Reklama

Personalizacja polityki, czyli sprowadzanie rządzenia do kwestii wizerunku liderów, ma miejsce na całym świecie. W Polsce opisywanie polityki jako personalnej rywalizacji zdominowało niemal całą debatę publiczną. Pytanie: kto? zastępuje w większości pytania: co?, dlaczego?, z jakim skutkiem? Jeżeli politycy decydują się na wprowadzanie zmian w życiu społecznym czy gospodarczym, to zobowiązani są do wyjaśnienia powodów tych zmian i ich konsekwencji. To znacznie trudniejsze zadanie, niż dyskutowanie o tym, kto powinien być szefem partii czy kandydatem na prezydenta – mówi nam dr Robert Sobiech, socjolog, dyrektor Instytutu Polityk Publicznych Collegium Civitas. Pytamy też o PiS, kłopoty z Marianem Banasiem, a także o nowy rząd. – W dużej części będzie to w ogóle rząd kontynuacji, wielu ministrów zachowa swoje teki. O pozycji premiera będą natomiast świadczyć nowi ministrowie. Czy będą to politycy PiS, czy też politycy dwóch mniejszych partii? To będzie wskaźnik, jak i czy na długo zostały rozwiązane istniejące od dawna konflikty wewnątrz obozu władzy – dodaje.

JUSTYNA KOĆ: Jest kilka magicznych sposobów na pozbycie się Mariana Banasia, sam na jeden liczę – powiedział Adam Lipiński. Możemy się spodziewać, że PiS jednak będzie próbował trikami usunąć konstytucyjnego szefa NIK-u?

ROBERT SOBIECH: PiS padł ofiarą własnej taktyki, w której parlament jest wyłącznie maszynką do szybkiego głosowania, a nie miejscem publicznej prezentacji argumentów czy kontroli władzy wykonawczej. Gdyby procedura wyboru szefa NIK-u miała inny charakter, była dłuższa, otwarta dla mediów i pozarządowych organizacji strażniczych, prawdopodobnie te fakty, które ujawnili dopiero dziennikarze, znane by były wcześniej.

Nie wiem, na jakie rozwiązanie dylematu Marina Banasia zdecyduje się partia rządząca. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że nie będzie to kolejny „magiczny” sposób naruszania ustawy zasadniczej, jak miało to miejsce w przypadku sędziów dublerów w Trybunale Konstytucyjnym czy skracania zapisanych w konstytucji terminów kadencji prezesa Sądu Najwyższego.

Reklama

Usunięcie trikami prawnymi legalnie wybranego szefa konstytucyjnego organu byłoby kolejnym przykładem usuwania ograniczeń władzy wykonawczej. Byłoby kolejnym wzmocnieniem przekonania, że rząd mający większość parlamentarną może wszystko.

Dla PiS-u sprawa Banasia jest szczególnie trudna. Tu już nie walczymy z postkomunistyczną elitą. Problemem jest przedstawiciel naszej elity. Wygląda na to, że minister finansów, któremu podlegają służby skarbowe, wcześniej szef Krajowej Administracji Skarbowej, czyli ktoś, kto nadzoruje systemy podatkowe, sam zaniżał wartość należnych podatków. To powinno skutkować natychmiastową dymisją z pełnionych wcześniej stanowisk. Taka osoba nie powinna nawet myśleć, aby zostać szefem konstytucyjnego organu.

Sprawa Banasia to test dla standardów demokratycznych. Nie trudno sobie wyobrazić, jak zostanie przyjęty nowy szef przez pracowników NIK, w większości doświadczonych, kompetentnych urzędników, kontrolujących kolejne rządy. W większość państw demokratycznych mielibyśmy już dawno do czynienia z rezygnacją takiej osoby z zajmowanego stanowiska.

Przez wiele miesięcy Banasia sprawdzały służby, bez problemu mimo to dostawał certyfikat bezpieczeństwa. Sprawa Banasia obciąża też służby?
Pan Banaś jako szef skarbówki czy szef resortu finansów musiałby, przede wszystkim, sprawdzać sam siebie. Innymi słowy służby, które badały jego oświadczenia majątkowe, podlegały jemu.

Bardzo prawdopodobne, że urzędnicy sprawdzający go wiedzieli o tych zaniżonych deklaracjach z wynajmu, tylko nie mieli śmiałości zareagować, bo zdawali sobie sprawę, że musieliby rozpocząć postępowanie skierowane przeciwko własnemu szefowi.

Jak to możliwe, że sprawy Banasia zostały przegapione lub zbagatelizowane? Pojawiają się teorie, że jako działający od dawna na  tyłach PiS-u ma „haki” na samego Jarosława.
Tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Dlatego tym bardziej w przypadku nominacji na takie stanowiska potrzebne jest porządne wysłuchanie publiczne, proces dyskusji publicznej nad kandydaturą. Wtedy taki proces uprawdopodobnia, że ewentualne ciemne plamy na życiorysie zostaną ujawnione.

Bo w Polsce ciągle wierzymy, że to jakiś polityk coś wspaniałego zrobi, a nie zdajemy sobie sprawy, że najważniejsze w demokracji są procedury?
Personalizacja polityki, czyli sprowadzanie rządzenia do kwestii wizerunku liderów, ma miejsce na całym świecie. W Polsce opisywanie polityki jako personalnej rywalizacji zdominowało niemal całą debatę publiczną. Pytanie: kto? zastępuje w większości pytania: co?, dlaczego?, z jakim skutkiem? Jeżeli politycy decydują się na wprowadzanie zmian w życiu społecznym czy gospodarczym, to zobowiązani są do wyjaśnienia powodów tych zmian i ich konsekwencji. To znacznie trudniejsze zadanie, niż dyskutowanie o tym, kto powinien być szefem partii czy kandydatem na prezydenta.

Personalizacja polityki dotyczy przede wszystkim opozycji. Już tydzień po przegranych wyborach parlamentarnych zamiast pogłębionej analizy przyczyn porażki, która przez kolejne 4 lata pozbawi opozycję wpływu na sprawy kraju, rozpoczęto dyskusję, kto powinien być kandydatem opozycji w wyborach prezydenckich. Kompletnie nie mówi się o tym, jaka to powinna być prezydentura, tak samo jak nie rozmawiamy o tym, co opozycja powinna robić w ciągu najbliższego roku i kolejnych lat rządów PiS. Podam prosty przykład – w PO istnieje gabinet cieni. To jedna z lepszych formuł, aby na bieżąco oceniać działania rządu, pokazywać zaniechania, prezentować własne pomysły. Niestety, nie słychać o jego pracach, propozycjach.

Inne partie opozycji nie wypracowały nawet takiej formuły.

Czy zatem prawybory na opozycji to dobry pomysł?
Moim zdaniem tak. PO ma mechanizmy wyboru swoich władz przez wszystkich członków partii, których nie ma żadna inna partia w Polsce. Po pierwsze, ma procedurę wyboru swojego przewodniczącego przez wszystkich członków partii. Po drugie, już w przypadku wyborów prezydenckich przeprowadziła prawybory, moim zdaniem z dobrym skutkiem. Problem polega na tym, że PO jest tak zajęta sobą, szukaniem ewentualnych sojuszników i koalicjantów, że wykorzystanie tych mechanizmów odkłada na daleką przyszłość.

Może zatem demokracja w partiach się nie sprawdza?
Może bez przesady. Tu są dwie logiki. Pierwsza to logika kadencji przewodniczącego partii i według tej logiki Grzegorz Schetyna powinien się poddać weryfikacji w styczniu. Druga to logika rozliczania przywódcy partii za przegrane wybory. W tym ostatnim przypadku PO powinna już teraz przeprowadzić głosowania nad wotum zaufania do swojego lidera, wykorzystując mechanizm demokratycznego głosowania swoich członków. W innym przypadku stan niepewności będzie trwał przez kilka następnych miesięcy.

Już wiadomo, że Mateusz Morawiecki będzie desygnowany na premiera, chyba zaskoczony pan nie jest?
Oczywiście, że nie. Pewnie w dużej części będzie to w ogóle rząd kontynuacji, wielu ministrów zachowa swoje teki. O pozycji premiera będą natomiast świadczyć nowi ministrowie. Czy będą to politycy PiS, czy też politycy dwóch mniejszych partii? To będzie wskaźnik, jak i czy na długo zostały rozwiązane istniejące od dawna konflikty wewnątrz obozu władzy.

Najważniejszą kwestią jest pytanie o to, jak będzie wyglądała polityka tego rządu do maja, czyli do wyborów prezydenckich.

Tu mamy dwa scenariusze. Pierwszy, popularny wśród polityków mówi, że kontrowersyjne posunięcia najlepiej robić na początku kadencji. Drugie scenariusz mówi, że skoro za pół roku mamy wybory prezydenckie, to lepiej poczekać z radykalnymi zmianami, które mogłyby obniżyć szanse reelekcji obecnego prezydenta. Czy zatem PiS zdecyduje się wprowadzić w życie regulacje dotyczące prywatnych mediów, ograniczy kompetencje samorządów czy zmieni organizację sądów, a tym samym miejsce zatrudnienia dla obecnych sędziów? Bardzo jestem zatem ciekawy exposé premiera, ale moim zdaniem nie będzie tam kontrowersyjnych zapowiedzi, przynajmniej do wiosny przyszłego roku.

Już teraz premier w Ciechanowie podczas wystąpienia powiedział, że ich program jest między pozytywizmem a romantyzmem.
To bardzo zgrabna interpretacja i dobre opakowanie marketingowe dla nieznanego jeszcze produktu. Dobrze by było, żeby partie opozycyjne również pokusiły się o takie interpretowanie swoich pomysłów. Jednym z nich może być reaktywacja gabinetu cieni, monitorującego działania rządu, pokazującego opinii publicznej, jak wyglądają działania i ich rezultaty dotyczące najważniejszych problemów: ochrony środowiska, ochrony zdrowia, edukacji itd.

W sondażu tydzień po wyborach jedyną partią, która zanotowała spadek poparcia (o 1 procent), było PiS. O czym to świadczy?
Nie pojawiły się wydarzenia, które mogłyby znacząco zmienić poparcie dla partii politycznych.

Na razie nie widzę żadnych powodów, aby PiS miało tracić poparcie, nie widzę też powodów, aby zyskiwało nowych wyborców.

A kwestionowanie wyników wyborów do Senatu tam, gdzie PiS przegrał? To suwerena powinno rozdrażnić.
To jest dziwna sprawa, tym bardziej, że nie wiadomo, czego tak naprawdę oczekiwało PiS w tej sprawie. Oceniałbym to jako kontynuacje taktyki PiS – rozpoznajemy sytuację frontalnym natarciem i zobaczymy, czy uda się posunąć dalej, bo może nie pojawi się znaczący opór opinii publicznej. Jeżeli ten opór będzie, to się cofniemy. Myślę, że PiS zakładało, że „może się uda”. Takich sytuacji było więcej. PiS już kilka razy szedł na ostro i gdy opór społeczny był zbyt duży, to się wycofywał. Było tak z czarnym protestem czy sprzeciwem samorządów w przypadku propozycji skracania kadencji czy protestami dotyczącymi ustaw sądowych. To strategia obliczona na powolne wyczerpywanie się aktywności społecznej. Nie udało się tym razem, być może w przyszłości opór społeczny nie będzie już tak silny.


Zdjęcie główne: Robert Sobiech, Fot. Archiwum prywatne

Reklama