Reklama

Naprawdę nie widzę tutaj żadnych zmian na lepsze. Pozostały zarzuty co do niekonstytucyjności zarówno w zakresie przerwania kadencji Pierwszej Prezes SN, jak i w zakresie kadencji sędziów członków KRS – mówi nam dr Ryszard Balicki, konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego, o przegłosowanych właśnie ustawach zmieniających SN i KRS. Pytamy też o możliwe weto i stan polskiej demokracji. Niestety, diagnoza dr. Balickiego nie jest optymistyczna.

JUSTYNA KOĆ: W ekspresowym tempie senatorowie podczas wieczornego bloku głosowań przyjęli ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Teraz ustawy czekają już tylko na podpis prezydenta. Los praworządności w Polsce został przypieczętowany?

RYSZARD BALICKI: Myślę, że tak, bo raczej szans na kolejne weto prezydenta nie ma. Z wypowiedzi urzędników pana prezydenta nie ma co do tego wątpliwości. Szkoda, bo tak naprawdę te ustawy niewiele się różnią od pierwotnego projektu, który prezydent zawetował. Zresztą potwierdził to wiceminister Warchoł, który powiedział wyraźnie, że te projekty ostatecznie realizują 80 proc. zawetowanych przepisów. W tych 80 proc. są też, niestety, te najgorsze rozwiązania, które z góry stwarzają wątpliwości co do konstytucyjności.

Czym różnią się te projekty? Co zwiera się w tych 20 proc., czyli w czym te projekty są lepsze, jeżeli w ogóle można tak powiedzieć?

Reklama

Nie widzę żadnej zmiany na lepsze, nie oszukujmy się.

Ale prezydent to dostrzega, skoro jego rzecznik zapowiada, że weta nie będzie.
Prezydent na pewno ma teraz odrobinę silniejszą pozycję niż w pierwotnym projekcie pana Ziobry. Z punktu widzenia prezydenta jest to zauważalne. Jest też jakiś taki formalny ukłon, jeśli chodzi o ustawę o KRS, że jednak powinna być jakaś współpraca partii w Sejmie. Jednak jest to tylko fikcja, bo z uwagi na przyjętą procedurę to i tak partia dominująca będzie mogła sobie wybrać, kogo będzie chciała. Naprawdę nie widzę tutaj żadnych zmian na lepsze. Pozostały zarzuty co do niekonstytucyjności zarówno w zakresie przerwania kadencji Pierwszej Prezes SN, jak i w zakresie kadencji sędziów członków KRS.

W tym zakresie, gdzie te zarzuty były najbardziej poważne, nic się nie zmieniło.

Ostatnio pojawił się apel prof. Adama Strzembosza, jednego z ostatnich największych autorytetów sądownictwa, dramatyczny apel do prezydenta, aby zawetował te ustawy. Czy ten apel może cokolwiek zmienić?
Musimy na to spojrzeć tak: jeżeli stanowisko i głos prof. Strzembosza nie przekona prezydenta, to znaczy, że już nikt i nic nie może go przekonać. To by znaczyło, że jest bardzo źle. Prof. Strzembosz jest osobą, która wprost może być utożsamiana z dążeniem do niezależności wymiaru sprawiedliwości. To jest żywa legenda polskiego wymiaru sprawiedliwości, tego niezależnego. Jeżeli apel takiego człowieka, który się już nie stara o żadne stanowiska, poklask, wiadomo, że te jego wypowiedzi nie są oparte o chęć uzyskania profitów czy stanowisk,

jeżeli taki człowiek tak dramatycznie formułuje swoje stanowisko i nawet on nie jest w stanie przekonać pana prezydenta, to znaczy, że już nic na niego nie wpłynie i prezydent jest zdecydowany zniszczyć niezależny wymiar sprawiedliwości w Polsce.

Przecież pan prezydent jest doktorem prawa, musi sobie zdawać sprawę z niekonstytucyjności tych ustaw.
W czasie wczorajszych wystąpień w Senacie prezes Izby Karnej SN, Stanisław Zabłocki, przypomniał wypowiedź lipcową senatora Aleksandra Bobki, który stwierdził, że nawet jego wnuczka zauważa niezgodność z konstytucją w zakresie przerwania kadencji Pierwszej Prezes SN. Jeżeli kilkuletnia dziewczynka potrafi to zauważyć, to tym bardziej doktor nauk prawnych po tak szanowanej uczelni, jak Uniwersytet Jagielloński.

Przemówienie prezesa Zabłockiego w Senacie miało dramatyczny wydźwięk, podobnie jak wystąpienie RPO, jednak tu chyba też nie należy oczekiwać refleksji od prezydenta. Zresztą marszałek Karczewski nie dopuścił do zadawania pytań obu panom.
Nadziei wielkiej nie mam. Miałem nadzieję zaraz po tym, jak pan prezydent skorzystał ze swojej kompetencji i przedstawił weta. W momencie, kiedy zapoznałem się z uzasadnieniem do zgłoszonych wet, ta moja nadzieja upadła. Pan prezydent nie odniósł się w nich do najważniejszych zarzutów, które wówczas były. Niestety, wszystko, co się dalej dzieje, jest tylko konsekwencją. Wspomniała pani o tych gorszących scenach, które się odbywały w Sejmie i Senacie, może tam na mniejszą skalę, ale jednak też. Stanowisko marszałka Senatu, aby uniemożliwić udzielenie odpowiedzi i przez prezesa Zabłockiego, i RPO uwłaczało powadze izby.

Mówiąc brutalnie, jeżeli nawet w izbie refleksji nie można na spokojnie zastanowić się nad ważnymi problemami o ustrojowym znaczeniu, to tak naprawdę po co jest ta izba? Chyba takie pytanie należałoby sobie postawić.

Dziś można by postawić również pytanie, po co nam niższa izba, bo większość rządząca przepycha wszystko, na co ma ochotę, w ogóle nie oglądając się na opozycję i często nawet pozbawiając ją głosu. Rodzi się zatem pytanie o kondycję naszej demokracji.
To jest, niestety, dowód na upadek polskiej legislacji, wizja parlamentu, który funkcjonuje tak jak teraz, jest wizją przerażającą. Ja rozumiem, że większość może przegłosować opozycję, to jest naturalne, natomiast odbieranie głosu, uniemożliwianie wypowiedzi, zadania pytania czy wystąpienia z wnioskiem formalnym, cenzurowanie wypowiedzi, to jest coś, co nie powinno się zdarzać w państwie, które jest państwem demokratycznym. To są skandaliczne zachowania, a niestety dzieją się w Sejmie, a ostatnio także w Senacie. Co gorsza, taki szybki proces legislacyjny, po nocach, zaczyna przypominać republiki bananowe. Rozumiem, że większość przegłosuje swoje rozwiązania, ale powinny być one zgodne z konstytucją, a po drugie – logicznie ukształtowane. Nawet podczas prac nad ustawami w Sejmie pokazywano ewidentne sprzeczności pomiędzy ustawami, ale nikt nad tym się nie zastanawiał i przechodzono do porządku dziennego nad tymi wątpliwościami i mechanicznie przegłosowywano jedną poprawkę za drugą.

Czy Sąd Najwyższy czeka taki sam los, jak Trybunał Konstytucyjny?
Myślę, że tak.

Straciliśmy już bardzo ważną instytucję, my jako Polska, tak teraz tracimy Sąd Najwyższy. W miejsce Sądu Najwyższego powstanie kilka autonomicznych instytucji, których rolą będzie również wywieranie efektu mrożącego na sędziów, aby sędziowie przypadkiem nie próbowali myśleć samodzielnie.

Do czego nas to doprowadzi?
Przesuwamy się z demokracji w kierunku mutacji państwa autorytarnego. Sformułowanie “demokratura” coraz bardziej oddaje rzeczywistość ustrojową.

Jeżeli po wyborach nastąpi zmiana władzy, będzie trudno powrócić do normalności?
Trzeba mieć świadomość, że ten powrót do normalności to nie musi być powrót do stanu sprzed 2015 roku. Pewne zmiany byłyby konieczne. Natomiast musimy sobie uświadomić, że po tych wszystkich zmianach, które zostają wprowadzone, ten powrót będzie miejscami niemożliwy, a przynajmniej bardzo utrudniony. Pojawi się wiele problemów, których usunięcie będzie trudne, np. jak traktować sędziów powoływanych według tych nowych procedur, co do których mamy wątpliwości, czy są zgodne z konstytucją, czy tam następuje już element upolitycznienia, czy nie. To naprawdę będzie rodziło wiele problemów, takich, jakie mamy teraz z Trybunałem Konstytucyjnym. Czy może funkcjonować TK, kiedy mamy wątpliwości co do zasadności wyborów niektórych sędziów? Za chwilę to samo będzie się odnosiło do Krajowej Rady Sądownictwa, a później do Sądu Najwyższego. Ten

stan pewności prawnej nam upada i powrót do rzeczywistości będzie trudny i będzie trwał lata.

Musimy też sobie uświadomić, że w polityce pewne mechanizmy, które zostały wprowadzone do systemu prawnego, będą przyjęte przez innych uczestników życia politycznego, bo będzie to dla nich droga na skróty. Jednym słowem, będziemy się budzić w rzeczywistości, na którą nie jesteśmy przygotowani.

A czy można było lepiej zabezpieczyć konstytucję?
Pewnie tak. Gdybyśmy dzisiaj tworzyli konstytucję, mając to doświadczenie, które mamy, to pewnie niektóre rozwiązania wyglądałyby inaczej. Ale zawsze trzeba mieć świadomość, że konstytucja jest pisana w sytuacji pewnej akceptacji. To jest umowa społeczna – umawiamy się, że będziemy przestrzegać pewnych rozwiązań. Nie da się napisać konstytucji z zamysłem, że przyjdą barbarzyńcy i wszystko zniszczą.

Prezydent będzie pisał teraz nową konstytucję.
W latach 70., jak zmieniano konstytucję PRL, podobno krążył taki dowcip, że po co zmieniać konstytucję, skoro ta stara jest nieużywana. Tu można by powiedzieć to samo – po co zmieniać konstytucję, zacznijmy używać tej starej, może będzie prościej.


Zdjęcie główne: Ryszard Balicki, Fot. YouTube/Wroclaw2030

Reklama

Comments are closed.