Reklama

Wszyscy pracownicy sektora publicznego będą musieli składać oświadczenia majątkowe, wraz z informacją, do jakich organizacji oraz stowarzyszeń należą. Będą one dostępne w Internecie – taki zapis znajduje się w ustawie o jawności życia publicznego przygotowanej przez nadzorców służb specjalnych, Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Organizacje społeczne ostrzegają, że “to narusza prywatności i zabija aktywność”. Protestuje także RPO i przedsiębiorcy, bo obawiają się ingerencji w prywatny biznes. Także w największych graczy.

Nieoficjalnie wśród polityków opozycji słychać podejrzenia, że ustawa, wprowadzająca m.in. instytucję “sygnalisty”, czyli osoby, która informuje o nadużyciach, o korupcji w swoim miejscu pracy, może posłużyć ekipie PiS jako “wrota” do prześwietlania działalności wielkich graczy biznesu III RP, jak choćby J.W. Construction Józefa Wojciechowskiego czy najbogatszych biznesmenów, jak atakowany już przed laty Ryszard Krauze, Zbigniew Niemczycki czy Arkadiusz Muś, których sukces “rewolucja kulturalna” PiS mogłaby zaliczyć do “postkomunistycznego układu III RP”, który warto prześwietlić i rozbić.

Dość przypomnieć wypowiedź Musia z 2009 roku, kiedy w rozmowie z dziennikiem “Puls Biznesu” stwierdził, że jeśli Kaczyńscy i PiS wygrają wybory, sprzeda firmę i wyjedzie za granicę. “Mam nadzieję, że Bóg nas ponownie nie doświadczy, bo już nas raz ukarał rządami PiS-u, wszystko bym sprzedał i wyjechał z kraju. Naprawdę” – mówił miliarder. Była to reakcja na słowa ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który na jednym z wyborczych spotkań mówił: “nie wierzę w listy najbogatszych Polaków, (…) trzeba dokładnie sprawdzić kariery milionerów”.

Znając sposób działania PiS-u, wszystkie stare, rozwiane wówczas przegraną PiS obawy mogą być znów jak najbardziej uzasadnione i aktualne. Kontrola to drugie imię tej władzy.

Reklama

Życie prywatne pod kontrolą

Pod hasłem jawności życia publicznego rządzący chcą de facto wprowadzić jawność życia prywatnego. I to jest poważne zagrożenie. Chociaż rządzący tłumaczą, że chodzi o “wzmocnienie przejrzystości działania władz”, to trudno w to uwierzyć.

– Pytanie, czy ustawa zaproponowana przez ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego rzeczywiście zmierza w tym kierunku. Czy zamiast większej przejrzystości nie spowoduje większego bałaganu, nie mówiąc już o zagrożeniu bezpieczeństwa obywateli czy naruszaniu ich prywatności – tak mówił w rozmowie z wiadomo.co Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.

Inne pytanie brzmi: dlaczego wszyscy pracownicy sektora publicznego (od prezydenta, przez ministrów, sędziów, pracowników prokuratury, po kierowników bibliotek)? Po pierwsze, trudno będzie je sprawdzić, a po drugie – to o wiele za dużo. Oświadczenia mają być też publikowane w Internecie. – Jest niebezpieczeństwo, że ustawa może być nowym narzędziem wykorzystywanym politycznie. Jeśli tyle osób będzie się musiało publicznie spowiadać ze swojego majątku, to ktoś będzie mógł to później wykorzystywać do szykanowania, dyscyplinowania czy wręcz szantażowania – ostrzega Adam Bodnar. RPO obawia się, że wielu dobrych fachowców będzie rezygnowało z pracy w sektorze publicznym.

Poza tym obowiązywać będzie jednolity wzór oświadczenia majątkowego, w którym znajdują się m.in. innymi informacje o tym, do jakich należą “stowarzyszeń lub organizacji krajowych i międzynarodowych korzystających w swej działalności ze środków publicznych”. I nie chodzi tu tylko o zasiadanie we władzach tych organizacji, ale również o zwykłe członkostwo. – Informacje na temat członkostwa w stowarzyszeniach mogą zawierać dane wrażliwe o chorobach, preferencjach seksualnych i poglądach politycznych. Po co państwo ma wiedzieć, że ktoś należy na przykład do stowarzyszenia chorych na stwardnienie rozsiane? – pytał w TVN24 prawnik z Fundacji Panoptykon Wojciech Klicki.

Im więcej rządzący wiedzą o obywatelach, tym lepiej dla nich, ale tym gorzej dla nas.

Narzędzie walki z prywatnym biznesem?

Proponowane rozwiązania mające przeciwdziałać korupcji, zamiast ją ukrócić, mogą spowodować, że wiele spółek straci w ekspresowym tempie prezesów zarządu. Przed korupcją nie uchroni również nakładanie na firmy kolejnych biurokratycznych obowiązków. Jest jeszcze czas na opamiętanie – apeluje ekspert Marcin Rodzynkiewicz w rozmowie z dziennikiem “Rzeczpospolita”. Czy obawy niektórych polityków opozycji, że ustawa może mieć głębsze znaczenie dla wielkich graczy, są uzasadnione?

Dla przykładu: przywołana wcześniej spółka J.W. Construction może leżeć w zainteresowaniu układu rządzącego ze względu na swoją historię. Dość przypomnieć, że w latach 2001-2005 prezesem zarządu spółki była Barbara Blida. W późniejszych latach (do śmierci w 2015) w radzie nadzorczej zasiadał też m.in. Józef Oleksy. Pisowscy tropiciele wszechobecnego “układu” mogliby dobrać się do “czerwonej pajęczyny” – mówi się na sejmowych korytarzach – ze względu na stare resentymenty i potrzebę jakiekolwiek sukcesu. Niektórzy twierdzą, że ta ustawa może to po prostu ułatwić na znanej totalitarnej zasadzie “dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”.

Pytanie, czy rządzącym nie chodzi właśnie o możliwość ingerencji w prywatny biznes pod hasłem np. walki z korupcją. Ustawie o jawności życia publicznego stanowczo sprzeciwia się Polska Rada Biznesu. “Rozumiemy potrzebę kontroli wydatkowania pieniędzy publicznych, jednak nie może to dotyczyć prywatnych środków pochodzących z działalności gospodarczej tylko dlatego, że podmioty publiczne mają udział w kapitale zakładowym przedsiębiorcy” – możemy przeczytać w oświadczeniu PRB. Co ciekawe, już kilkuprocentowy udział Skarbu Państwa zmienia każdą spółkę prawa handlowego w “spółkę zobowiązaną”, poddaną specjalnemu nadzorowi. Czy to jest właśnie zapowiadane przez rządzących “nowe otwarcie” w polityce gospodarczej? Strach się bać.

Spółką zobowiązaną będzie na przykład podmiot, w którym 80 proc. akcji albo udziałów należy do właściciela prywatnego, a 20 proc. posiada w niej spółka stowarzyszona ze Skarbem Państwa. Jakie konsekwencje będą wynikać z tego, że spółka stanie się “zobowiązaną”? Piastun takiej spółki (czyli prezes, wiceprezes oraz członek zarządu) nie może być członkiem organu zarządzającego spółki prawa handlowego, członkiem rady nadzorczej lub organu kontrolnego spółki prawa handlowego, czy likwidatorem. Wielu prezesów biznesów rodzinnych może się zdziwić po wejściu w życie przepisów ustawy. Może to dotyczyć także najbogatszych Polaków, którzy prowadzą rozbudowane biznesy i kontrolują wiele spółek.

Walka z korupcją?

Każdy przedsiębiorca będący co najmniej tzw. średnim zobowiązany zostanie pod rygorem dotkliwych sankcji do wdrożenia i stosowania tzw. wewnętrznych procedur antykorupcyjnych. O co chodzi? Każde przedsiębiorstwo będzie musiało posiadać rozbudowany system środków organizacyjnych, kadrowych i technicznych, mających na celu przeciwdziałanie tworzeniu się “otoczenia korupcjogennego”. To, jak wiadomo, będzie sporo kosztować, co może zniechęcać do zakładania własnego biznesu, a same przepisy jeszcze nigdy tej choroby nie wyleczyły.

Ale rządzący poszli jeszcze dalej. Firma będzie mogła zostać obciążona drakońską karą pieniężną nie tylko w przypadku, kiedy pracownik zostanie prawomocnie skazany za korupcję, wystarczy sam fakt przedstawienia zarzutów! Konsekwencją tego będzie też odcięcie przedsiębiorstwa na pięć lat od sektora zamówień publicznych, a w praktyce dla wielu firm realizujących projekty przemysłowe i infrastrukturalne, będzie to oznaczać upadłość.


Zdjęcie główne: Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik, Fot. Flickr/P. Tracz/KPRM

Reklama