Reklama

Rząd zauważył, że jemu ten strajk po prostu się opłaca. Nastroje społeczne zmieniają się na niekorzyść nauczycieli – dlaczego tak się staje, to inna sprawa – ale za chwilę może się okazać, że większość społeczeństwa będzie przeciwko nauczycielom i rząd tylko na tym zyska – mówi nam dr hab. Marek Migalski, politolog. Ale dodaje: – Pochodzę z nauczycielskiej rodziny, sam jestem w jakimś sensie nauczycielem, mam przyjaciół nauczycieli w szkołach podstawowych i średnich i z tego, co do mnie dociera, wynika, że nauczyciele są zdeterminowani. O ile PiS-owi to się opłaca, o tyle nauczyciele są psychologicznie zdeterminowani, co nie zapowiada końca tego protestu, tym bardziej, że w Polsce nie ma żadnej instytucji, do której można by się odwołać jako do mediatora.

JUSTYNA KOĆ: Po czwartkowych rozmowach rządu z nauczycielami chyba już nikt nie ma wątpliwości, że rząd idzie na przeczekanie i wykrwawienie się protestu.

MAREK MIGALSKI: Miałem wątpliwości w tej sprawie do tego spotkania. Natomiast propozycja, która została przedłożona związkowcom, czyli de facto podniesienie pensum o 10 proc. i pensji o 10 proc., jest niepoważna i była to propozycja, która musiała doprowadzić do fiaska rozmów. Dla politologa najważniejsze jest, dlaczego tak się dzieje. W moim przekonaniu rząd zauważył, że jemu ten strajk po prostu się opłaca. Nastroje społeczne zmieniają się na niekorzyść nauczycieli – dlaczego tak się staje, to inna sprawa – ale za chwilę może się okazać, że większość społeczeństwa będzie przeciwko nauczycielom i rząd tylko na tym zyska. Po drugie, wszystkie inne tematy, jak prawdopodobieństwo polexitu, zeszło na drugi plan, podobnie jak wszystkie afery rządu, zaniedbania, dwie wieże Kaczyńskiego, NBP. To wszystko odeszło w zapomnienie i rozmawia się tylko o sprawie nauczycieli. Trzeci powód jest taki, że jest to osobista zemsta na tym środowisku, bo można się domyślać, że większość nauczycieli głosowała przeciw PiS-owi, ponieważ jest dość jasna korelacja pomiędzy wykształceniem a brakiem poparcia dla PiS-u. Z tych trzech powodów

Reklama

rząd uznał, że w jego interesie jest prowadzenie tego sporu, bo jest dla PiS i władzy korzystny.

Mówi się, że opozycja zawrze pakt z nauczycielami, co pomogłoby im wyjść z tego strajku z twarzą. Trzeba przyznać, że nauczyciele nie są tu w łatwiej sytuacji i trudno im będzie zakończyć ten strajk.
Pochodzę z nauczycielskiej rodziny, sam jestem w jakimś sensie nauczycielem, mam przyjaciół nauczycieli w szkołach podstawowych i średnich i z tego, co do mnie dociera, wynika, że nauczyciele są zdeterminowani. O ile PiS-owi to się opłaca, o tyle nauczyciele są psychologicznie zdeterminowani, co nie zapowiada końca tego protestu, tym bardziej, że w Polsce nie ma żadnej instytucji, do której można by się odwołać jako do mediatora. Kiedyś taką role mógłby pełnić Kościół, dziś oczywiście już nie, bo tę rolę stracił. Kimś takim mógłby też być prezydent, ale dziś nikt nie traktuje prezydenta poważnie.

Trudno chyba traktować poważnie prezydenta, którego ministrowie własnego rządu nie traktują poważnie?
I też on sam nie traktuje się poważnie. Przypomnę, że prezydent w kwestii nauczycieli zrobił już trzy rzeczy. Po pierwsze, zaproponował, aby koszty uzyskania przychodu były takie jak u naukowców, czyli 50 procent. Tylko że w ciągu 24 godzin rząd go wyśmiał i powiedział, że jego propozycja nie jest nawet brana pod uwagę. Później zaproponował, że użyczy Belwederu na obrady okrągłego stołu, czyli zaprezentował się jako deweloper, a po trzecie – wysłał żonę do negocjowania z Jarosławem Kaczyńskim.

Dotarła ostatnio informacja, że Agata Duda jeździła na Nowogrodzką w sprawie nauczycieli, co oznacza, że on ośmieszył nie tylko siebie, ale i urząd prezydenta, instytucję, która mogłaby wkraczać w takich dramatycznych momentach, aby zapobiec politycznemu czy społecznemu kryzysowi.

Nie ma zatem kogoś takiego, do kogo obie strony mogłyby się odwołać i zaufać, że ta mediacja przyniesie efekt. Zwłaszcza gdy jedna za stron uważa, że zawarcie kompromisu jest nie w jej interesie.

Nauczyciele powiedzieli jasno, że propozycja rządu to prowokacja, natomiast szef oświatowej “Solidarności”, Ryszard Proksa, który podpisał wcześniej porozumienie, ocenił propozycję rządu jako nie do zaakceptowania. Pan Proksa sam się pogubił, po której jest stronie?
Problemem pana Proksy jest to, że członkowie jego związku są innego zdania, niż on. Duża część działaczy oświatowej “Solidarności” uznała, że podpisując porozumienie z rządem, zdradził ich interesy. Być może dziś pan Proksa walczy o swój stołek i próbuje z jednej strony przypodobać się rządzącym, do których tak naprawdę należy jako radny PiS, z drugiej przypodobać się swoim członkom, których reprezentuje i z których składek żyje. Czyli “Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”, tylko tego typu szpagat jest niewygodny, a pan Proksa nie wygląda na akrobatę, więc może się to zakończyć jakąś kontuzją.

Polska po raz trzeci z kolei spadła w rankingu wolności mediów Reporterów bez Granic. Zajmujemy 59. miejsce wśród 180 państw. Autorzy wskazują na zastraszanie polskich dziennikarzy procesami i nękanie ich przez państwowe media “zamienione w narzędzie propagandy”. To istotne także w kontekście nauczycieli, bo media “publiczne” stały się istotnym elementem walki z nauczycielami. Było źle, jest gorzej?
Jest pozytywny aspekt w tej sprawie. W środę prasa doniosła, że w Rosji jest pomysł, aby wiadomości wieczorne odczytywały roboty, a myśmy na to wpadli już trzy lata temu. Może jest tak, że w rankingach wolności prasy spadamy, ale za to wyprzedziliśmy Rosjan przynajmniej o trzy lata w kwestii zatrudnienia robotów do odczytywania wiadomości?

A serio –

jestem od dłuższego czasu zwolennikiem tezy, że ta tępa propaganda mediów rządowych nie służy PiS-owi, bo większość osób zniechęca.

Ci, na których może to podziałać, i tak już są wyborcami PiS-u. Te media i “dziennikarze” obsługują żelazny elektorat, ale ten elektorat ma to do siebie, że nie trzeba mu nic dostarczać, oprócz okazji do zagłosowania.

Wielu innych te media po prostu obrażają i uważam, że jedną z najsilniejszych emocji anty-PiS jest chęć, aby ci pisolubni funkcjonariusze medialni zniknęli im z oczu. To trochę jak w 1989 roku, kiedy jedną z emocji społecznych, skłaniających do głosowania przeciw komunistom, była niechęć do dalszego oglądania Jerzego Urbana. Podejrzewam, że tu może być podobny efekt, tym bardziej, że są to media opłacane z naszych pieniędzy z budżetu państwa, a jeszcze ostatnio zostały dofinansowane ekstra grubo ponad miliardem złotych. Działalności mediów publicznych nawet nie można nazwać manipulowaniem, tylko bezczelnym kłamaniem i obrażaniem kolejnych ludzi i kolejnych grup społecznych. Zresztą podejrzewam, że z “dziennikarzami” mediów publicznych będzie podobnie, jak z Anthonym Hopkinsem, który po zagraniu Hannibala Lectera opowiadał, że ludzie prawie mdleli ze strachu na jego widok na ulicy.

“Dziennikarze” mediów rządowych przed długie lata będą ponosić konsekwencje swojego zachowania, a ludzie będą pluli im na buty.

Czytałam ostatnio analizę, że gdyby te ponad 40 mld zł, które PiS przeznaczy na “piątkę Kaczyńskiego”, przekazać na służbę zdrowia, to Polska z szarego końca wskoczyłaby na średni poziom krajów Unii pod tym względem. Rząd tego nie wie czy nie rozumie?
Dylematem każdego rządu jest to, w którą stronę przyciągnąć przykrótką kołdrę, bo ona zawsze jest przykrótka, czy to są Stany Zjednoczone, Finlandia, czy Polska.  Jedną z najważniejszych sztuk rządzenia jest umiejętność odpowiedniego podziału i w dużej mierze powinno to zależeć od programu ideologicznego partii. W zależności od tego, czy wybieramy chadeków, socjaldemokratów czy liberałów, te priorytety powinny być oczywiste i jasne. I w tym nie ma niczego złego, że konkretne partie z powodów ideologicznych obsługują te, a nie inne grupy społeczne. W przypadku PiS to jest połączenie prosocjalnego programu – i mają do tego prawo – z kalkulacją czysto polityczną.

Poprawa służby zdrowia byłaby zasługą “państwa”, natomiast ci, którzy dostają bezpośredni transfer społeczny, myślą, że dostali prezent od Jarosława Kaczyńskiego. Dlatego to jest nazywane “Jarkowym” albo “piątką Morawieckiego”, aby ludzie wiedzieli, kto im to dał.

To oznacza, że PiS staje się bezideową partią władzy?
I tak, i nie. Stał się partią władzy, ale tam jednak jest jakaś ideologia. Czasem nawet narzekamy, że jest tej ideologii za dużo, jak np. w przypadku handlu w niedziele. Sondaże coraz bardziej pokazują, że to się Polakom nie podoba, ale rząd z powodów ideologicznych uważa, że trzeba ludziom wyregulować życie rodzinne i religijne. Zatem to oznacza, że PiS nie stał się bezideową partią władzy, a to byłoby nawet dobre, bo oznaczałoby, że spełniają oczekiwania społeczne, aby zostać u władzy. PiS jest zideologizowany, bo oprócz pragnienia pozostania u władzy Jarosław Kaczyński ma konkretny pomysł przemielenia czy przeorania świadomości Polaków, tak aby ich stworzyć na własną modłę, tego, co ma w głowie.

To jest moim zdaniem znacznie gorsze, bo

cyników obawiam się o wiele mniej, niż ideologów. Z cynikami zawsze można się dogadać, z fanatykami rozmowa jest kłopotliwa.

Czarne chmury zebrały się nad Robertem Biedroniem. Jeden z tabloidów donosi o bardzo niemoralnych i brzydkich zachowaniach, których lider Wiosny rzekomo miał się dopuścić niespełna 20 lat temu. Chwyt poniżej pasa?
Właśnie jesteśmy świadkami najbrutalniejszego ataku w tej kampanii wyborczej – przypomnienia rzekomej przemocy wobec matki sprzed 19 lat. To dobitnie pokazuje, że w polityce nie bierze się jeńców, tutaj wszystkie środki i chwyty są dozwolone, choć nie sądzę, by za cyngiel pociągnięto na Nowogrodzkiej. Zresztą sondaże pokazują, że Biedroniowi powoli, ale konsekwencje maleje poparcie, pytanie, czy przed 26 maja to poparcie zatrzyma się powyżej 5 proc., czy nie. To też pokazuje, że w Polsce obecnie przyśpieszyły procesy polityczne. Odpalenie inicjatywy w lutym – okazuje się – było przedwczesne. Jesteśmy dopiero dwa miesiące później, a już postrzegamy ją jak coś starego, nieatrakcyjnego, zgranego. Dużą rolę odgrywają tu social media, gdzie jesteśmy ciągle atakowani przez nowe bodźce, a politycy oczywiście dbają o to, aby jak w MTV, dużo i szybko się działo.


Zdjęcie główne: Marek Migalski, Fot. Wikimedia Commons, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.