wojsk lądowych czy wojsk specjalnych. Trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie wojska bez lotnictwa. I to oceniam jako ogromy błąd strategiczny. W pozostałych kwestiach też nie jest najlepiej. Narodowy program bezzałogowców, który jeszcze opracował poprzedni rząd, nie jest wdrażany. Drony i bezzałogowce są bez wątpienia priorytetowymi, przyszłościowymi systemami walki, razem z cyberobroną. Te zapowiedzi ministra Macierewicza stoją w dużej rozbieżności z praktyką codzienną.

Z czego to może wynikać? Z tego, że w 90 proc. wymienił generałów? Nie ma w otoczeni ministra kogoś, kto mógłby mu sensownie doradzić?
Niestety, minister Macierewicz prawie od początku dezawuował podstawowe instytucje strategiczne, poczynając od Sztabu Generalnego. Proszę zwrócić uwagę, że ustanawiając swój najważniejszy program, jakim jest obrona terytorialna, minister nie zlecił opracowania koncepcji programu Sztabowi Generalnemu. Zresztą właśnie sztab jest instytucją do takich działań. Szef MON powołał ad hoc biuro ds. obrony terytorialnej w cywilnej części ministerstwa z różnych ochotników, fanów, ale niemających ani wiedzy, ani dostępów do planów operacyjnych Wojska Polskiego i NATO. Dlatego tworzenie tej koncepcji okazało się taką amatorszczyzną. W efekcie wyszła koncepcja, co do której nawet najwięksi zwolennicy obrony terytorialnej, jak minister Szeremietiew czy prof. Marczak z Akademii Obrony Narodowej, zgłaszają zastrzeżenia. Ci eksperci, którzy uważają, że najważniejsze są wojska operacyjne, jak ja, krytykują tę koncepcję z drugiej strony.

Szef MON powołał ad hoc biuro ds. obrony terytorialnej w cywilnej części ministerstwa z różnych ochotników, fanów, ale niemających ani wiedzy, ani dostępów do planów operacyjnych Wojska Polskiego i NATO. Dlatego tworzenie tej koncepcji okazało się taką amatorszczyzną.

Może minister nie ufa nikomu?
Możliwie, że to jest powód, a może chciał mieć pewność, że jego pomysły będą realizowane, a nie wybrane przez fachowców pomysły obiektywnie najlepsze. Zresztą tak samo jest z dowództwem generalnym. Niedawno generał Różański mówił, że zgłaszał szereg racjonalnych propozycji i projektów, które minister zignorował. Minister nie korzysta z instytucji doradczych formalnych, prawnych, które ma, i tak naprawdę nie wiemy, kto mu doradza.

Minister podejmuje dużo decyzji, np. najbardziej nowoczesne Leopardy 2A5 opuszczą Żagań i będą wzmacniać “wschodnią flankę” pod Warszawą. W zamian żołnierze elitarnej brygady mają otrzymać zabytkowe czołgi T-72. Eksperci biją na alarm.
Tak, to niezrozumiała decyzja. Oczywiście naszą wschodnią flankę trzeba wzmocnić, także bronią pancerną, ale przeniesienie naszych najlepszych czołgów uderzeniowych, czyli Leopardów, na Wschód, aby docelowo prowadziły działania wojenne na miejscu, jest błędem. Najsłabsze czołgi, jakie mamy, czyli T-72, przesuwa się do zgrupowania przeciwuderzeniowego, czyli one będą atakować. Czołgi słabe powinny być w okopach, w obronie, aby tylko lufa im wystawała, aby mogły skutecznie walczyć z nacierającym wrogiem. Czołgi zdolne do prowadzenia otwartej walki trzeba trzymać do uderzenia. To kolejny przykład błędu strategiczno-wojskowego z manewrem, który dezorganizuje w trzech miejscach nasz potencjał pancerny. Wesoła nie będzie gotowa, Żagań będzie osłabiony, i Giżycko, na północy – tam jest ta sama sytuacja.To nieprzemyślana, niemądra sytuacja.


Zdjęcia główne: Stanisław Koziej, Fot. Grzegorz Gołębiowski, licencja Creative Commons; Flickr/Piotr Maciążek, licencja Creative Commons

Reklama