Reklama

Prawdziwe powody dymisji Szumowskiego mogą być dwa: albo coś wypłynie z maseczkami i respiratorami, albo sytuacja z pandemią jest nie do opanowania i cała propaganda sukcesu legnie w gruzach – mówi nam dr Mirosław Oczkoś, ekspert od marketingu politycznego. – Wyborcy opozycji, a w szczególności KO są bardziej wymagający, jeżeli chodzi o standardy. Gdyby w poniedziałek Jarosław Kaczyński powiedział, że zostaje liberałem i musimy zbliżyć się do Europy bardziej, to jego wyborcy pokiwaliby głowami z akceptacją – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: Minister zdrowia Łukasz Szumowski podał się do dymisji. Czy jest  pan zaskoczony dymisją i dlaczego minister nie poczekał na zapowiadaną rekonstrukcję rządu?

Mirosław Oczkoś

MIROSŁAW OCZKOŚ: Ponieważ tak się gra, jak przeciwnik pozwala. Minister Szumowski wykorzystał fatalną sytuację wizerunkową opozycji, bo ta dymisja zginie trochę w tłumie. W poniedziałek podał się do dymisji wiceminister Cieszyński, czyli ten, który odpowiadał za umowy i kupno sprzętu do walki z wirusem. Wiadomo było, że obaj panowie są do zrekonstruowania. Piękne słówka o wzorowym przeprowadzeniu przez COVID-19 można włożyć między bajki.

Na całym świecie nie ma takiego ministra, którego się dymisjonuje, jak jest fantastyczny, świetnie się sprawdza, ma niezły PR. W polityce tak się nie dzieje, tym bardziej, gdy w perspektywie są trzy lata rządów.

Tłumaczenia ministra, że jakoby chce wracać do pracy lekarza i mieć czas dla rodziny, to także bajki, bo nic by się nie stało, jakby poczekał jeszcze miesiąc. Tak nagle w środku wakacji zrezygnował z ministerialnej pensji, apanaży… Trudno w to wierzyć. Prawdziwe powody moim zdaniem mogą być dwa: albo coś wypłynie z maseczkami i respiratorami, albo sytuacja z pandemią jest nie do opanowania i cała propaganda sukcesu legnie w gruzach. Nie widzę innego powodu, dlaczego 18 sierpnia w połowie tzw. wakacji sejmowych jest ewakuacja akurat tych dwóch ministrów zaangażowanych w zakup maseczek i respiratorów. Skoro Szumowski wybrał akurat ten moment, dobrze świadczy o tym, że jest świadomym politykiem.

Reklama

Robi to absolutnie w chirurgicznych rękawiczkach i maseczce.

Regularnie w ministerstwie z kontrolą poselską są posłowie Koalicji Obywatelskiej. We wtorek byli ponownie, zapowiedzieli również jutro. Czy to mogło mieć znaczenie?
To nie jest bez znaczenia, bo wiadomo, że wszystko jest pod kloszem ministra Kamińskiego. Być może służby doszły do wniosku, że dużej nie da się tego trzymać. Oczywiście nie mam złudzeń, że ta ekipa nie rozliczy go z tego, bo to sztandarowy minister, który własną piersią walczył z COVID-19. To pokazuje, jak łatwo można manipulować nami.

Sytuacja z pandemią jest coraz gorsza, a generała nie zmienia się na wojnie. To może wskazywać, jak poważna jest sprawa?

Tym bardziej tak świetnego. Sprawa musi być poważna, skoro wygląda na ewakuację łodzią ratunkową. Tu wszystko jest postawione na głowie, bo w sytuacji tego, co się dzieje w kraju, mam na myśli epidemię, stan gospodarki, światowy kryzys itd., opozycja ma rolę do spełnienia, ale to drugorzędna sprawa, co zrobi teraz Borys Budka. Natomiast

czy minister zdrowia, lekarz zostanie teraz wymieniony na kogoś, kto będzie miał pojęcie i dobrze walczył z COVID-em, już jest sprawą nas wszystkich.

Skoro przy opozycji jesteśmy, to proszę mi wytłumaczyć, jak to możliwe: PiS składa projekt, przegłosowuje go razem z opozycją, ale to na tych drugich spada największa krytyka. Mało tego, to opozycja zablokowała zmiany w Senacie, gdzie senatorowie PiS głosowali nadal za.
To jest akurat bardzo proste pytanie, jeżeli chodzi o wizerunek i marketing polityczny. PiS ma tak wychowanych wyborców, że są w stanie przyjąć każdą woltę w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego – nie sięgając daleko przypomnę tylko koalicję z Giertychem i Lepperem. Wydawało się to tak abstrakcyjne, a miało miejsce. Gdyby w poniedziałek Jarosław Kaczyński powiedział, że zostaje liberałem i musimy zbliżyć się do Europy bardziej, to jego wyborcy pokiwaliby głowami z akceptacją. Gdyby powiedział, że tęczowa flaga to symbol jedności Chrystusa z Bogiem, to też by to łyknęli.

Oczywiście tego typu wyborcy w kryzysowych, kluczowych sytuacjach ścinają swoich władców. To zasada, że jak kocham, to na zabój, a jak nienawidzę, to do końca.

Ponieważ są ogłuszeni benefitami w stylu 500 plus, a tego często nie uwzględnia się w marketingu politycznym, a oczywiście to przebija czasem, tylko jest mylnie moim zdaniem interpretowane – tzw. godność. Ludzie mają godność, jak mają co włożyć do garnka i nie chodzą w podartych spodniach. Naprawdę ciężko jest to przebić, tym bardziej, że ludziom poprawa ich losu kojarzy się z PiS-em. To nie jest tak łatwo przeliczalne czy policzone, że te 1000 zł więcej oznacza wakacje czy lepsze zakupy; to coś więcej.

Rozumiem, ale najbardziej dostało się Koalicji Obywatelskiej, choć „za” głosowały wszystkie opozycyjne partie. Dlaczego?
Bo wyborcy Koalicji musieli odreagować porażkę w wyborach prezydenckich i najprościej to zrobić właśnie w taki sposób. Proszę zwrócić uwagę, że teraz jest „dobry Trzaskowski” i „zły Budka”, tylko umknęło chyba wyborcom, że Budka jest przewodniczącym, a Trzaskowski wiceprzewodniczącym. Przyznam, że dawno nie widziałem czegoś takiego w wykonaniu PO, chyba od czasu ośmiorniczek, chociaż tamten kryzys był lepiej zarządzany. W tym przypadku można było przewidzieć jakąś reakcję. Oczywiście nie wszystko i jak teraz widzę moich kolegów i koleżanki od marketingu, którzy mądrzą się, że ten kryzys i kubeł zimnej wody czy nawet pomyj można było przewidzieć, to szczerze wątpię. Natomiast nie trzeba być znawcą, żeby przewidzieć, że będzie negatywny oddźwięk.

Po pierwsze, bo z PiS-em, po drugie, bo pieniądze, po trzecie, że sprawa przeprowadzona została trochę „po kryjomu”.

Co nam to mówi o elektoratach?
Wyborcy opozycji, a w szczególności KO są bardziej wymagający, jeżeli chodzi o standardy. Po drugie, przyznać trzeba, że nie było to zbyt dobrze wytłumaczone, zupełnie jak w przypadku bojkotu wyborów przez Małgorzatę Kidawę-Błońską. Tu komunikat poszedł prosty – zagłosowali za, więc są tacy sami jak PiS. Do tego jeszcze w przededniu kryzysu, który zabija małych przedsiębiorców, którzy umierają w ciszy, a to jest przecież główny elektorat Platformy.

Marszałek Terlecki dorzucił jeszcze do pieca opowiadając, że to był pomysł opozycji. Skuteczna strategia?
Działania danej partii ocenia się przez działania innej partii. Dopiero po głosowaniu w Senacie, czyli kiedy Borys Budka zebrał już wszystkie możliwe kuksańce, wyzwiska, kiedy senatorowie PiS zagłosowali za podwyżkami, marszałek Terlecki wyszedł do dziennikarzy i zaczął to prześmiewać, tłumaczyć, że to opozycja. To był komunikat tylko do jednego człowieka – Jarosława Kaczyńskiego.

Jestem gotowy się założyć, że najpierw Terlecki zameldował, że zadanie wykonane, a teraz trzeba było powiedzieć, że jednak są przeszkody.

Proszę zobaczyć – PiS po prostu przegrał głosowanie w Senacie i Terlecki musiał po prostu wytłumaczyć to przed prezesem. Sądzę też, że prezes stwierdził, że nie ma co walczyć dalej, bo rząd i partyjni działacze i tak się „wyżywią”. Proszę zobaczyć, jak szybko PiS się wycofał. Dawno już nie widzieliśmy tak wyraźnego cofnięcia się partii rządzącej. Tym bardziej, że można było odczekać, sprawę załatwić w Sejmie, jest jeszcze prezydent, który też mógł zadziałać i uwalić, mówiąc kolokwialnie. O tym, że to był przekaz do Kaczyńskiego, świadczy też wplątanie w sprawę Tuska. Przyznam, że trochę mnie to ubawiło, bo czasem straszy się dzieci czarownicami czy smokami, a tu Tusk występuje w roli czarnego luda, który przyjdzie i coś ci zrobi. Ciekawe, że jego dawni koledzy sami mają do niego pretensje za ten ostry wpis, że zamiast zadzwonić to pisze w mediach, żeby opozycja się ogarnęła.

Nawet ostrzej. Taka opozycja nie ma racji bytu – napisał Tusk.
To jest akurat gra polityczna na inne ugrupowanie, bo to rodzi konsekwencje. Tusk potrafi to robić, ma wyczucie i wie, kiedy. Przypominam, że

gdy opuścił Unię Wolności, to ta w ciągu roku skonała.

Liczy na ruch Trzaskowskiego?
Tego nie wiem, ale wydaje się, to możliwe. Trzaskowski też ma zresztą swoje problemy, bo na razie oprócz zapowiedzenia daty niewiele się dzieje. Wszyscy się zgadzamy, że wybory prezydenckie nie były równe, do końca uczciwe i sprawiedliwe, tylko to hasło we wrześniu przestanie już działać. Ta jajecznica z tych rozbitych jajek została już zjedzona, nawet patelnia jest już umyta. Jeżeli tu się nic nie wydarzy, to w to miejsce za chwilę wejdzie Hołownia, który już się grzeje, żeby powiedzieć  – patrzcie, jedna partia, PO-PiS, są siebie warci.

Jakie straty wizerunkowe poniesie opozycja i czy da się to drobić?
Oczywiście da się to wszystko odkręcić, tylko potrzebna jest ogromna determinacja. Pierwszego wrażenia nie da się zrobić po raz drugi, a złego wrażenia nie da się łatwo zatrzeć. Bardzo sensownie sytuację tłumaczy Izabela Leszczyna, Paweł Kowal również. Tylko może warto to było zrobić przez głosowaniem, bo inaczej opozycja daje się ogrywać. Widziałem tłumaczenia Tomasza Siemoniaka, sensowne, ale również za późno.

Można powiedzieć opozycji, aby uczyła się od PiS-u.

Dziesięć lat temu PiS nie wiedział, jak reagować na kryzysowe wystąpienia Kaczyńskiego, ale w końcu zatrudnili fachowców, zrobili badania, nauczyli się, jak rozgrywać, a nie być rozgrywanym. Dziś polityka potrzebuje profesjonalizmu, a nie pospolitego ruszenia, chociaż my, Polacy, bardzo takie lubimy.

Czyli nie idee, a marketing?
Absolutnie tak. Dziś niewiele trzeba i można wykreować polityka z 10. rzędu na prezydenta. To niestety rzutuje i świadczy o całej naszej klasie politycznej.

A bardziej o nas samych?
Oczywiście, każdy próbuje się pozycjonować jako ten lepszy, ale nie o to chodzi. Jesteśmy dość jednolitym narodem i to nie krasnoludki sikają nam do mleka, tylko my sami.


Zdjęcie główne: Janusz Cieszyński i Łukasz Szumowski, Fot. Flickr/KPRM/Adam Guz; zdjęcie w tekście: Mirosław Oczkoś, Fot. Flickr/Fryta 73, licencja Creative Commons

Reklama