Reklama

Skoro takim “strasznym” językiem posługiwali się politycy u Sowy podczas prywatnych rozmów, dodajmy – podsłuchiwanych, to wolałbym, żeby wicepremier Sasin nie mówił, że coś “pierdyknęło”, bo to jest język, który właśnie był piętnowany. Podobnie ze słowami “ruski węgiel”. To poziom podwórkowy, którego politycy, szczególnie w randze wicepremiera, powinni unikać – mówi nam ekspert od marketingu politycznego dr Mirosław Oczkoś, oceniając pierwszą wyborczą debatę, która odbyła się we wtorek w TVP. Pytamy o to, kto wypadł najlepiej, a kto zmarnował szansę. – Chyba nikt nie ma złudzeń, że pan Sasin znał pytania, i to w dużo większym zakresie, niż przewidują ewentualne ustalenia sztabów. Tym bardziej mnie dziwi, że można się tak wyłożyć – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: Jakie ma pan pierwsze wrażenia po debacie?

MIROSŁAW OCZKOŚ: Po pierwsze to, jak zachowywał się prowadzący TVP, pozostawia wiele do życzenia… Co do polityków, to warto zwrócić uwagę, że był to pierwszy szereg, ale jednak lider był tylko jeden – Władysław Kosiniak-Kamysz. Zadziwiające są jeszcze dwie rzeczy. Ciągle jesteśmy słabi w debatach. Po drugie, nie rozumiem tych tłumaczeń, że trudno zrobić debatę z kilkoma uczestnikami, kiedy w Stanach Zjednoczonych demokraci zorganizowali debatę z kilkunastoma uczestnikami w ramach prawyborów. Rozumiem, że u nas to gorzej idzie, bo nikt nas tego nie uczy, w szkole nie ma debat “oksfordzkich” i uczestnicy jadą z tego, z czego mogą, czyli z siebie. Czasami to jest żałosne, czasem wychodzi lepiej.

Przedstawiciel PiS był bardzo dobrze przygotowany. Przypadek?
Chyba nikt nie ma złudzeń, że pan Sasin znał pytania, i to w dużo większym zakresie, niż przewidują ewentualne ustalenia sztabów. Tym bardziej mnie dziwi, że można się tak wyłożyć. Oczywiście mówił pięknie o 500 Plus, ale zaraz wlazł sam na minę, opowiadając o wspaniałej służbie zdrowia, gdy wiemy, że dziś zamknięto odział ginekologiczny w Zakopanem, bo nie ma lekarzy.

Reklama

Jest takie powiedzenie, że jak beduin ma pecha, to i na pustyni zaatakuje go niedźwiedź polarny – i to do sytuacji pana Sasina idealnie pasuje, tym bardziej, że za chwilę opowiadał o tym, jak to rolnictwo rozkwitnie za drugiej kadencji PiS-u, a my wiemy, że dziś pan Wojciechowski nie najlepiej poradził sobie w Brukseli.

Reszta kandydatów poradziła sobie?
Tam nikt nie wykroczył poza swoją strefę komfortu. Niezłym pomysłem była wypowiedź Budki o stronie “100 afer PiS”, która została odpalona właśnie podczas debaty. Rzeczywiście to dobry pomysł i ktoś to nieźle wymyślił.

I był gadżet – rachunek za leki dla dziecka.
To prawda, i gadżety się w polskiej polityce zazwyczaj sprawdzają. Podobno było zamieszanie z flagą, którą miał na stoliku Jacek Wilk, która nie została uzgodniona z organizatorami debaty. Zresztą ciekawe, że podczas rundy o rolnictwie Wilk, który wszedł do Sejmu z list Kukiz 15, zacytował Witosa. Przypomnę, że dziś startuje z Konfederatów.

Kosiniak-Kamysz jako jedyny próbował wykorzystać sytuację, która zawsze jest kłopotliwa, czyli śmierć ojca premiera. Przyznam, że się dziwię, ogólnie wypadł słabo, czemu też się dziwię, bo szef ludowców zazwyczaj dobrze radzi sobie w takich przestrzeniach.

Skoro jesteśmy przy śmierci Kornela Morawieckiego, to czy strona rządowa próbuje to wykorzystywać?
To jest kuszące, chociaż w kontekście śmierci to słowo brzmi paradoksalnie. My Polacy zawsze stajemy po stronie słabszych, cierpiących, bitych itd. Pytanie, co się stanie dalej w tym temacie, bo jednak jest jeszcze kilka dni do wyborów, w tym 10 dni kampanii. Tu można przeszarżować. Przypominam, że początkowo katastrofa smoleńska nie działała. Prawdą też jest, że PiS nie ma oporów w takich sytuacjach. To widać w wystąpieniach liderów prawicy, że nie zawahają się użyć żadnych argumentów. Od kabaretowych, jak słowa pana Kaczyńskiego, że “zbudowaliśmy demokrację”, poprzez stwierdzenia, które chyba są dla ludzi, którzy nie czytają niczego i nic nie wiedzą, jak słowa, że “wprowadzimy darmową służbę zdrowia” – może warto powiedzieć prezesowi Kaczyńskiemu, że to jest zapisane w konstytucji – po zapowiedź, że premier przerwie kampanię i pogrąży się w żałobie do czasu pogrzebu.

Premier poinformował wszystkich, że ostatnie słowa jego ojca były o Polsce.
Tak, a gdy stan zdrowia był już bardzo zły, to na wniosek premiera prezydent oznaczył Kornela Morawieckiego Orderem Orła Białego. Przyznam, że to dwuznaczne i mam z tym kłopot. Do tej pory Kornel Morawiecki nie był rozliczony ze spraw prywatnych. Oczywiście to bardzo szlachetne, że jego ostatnie słowa były o Polsce, ale biografowie wiedzą, że Kornel Morawiecki nie wychowywał swoich dzieci, ponieważ miał inna panią w międzyczasie.

Strona liberalna mówi “nic nam do tego”, bo tak się życie ułożyło, ale jak wykorzystuje to strona, która ma wypchaną gębę frazesami o moralności, “Bóg, honor, ojczyzna”, a mąż, żona i dzieci to prawdziwa rodzina, to ktoś w końcu zwróci na to uwagę. Pytanie, czy druga strona będzie chciała takie sprawy wyciągać, bo PiS nie sądzę, aby miał jakieś skrupuły na ich miejscu.

Opozycja, gdyby chciała, mogłaby też rozprawić się z katastrofą smoleńską, ale najwyraźniej nie chce tego robić. Przecież są dokładne raporty, mamy wszystkie dane, sprawa jest zbadana. Tymczasem proszę zwrócić uwagę, że katastrofa nie występuje w kampanii w ogóle. Macierewicz jest schowany, nie ma żadnej komisji i podkomisji. Tylko opozycja tego tematu nie rusza.

Wróćmy do debaty. Co z niej zapamiętamy?
To, że się odbyła, bo nic specjalnego raczej się nie wydarzyło. Może poza pikietą przed telewizją, że “TVP kłamie”. Co mnie uderzyło, to fakt, że

język nam strasznie zubożał.

Oczekiwałbym, że skoro takim “strasznym” językiem posługiwali się politycy u Sowy podczas prywatnych rozmów, dodajmy – podsłuchiwanych, to wolałbym, żeby wicepremier Sasin nie mówił, że coś “pierdyknęło”, bo to jest język, który był właśnie piętnowany. Podobnie ze słowami “ruski węgiel”, to podobny poziom, którego politycy powinni unikać, bo to język raczej podwórkowy. Powiem szczerze, że mnie to razi.


Zdjęcie główne: Mirosław Oczkoś, Fot. Facebook/TVIP

Reklama