Reklama

PiS chce zmienić strukturę dochodów i prestiżu, zbudować własną elitę. To jest szalenie niepokojący sygnał, bo to jest taka inżynieria społeczna, która moim zdaniem jest kontynuacją modelu węgierskiego; wyrzucimy stare elity i wstawimy swoje – mówi nam dr Robert Sobiech, socjolog, dyrektor Centrum Polityki Publicznej Collegium Civitas. Rozmawiamy o kampanii wyborczej i konwencjach programowych. Pytamy też, czy zamiana Schetyny na Kidawę-Błońską zadziała. – To jest bardzo sprytne zagranie Grzegorza Schetyny i PiS jeszcze nie wie, jaką ma stosować w tym kontekście komunikację. Nie mam jednak złudzeń, że w końcu pojawią się negatywne wątki dotyczące marszałek Kidawy-Błońskiej, wpisujące się w narrację o późnym postkomunizmie.

JUSTYNA KOĆ: Odbyły się trzy konwencje głównych sił politycznych. W piątek KO, w sobotę PiS i PSL. Powoli klaruje się nam kampania?

ROBERT SOBIECH: To na pewno. Warto zauważyć w tym kontekście, że każda z trzech koalicji inaczej rozkłada akcenty i kieruje przekaz do innych grup wyborców. To, co jest smutne, to to, że na przedstawienie pomysłów i ich uwiarygodnienie partie wybrały ostatni miesiąc kampanii. Z dużym prawdopodobieństwem będziemy mieli do czynienia ze swoistym szumem informacyjnym, czymś, co w reklamie nazywa się clutter – nagle pojawi się wiele komunikatów i przekazów.

Podejrzewam, że kampania będzie przypominać drogę do Zakopanego, gdzie billboardy przysłaniają nie tylko szerzy krajobraz, ale i same siebie.

Jak ocenia pan konwencję KO i koncyliacyjne wystąpienie kandydatki na premiera Małgorzaty Kidawy-Błońskiej?
Głównym nurtem narracji było to, że będziemy mniej atakować przeciwnika, a bardziej skupimy się nad tym, co w Polsce trzeba zrobić. W związku z tym te postulaty, które były adresowane do różnych grup w ramach poszerzenia sześciopaku Schetyny, wyglądają przekonująco. Niektóre są bardzo trafione, jak kwestia podziału ludzi starszych na tych, którzy są aktywni, których będzie się zachęcać do pracy, i na tych, którzy wymagają opieki – wówczas to ich rodziny powinny dostać wsparcie. To bardzo dobry pomysł. Zabrakło mi tylko sprecyzowanej narracji, takiej ramy, która by wszystko spinała. „”Jutro może być lepsze” jest ciekawym hasłem, ale wymaga dopowiedzenia, dlaczego dziś nie jest dobrze. Bez tego nie wiem, czy do końca przekona tych, którzy jeszcze się zastanawiają, na kogo zagłosować.

Reklama

Małgorzata Kidawa-Błońska zapowiedziała wprowadzenie związków partnerskich, wcześniej zrobił to Schetyna. To wystawianie się na wojnę ideologiczną, co PiS bardzo lubi?
To nie była eksponowana część programu. Znacznie więcej uwagi poświęcono zdrowiu czy edukacji.

Pułapka zastawiona przez PiS to sprowadzenie związków partnerskich wyłącznie do związków osób homoseksualnych.

Tymczasem w Polsce rozwodzi się rocznie ponad 60 tys. par, co czwarte dziecko rodzi się w związkach pozamałżeńskich. To bardzo duża grupa osób, która pozostaje poza wsparciem udzielanym formalnym związkom. Koalicja Obywatelska zdaje sobie sprawę, że związki partnerskie to jeden z priorytetów dla koalicji lewicowej i wygląda na to, że nie zamierza się w tej kwestii ścigać.

Jarosław Kaczyński w swoim wystąpieniu na konwencji programowej dużo czasu poświecił krytyce rządów PO. Dlaczego?
Przemówienie, a właściwie wykład Jarosława Kaczyńskiego składał się z trzech części. Pierwsza, która nie wzbudziła wielkiego entuzjazmu publiczności, dotyczyła wartości. Godność, rodzina, naród, solidarność, wolność – do większości z tych wartości odwołują się i inne partie.

Kluczowym elementem wystąpienia była diagnoza państwa polskiego i społeczeństwa w ostatnich 30 latach.

Spodziewałem się, że PiS zarzuci już wątek elit postkomunistycznych, które po 30 latach albo już nie żyją, albo są w wieku emerytalnym. Kaczyński po raz kolejny powrócił do tej kwestii. Wedle niego żyjemy w czasach późnego postkomunizmu.

W tej diagnozie zabrzmiały bardzo niepokojąco dwie kwestie. Po pierwsze, że w tym późnym postkomunizmie nie stworzono nowego aparatu państwowego. To oznacza, że w instytucjach państwa nadal pracują osoby postkomunistycznego porządku. To bardzo niepokojący sygnał dla kilku pokoleń młodych Polaków – sędziów, nauczycieli, lekarzy, policjantów czy urzędników, którzy pracują w sektorze publicznym. Okazuje się, że po 30 latach należy stworzyć nowy aparat, wprowadzić nowe kadry. Ostania afera w Ministerstwie Sprawiedliwości pokazuje, jak może wyglądać tworzenie nowego aparatu państwowego. To sygnał, że PiS gotowy jest na wprowadzenie kolejnych zmian w instytucjach państwa. Po drugie, okazuje się, że błędem ostatnich 30 lat było to, że nie zbudowano nowej hierarchii społecznej. To ważny sygnał dla tych, którzy przez te 30 lat własną pracą i umiejętnościami zbudowali swój dobrobyt, pozycję zawodową czy wykształcenie. Wedle prezesa Kaczyńskiego wymaga to zmiany, wymaga stworzenia nowej hierarchii społecznej.

Zapachniało wielką rewolucją Mao?
Trochę tak, oczywiście zachowując odpowiednie proporcję i kontekst. Widać to chociażby w rozróżnieniu płac dla nowo powołanych (np. w Izbie Dyscyplinarnej SN), jak często zmienia się obsada wysoko opłacanych stanowisk w zarządach spółek Skarbu Państwa, a także jakie budżety mają nowo powoływane instytucje. W ten sposób PiS chce zmienić przynajmniej strukturę dochodów i prestiżu, zbudować własną elitę.

To jest szalenie niepokojący sygnał, bo to jest taka inżynieria społeczna, która moim zdaniem jest kontynuacją modelu węgierskiego; wyrzucimy stare elity i wstawimy swoje.

Ta część przemówienia pokazała, jak zapewne będzie wyglądać kampania wyborcza. Jarosław Kaczyński wprost powiedział, że na początku wieku miał nadzieję, że PO nie będzie odtwarzała systemu komunistycznego, a praktyka pokazała, że elity postkomunistyczne dokonały kooptacji części opozycji demokratycznej. Tu rozpoczęła się długa lista oskarżeń pod adresem PO, a w szczególności Donalda Tuska. To były oskarżenia bardzo ciężkiego kalibru, np. trudny do wyobrażenia w demokratycznym państwie, niczym niepotwierdzony zarzut, że Tusk podporządkował całą polską politykę zagraniczną temu, aby zdobyć stanowisko w UE. Podejrzewam, że cała kampania PiS-u to będzie nieustanne przypominanie 8 lat w głównym kontekście, że “tamta władza ukradła miliardy i nie dała nic obywatelom” i tylko PiS zapobiegnie powrotom tego, co było.

Jarosław Kaczyński zapowiedział też kolejne socjalne rozdawnictwo.
Tak, co jego spece od marketingu nazwali hattrickiem Kaczyńskiego. Tu jednak nie było mowy o oddawaniu części pieniędzy, które każdy z nas oddaje w różnej formie podatków. Obietnica wzrostu płacy minimalnej dotyczy przedsiębiorców.

Dwie trzynaste emerytury za dwa lata oznaczają, że w 2020 roku nie będzie zwiększenia emerytur. Zapowiedź zrównania dopłat dla rolników to czysta futurologia, tu nie padły nawet żadne daty. Ze zrozumiałych względów prezes nic nie mówił o obszarach, w których PiS sobie kompletnie nie radzi, jak ochrona zdrowia, edukacja, kwestia klimatu.

Na konwencji PiS krytykowano Schetynę, Tuska, ale nazwisko Kidawy-Błońskiej nie padło…
To jest bardzo sprytne zagranie Grzegorza Schetyny i PiS jeszcze nie wie, jaką ma stosować w tym kontekście komunikację Nie mam jednak złudzeń, że w końcu pojawią się negatywne wątki dotyczące marszałek Kidawy-Błońskiej, wpisujące się w narrację o późnym postkomunizmie.

PiS po raz kolejny stawia na rozdawanie pieniędzy, KO na pracę, która musi się opłacać. To może zadziałać?
Nie nazwałbym transferów typu 500+ rozdawnictwem. Takie wsparcie dla rodzin istnieje w większości państw europejskich. PiS zdecydował się wypłacać zasiłki w wysokości porównywalnej z Austrią czy Francją, a więc państw znacznie bardziej zamożnych od Polski. Nic więc dziwnego, że dla znacznej części rodzin było to znaczące wsparcie rodzinnych budżetów. W większości państw o poziomie zamożności obywateli decyduje wysokość dochodów uzyskiwanych z pracy. Jeżeli KO będzie jasno komunikować, że ci, którzy ciężko pracowali przez ostatnie lata, zasługują na różne formy wsparcia ze strony państwa i warto przeznaczać pieniądze podatków także na inne usługi publiczne, jak zdrowie, edukacja czy czyste powietrze, których nie można kupić za 500 zł. – to będzie inna narracja niż narracja PiS-u. PiS nie mówi o owocach ciężkiej pracy. Mało tego,

obrazek poprzedzający wystąpienie prezesa, w którym 5-osobowa rodzina mówiła, jak to z 500+ finansuje zajęcia dodatkowe, wakacje, a na dodatek pozwoliło im na wybudowanie domu, to dla większości Polaków czysta fikcja.

Jeżeli KO stworzy przekaz, że będzie wspierać pracujących i ich zaangażowanie w pomnażanie własnego dobrobytu, to może być silną przeciwwagą dla tego, co od 4 lat mówi PiS. Niestety, w konwencji KO ten wątek pojawił się śladowo.

W sobotę mieliśmy też konwencję PSL-Kukiz 15, która rozmachem i treścią wyraźnie odbiegała od konwencji KO i PSL. Jak pan ocenia spotkanie ludowców?
Tu mieliśmy bardzo rozproszony przekaz. Teoretycznie PSL w połączeniu z Kukizem może stanowić ciekawą alternatywę dla ludzi z małych miejscowości, może też częściowo mieszkańców wsi. W porównaniu z wystąpieniem sprzed kilku tygodni sobotnie wystąpienie Kosiniaka-Kamysza było bardzo niespójne. Z jednej strony, mówił o tym, że będzie wspomagał emerytów, a z drugiej, że mali przedsiębiorcy nie będą musieli płacić ZUS-u. Przecież to bieżące składki ZUS-owskie pracujących stanowią podstawę wypłacania comiesięcznych emerytur.

Natomiast w wystąpieniu Pawła Kukiza pojawił się ciekawy wątek odnośnie do zakusów PiS, aby powtórzyć wybory samorządowe; pod pretekstem wprowadzenia nowych województw.

Zdaniem Kukiza PiS pod tym pretekstem rozpisze wcześniejsze wybory do samorządu.

To bardzo niepokojący sygnał dla wielu samorządowców, którzy dopiero co otrzymali społeczny mandat do rządzenia w swoich społecznościach.


Zdjęcie główne: Robert Sobiech, Fot. Archiwum prywatne

Reklama