Reklama

– To nawiązanie do złych doświadczeń PRL, gdzie tak naprawdę łamanie sumień sędziowskich odbywało się nie na etapie rozmów komitetu wojewódzkiego z poszczególnymi sędziami, ale właśnie za pośrednictwem politycznie wybranych prezesów – mówi nam konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego, dr Ryszard Balicki, komentując podpisanie przez prezydenta ustawy o ustroju sądów powszechnych. Pytamy też, jak powinny wyglądać projekty, nad którymi pracuje prezydent, i czy zmiany w ogóle są potrzebne.

Justyna Koć: Co zmienia ustawa o sądach powszechnych, którą podpisał prezydent? Czy niezależne sądownictwo jest nadal zagrożone?
Ryszard Balicki:
Tak, ta ustawa niesie również zagrożenia w zakresie funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Jest zarzut niekonstytucyjności w zakresie naruszania niezależności wymiaru sprawiedliwości. Ta ustawa pozwala w ciągu 6 miesięcy wymienić ministrowi sprawiedliwości, który jest przecież jednocześnie prokuratorem generalnym, wszystkie osoby kierujące sądami – prezesów i wiceprezesów sądów. W późniejszym czasie będzie też mógł wnosić o odwołanie bez szczegółowego uzasadnienia. To jest ta podstawowa wątpliwość, na którą zwraca się uwagę, analizując tę ustawę.

Dlaczego tak niebezpieczne jest mianowanie prezesów przez ministra?
Problem polega na tym, że prezes sądu nie pełni tylko funkcji zarządzającej sądem jako organizacją. Mimo wszystko jest to także przełożony sędziów, którzy pracują, w związku z tym powstaje mniej sformalizowana forma presji wywieranej przez prezesów. Szczególnie istotne jest nawiązanie do złych doświadczeń PRL, gdzie tak naprawdę łamanie sumień sędziowskich odbywało się nie na etapie umownych rozmów komitetu wojewódzkiego z poszczególnymi sędziami, ale właśnie za pośrednictwem politycznie wybranych prezesów. To nawiązanie do tej złej tradycji, niestety, w tej ustawie się pojawia. Istnieje niebezpieczeństwo, że pan

minister sprawiedliwości, prokurator generalny będzie wybierał prezesa, kierując się właściwie tylko sobie znanymi kryteriami, a co gorsze – będzie mógł go odwołać, kiedy tylko prezes nie spełni tych kryteriów ministra.

Te kryteria nie są zobiektywizowane i to jest to ryzyko. Te dwie ustawy, które pan prezydent zawetował, w sposób oczywisty i niejako automatycznie demolowały cały system ustroju Rzeczpospolitej, ta trzecia ustawa też jest groźna, ona będzie działać niejako po cichu i przez dłuższy czas.

Reklama

Opozycja zapowiada obywatelski monitoring zmian w sądach po wejściu w życie ustawy, myśli pan, że to ma sens?
Wydaje mi się, że tak, zwłaszcza że te ostatnie dni wykazały bardzo silne zaangażowanie społeczeństwa. Obudziło się społeczeństwo obywatelskie i to jest coś, co należy docenić i potraktować z szacunkiem i uznaniem. Taka społeczna kontrola, również tych zmian, które mają następować w wymiarze sprawiedliwości, jest bardzo potrzebna, bo politycy nie dotrą wszędzie.

Warto żeby te środowiska, które rodziły się na “spacerowych marszach”, były w stanie dopilnować tego, co będzie się działo w ramach nowych kompetencji, które uzyska pan minister Ziobro.

PiS się chwali, że udało im się opracować doskonały algorytm przydzielania spraw losowo, więc nie będzie sterowania.
Losowe przydzielanie spraw już miało miejsce w sądach. Jeden z zarzutów do tej ustawy, który się podnosi, to także próba wywłaszczenia producentów programów komputerowych, które służyły do losowania spraw. Nie trzeba odkrywać Ameryki na nowo. System losowy funkcjonował, należy zadbać tylko, aby on był wdrożony we wszystkich sądach i aby funkcjonował w sposób należyty. Proszę jednak pamiętać, że system jako zasada generalna to jedno, natomiast wyjątki to drugie, a w ustawie pojawiają się wyjątki, które mogą stanowić łatwość obejścia systemu losowego.

Jakie?
Przede wszystkim możliwość przekazywania spraw do sędziów pełniących dyżur.

Opozycja i prezydent zapowiadają prace nad ustawami, które mają zreformować sądownictwo. Jak one powinny wyglądać?
Po pierwsze, musimy sobie uświadomić, że zasady prawidłowej legislacji są znane od dawna i po prostu należy je stosować. Po drugie,

ważne kwestie natury ustrojowej nie mogą być wrzucane w nocy, z zaskoczenia, bez analiz, bez dyskusji, bez rozmowy ze środowiskiem zainteresowanych. I bez poinformowania prezydenta.

A czy zmiany w prawie o Sądzie Najwyższym są potrzebne?
Żartobliwie bym powiedział, że jeśli chodzi o same zmiany, które mogą być projektowane w przypadku Sądu Najwyższego, to paradoksalnie zgadzam się ze stanowiskiem pana posła prokuratora Piotrowicza, który jakiś czas temu, przy analizie sprawozdania Pierwszego Prezesa SN, same hymny pochwalne o SN wygłaszał. Jak to szybko i sprawnie SN pracuje… I to jest prawda. Średni czas załatwiania spraw w Sądzie Najwyższym to 7 miesięcy. To jest naprawdę dobry wynik. Co do zmiany funkcjonowania SN, nie widzę takiej potrzeby. Oczywiście można prowadzić prace studyjne,

należałoby zapytać z jednej strony pełnomocników procesowych, z drugiej strony sędziów SN, jakie elementy należałoby ewentualnie zmienić, żeby usprawnić działanie.

A jeżeli chodzi o ustawę o KRS?
Jeżeli chodzi o KRS, to zmiany mogłyby zaistnieć, jeżeli chodzi o sposób wyboru sędziów-członków KRS, ale przy zachowaniu podstawowej zasady, że to dalej jednak sędziowie będą mieli wpływ na swoich przedstawicieli. Moim zdaniem, dyskusja, jaką większością posłowie mają wybierać swoich przedstawicieli, nie jest nam potrzebna. Czy to będzie upolitycznienie na poziomie zwykłej większości, czy 3/5, czy 2/3 – nie zmienia to zasady podstawowej, że dojdzie do upolitycznienia i procedur wyboru, i samych kandydatów do KRS.

Można się zastanowić,

czy nie należałoby w jakiś sposób zmodyfikować procedur wyborczych, aby również sędziowie niższych sądów mieli swoich przedstawicieli,

ale to element pewnej dyskusji; to nie są zmiany, które muszą następować w najbliższym czasie.

Czy w ciągu 2 miesięcy można przygotować sensowny projekt w tak poważnej kwestii, jak reforma sądów?

Tak, przy założeniu, że wiemy, co chcemy zmieniać, jakie kwestie powinny być zmienione, bo analiza stanu rzeczywistego jest najbardziej pracochłonna. Musimy ustalić stan faktyczny i stan pożądany, i dopiero wówczas przygotowywać projekt zmian.


Zdjęcie główne: Mała sala rozpraw Trybunału Konstytucyjnego, Fot. Adrian Grycuk, licencja Creative Commons

Reklama