Reklama

Losowanie grup finałowych EURO 2020 może być przełomowym momentem, w którym uświadomimy sobie, w jak dziwną stronę zmierza piłka nożna. Wydaje się, że w sporcie coraz mniej miejsca na romantyzm. Zwycięża komercja, nawet kosztem sensu rozgrywek.

Kibice piłkarscy przez lata mogli żartować z miłośników siatkówki, którzy przed każdym turniejem wertować musieli opasłe tomy z regulaminem danych rozgrywek. Zawody nie miały jednej formuły, każdy różnił się od siebie ilością faz grupowych, baraży, play-offów i drugich szans. Tymczasem piłkarskie rozgrywki były proste – cztery zespoły w grupie, dwie najlepsze grają dalej w systemie pucharowym. Podobnie eliminacje – wygrywali je najlepsi, a najlepsi z przegranych dostali szansę w barażach. Aż do teraz.

Pomysł na EURO 2020 sam w sobie jest absurdalny – rozsiane po całym kontynencie mistrzostwa na pewno sprawią organizatorom i uczestnikom niejedną niespodziankę. Szlak przetarł siatkarski odpowiednik imprezy – podczas EuroVolley zmierzający do Słowenii na półfinał Polacy utknęli na lotnisku.

Prawdę mówiąc, kibice-tradycjonaliści muszą mieć nadzieję, że turniej okaże się dla UEFA finansową klapą. Jeżeli federacja zarobi za dużo, będzie skłonna powtórzyć ten pomysł w przyszłości.

Na pewno zachwyceni tą ideą będą kibice, szczególnie ci, których reprezentacje trafią do demonicznej grupy A, której gospodarzami są Rzym i Baku. Tak, niektórym drużynom grożą podróże między Azerbejdżanem a Włochami, by rozegrać mecze w ramach jednej grupy.

Reklama

Niestety, w tym gronie jest też Polska. Z powodu wszystkich odgórnych zasad dotyczących losowania, wiadomo, że znajdujący się w drugim koszyku Biało-Czerwoni na pewno nie zagrają w grupie B, w której już ulokowano Belgię, Rosję i Danię oraz w grupie C, gdzie na rywali czeka Ukraina i Holandia. Co ciekawe, w niepewności pozostaną aż do marca. Do tej grupy dolosowany zostanie bowiem zwycięzca barażu, który rozegrany zostanie trzy miesiące przed startem turnieju…

Jakie są więc możliwe dla Polski warianty?

– Grupa A (Rzym i Baku). Pewne udziału są Włochy. Z czwartego koszyka dolosowana zostanie Finlandia lub Walia, a z trzeciego możliwy do trafienia cały zestaw: Portugalia, Turcja, Austria, Szwecja i Czechy. Grupy tej lepiej uniknąć z powodów logistycznych.

– Grupa D (Londyn i Glasgow). Pewna udziału: Anglia. Z czwartego koszyka dolosowany zostanie zwycięzca play-offu C, czyli ktoś z grona Szkocja, Norwegia, Serbia, Izrael. Na pewno nie są to rywale mrożący krew w żyłach, a mecz z Anglią na Wembley byłby prawdziwym hitem. Kluczowe byłoby dolosowanie rywala z trzeciego koszyka. Inaczej ten zestaw wyglądałby z Portugalią, inaczej – z Austrią. Dodatkowy atut – minimalne odległości.

– Grupa E (Bilbao i Dublin). Pewna udziału Hiszpania. Z czwartego koszyka dolosowany zwycięzca play-offu B, czyli Bośnia i Hercegowina, Słowacja, Irlandia lub Irlandia Północna. Sytuacja podobna do poprzedniej grupy – jeden mocarz, a pozostałe zespoły – o ile uniknie się Portugalii – są zdecydowanie w naszym zasięgu.

– Grupa F (Monachium i Budapeszt). Pewni udziału Niemcy. Z czwartego koszyka dolosowany wygrany play-off A lub D – Islandia, Bułgaria lub Węgry albo Gruzja, Macedonia Północna, Kosowo lub Białoruś/ Grupa ciekawa ze względu na smaczek, jakim byłby występ Roberta Lewandowskiego przeciwko Niemcom na Allianz Arenie. Dla polskich kibiców ten zestaw wydaje się najciekawszy logistycznie: między meczami w Bawarii i na Węgrzech można wpaść do domu i się przepakować.

Jerzy Brzęczek i jego sztab tylko w jednym przypadku – grupy A – będzie znał wszystkich rywali. W innych wariantach będzie trzeba czekać na marcowe rozstrzygnięcia w barażach, co na pewno trochę utrudni przygotowania. Kontrowersje budzi też furtka, jaką dostały zespoły z rankingowych nizin. Te wszystkie komplikacje to wynik uzależnienia eliminacji od rozgrywek Ligi Narodów. Fakt, że drugą szansę otrzymały nie zespoły z trzecich miejsc w grupach eliminacyjnych, a te najwyżej sklasyfikowane w Lidze, doprowadził do absurdów. Nagle okazało się, że Izrael czy Bułgaria mogły przegrać wszystkie mecze kwalifikacyjne, a mimo to zagrałyby w barażach. W skrajnej sytuacji na EURO może zagrać aż trzech naszych przeciwników – prócz Austrii także wspomniany Izrael i Macedonia Północna.

W najbardziej groteskowym wariancie możemy wręcz rozegrać rewanże za eliminacje w ramach jednej grupy!

Niestety wiele wskazuje na to, że “dziwne EURO” nie będzie wyjątkiem, a początkiem nowej ery w futbolu. Już wkrótce czeka nas mundial rozegrany w zimę, wepchnięty między trwający sezon. Potem – rozszerzone mistrzostwa świata rozegrane na terenie całej Ameryki Północnej. W międzyczasie – nowe, powiększone klubowe mistrzostwa świata. Rewolucji mogą się nie oprzeć także krajowe rozgrywki. W Hiszpanii już zapowiedziano dziwaczny format Superpucharu – miniturniej z udziałem Barcelony, Realu Madryt, Atletico Madryt i Valencii odbędzie się w Arabii Saudyjskiej. Palce w tej reorganizacji maczał Kosmos, firma Gerarda Pique. Obrońca Barcelony znany był ostatnio z tego, że doprowadził do zrujnowania ponadstuletniej tradycji tenisowego Pucharu Davisa. Teraz wziął sie za macierzystą dyscyplinę. I wydaje się, że to dopiero początek wielkich zmian. Podobnie jak w przypadku tenisa, włodarze nie będą patrzyli na tak abstrakcyjne wartości, jak “tradycja”, ani nawet na lokalnych kibiców. Zaproponują nam produkt, a to, czy nam się spodoba, to tylko nasza sprawa. Pierwszy test miłości do futbolu już od 12 czerwca 2020 roku.


Zdjęcie główne:Puchar Henriego Delaunaya, Fot. Piotr Drabik, licencja Creative Commons

Reklama