Reklama

Platforma Obywatelska i Nowoczesna ogłaszają koalicję przed wyborami samorządowymi. – Podjęliśmy, wspólnie z przewodniczącą Katarzyną Lubnauer, decyzję o budowie koalicji PO-Nowoczesna na tegoroczne wybory samorządowe – mówił w Sejmie lider PO Grzegorz Schetyna. Koalicja ma objąć na razie wybory do sejmików wojewódzkich. – To może przynieść realne korzyści – komentuje dr Anna Materska-Sosnowska, politolog z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. I dodaje: – Platforma bez Nowoczesnej w wyborach samorządowych jakoś sobie poradzi. Nowoczesna bez PO sobie nie poradzi, bo jej struktury są dużo słabsze, notowania też są słabe.

Zjednoczona opozycja

– Podjęliśmy decyzję o budowaniu koalicji wyborczej na wybory samorządowe – te wybory do sejmików, które są solą tych wyborów, są czymś najważniejszym, bo piszą mapę polityczną polskich województw – tłumaczył Grzegorz Schetyna. – Chcemy pokazać, że praca ma sens i jesteśmy w stanie odłożyć wszystko, co nas dzieli. Zdając sobie sprawę z różnic, chcemy podkreślić, że ważna jest wspólnota – mówiła Katarzyna Lubnauer, szefowa Nowoczesnej.

Dwie największe opozycyjne partie parlamentarne zdecydowały się na koalicję, by zatrzymać PiS i zachowując odrębność programową przedstawić wspólne rozwiązania polityczne dla samorządu lokalnego.

– Jesteśmy zdecydowani na współpracę, jesteśmy przekonani, że to jest droga, która połączy nasze ugrupowania, odpowie też na oczekiwania wyborców naszych partii, a także da nam szansę zbudować wspólny program – podkreślił lider Platformy.

Reklama

Zespół do prac

Wspólny program ma powstać podczas prac specjalnie powołanego zespołu. Ma on wypracować nie tylko wspólne minimum programowe, które jest potrzebne do późniejszej współpracy, ale też pracować nad wspólnymi listami. Zespół składa się z czterech członków, po dwóch z każdej partii. Nowoczesną reprezentować będą posłowie Witold Zembaczyński oraz Adam Szłapka, Platformę – Mariusz Witczak i Jacek Protas.

Partie nie wykluczają szerszej współpracy. – Priorytetem jest sejmik wojewódzki, bo to on stanie się papierkiem lakmusowym tego, jak wyglądają nastroje społeczne. W wielu innych miejscach będziemy się dogadywać również co do prezydentów, burmistrzów, będą to wspólni kandydaci także z PSL, a może nawet z SLD – mówiła Lubnauer.

Nowa formuła organizacji współpracy i minimum programowe ma powstać do połowy lutego.

Justyna Koć: Czy taki ruch może przynieść realne korzyści obu partiom?
Anna Materska-Sosnowska: To może przynieść realne korzyści. Oczywiście to dopiero początek, ale to, że takie oświadczenie i deklaracja dziś powstały, to ruch w dobrą stronę. Dodatkowo

jest to potwierdzenie linii działań poprzedniego przewodniczącego Nowoczesnej.

Co z tego wyjdzie, jeszcze długa droga przed nimi.

Te dwie partie mogą stworzyć trwałą koalicję?
Jednoczenie Platformy Obywatelskiej z Nowoczesną jest w miarę naturalne i oczywiste. Pytanie, czy uda się jeszcze kogoś wciągnąć w taką koalicję i jak będą układane te wspólne listy. Jak to będzie dogrywane z jednej strony, z drugiej strony – jak będzie to wyglądało dalej od Warszawy, bo im na niższym poziomie będą to uzgodnienia, tym mogą być większe problemy. Mogą, ale nie muszą, ponieważ

Nowoczesna nie ma poważnych struktur i zasobów, które ma Platforma.

Kto na tym bardziej zyskuje?
Platforma bez Nowoczesnej w wyborach samorządowych jakoś sobie poradzi. Nowoczesna bez PO sobie nie poradzi, bo jej struktury są dużo słabsze, notowania też są słabe. Przede wszystkim trzeba jednak pamiętać, że

przy takich okręgach, jakie mają być, i takiej metodzie przeliczania, jaka została zapowiedziana, to tylko blokowanie, czyli łączenie się w bloki, ma sens. Duże bloki dostają premię, a małe giną.

Czy zatem PSL dojdzie do tego porozumienia?
PSL ma trudny orzech do zgryzienia, dlatego że jest silne w samorządach i nie do końca mu się opłaca wejście w taką koalicję, jeszcze zależy, na jakim poziomie, ale jeżeli mówimy o miastach i sejmikach, to zdecydowanie nie.

Do tej pory PSL deklarował, że sam idzie do tych wyborów i ja im się nie dziwię. Jednak

jeśli chcieliby patrzeć całościowo na obraz opozycji, to zachęcałabym do jak najszerszego tworzenia wspólnych list.

Czy to ma znaczenie, że tych dwoje liderów mówiło tylko o koalicji na wybory samorządowe?
Tu bym się niczego nie doszukiwała, zresztą nie wiemy, czy powstał wspólny klub, czy jeszcze nie, wiemy, że są plany są, pojawiają się wspólne inicjatywy parlamentarne. Pierwszym takim naturalnym punktem jest niewątpliwie samorząd, po drodze będą jeszcze wybory do Parlamentu Europejskiego i dopiero parlamentarne.

Ogłaszanie dziś superkoalicji jest niepotrzebne. Zresztą byłoby to nienaturalne, a młodsza partia, czyli Nowoczesna, mogłaby wówczas zwinąć sztandary. To byłoby przedwczesne w moim przekonaniu.

Jeszcze kilka tygodni temu, po przejęciu władzy w partii, Katarzyna Lubnauer wycofywała się rakiem z porozumienia z PO, które jeszcze zawierał Ryszard Petru.
Myślę, że ona się nie wycofywała, a zareagowała po prostu bardzo nerwowo na decyzję podjętą przez poprzednika w ostatniej chwili, natomiast również pani Lubnauer, z tego, co wiemy, była przy tym stole negocjacyjnym i tamto porozumienie nie odbyło się za jej plecami. To była tylko zbyt nerowowa reakcja. A jeżeli nawet wówczas się wycofywała, a teraz zmieniła zdanie, to bardzo dobrze. Znaczy, że ochłonęła, policzyła, zastanowiła się i zmieniła decyzję. To tylko dobrze o niej świadczy.


Zdjęcie główne: Anna Materska-Sosnowska, Fot. YouTube/FundacjaBatorego

Reklama