Reklama

“Telewizja polska odbudowuje wspólnotę aksjologiczną narodu polskiego” – oświadczył prezes TVP Jacek Kurski, otoczony bałwanami, betlejemskimi królami, kolędowymi turoniami, choinkami, bombkami i innymi akcesoriami narodowo-świątecznymi. Zainspirowani tak wysokim poziomem aspiracji prezesa TVP przyjrzyjmy się, na podstawie kilku przykładów, jak ową “wspólnotę aksjologiczną narodu polskiego” wprowadzają w życie ludzie prezesa.

Padły te wiekopomne słowa przy ulicy Woronicza, w bloku „B”, zwanym „pałacem Gargamela”, który jest efektem zmysłu estetycznego architekta Czesława Bieleckiego, niedoszłego warszawskiego Herostratesa i niedoszłego burzyciela Pałacu Kultury. Było “raz na ludowo”, jak za dawnych lat. Było PiS-owsko w treści, narodowo w formie.

W sosie własnym

Rozumiem najzupełniej, że skoro hordy PiS-owskie zajęły publiczną telewizję, to muszą swoje zagarnąć. Takie ich zbójeckie prawo. Skoro jednak TVP choćby tylko formalnie nosi miano telewizji publicznej, to nic by się nie stało, gdyby pozostawić politycznym oponentom tylko maleńki skrawek telewizyjnego pola. Przecież nawet niechętne obecnej władzy stacje telewizyjne zapraszają do audycji rozmaitych PiS-owskich pyskaczy i dziennikarzy niezłomnych.

Jednak ze strony TVP na taką przyzwoitość liczyć nie można. Owszem, TVP Info od czasu do czasu zaprasza kogoś z oficjalnej parlamentarnej opozycji (choć, broń Panie Boże, nie z zadżumionego Komitetu Obrony Demokracji), ale najczęściej stosowany schemat jest niezmiennie następujący: dwóch zwolenników władzy wspieranych przez prowadzącego i jeden oponent, możliwie najmniej dolegliwy. Uczciwy deal, nieprawdaż?

Ale już taki Jan Pospieszalski uważa, że “Warto rozmawiać” wyłącznie w gronie własnej ferajny (inna sprawa, że to wątpliwy honor być jego gościem), Bronisław Wildstein w swoim sobotnim “Południku” też pławi się w sosie własnym, a Anita Gargas wystarcza głównie sama sobie do pielęgnowania własnych obsesji w “Magazynie śledczym”.

Reklama

Transmisja do narodu

Na dokładkę, wspomniana wcześniej TVP Info stała się okienkiem transmisyjnym rozmaitych celebr – a to jakiejś mszy z udziałem Dudy Andrzeja, a to jakiegoś pogrzebu biskupa, a to jakiegoś capstrzyku poświęconego “bandytom przeklętym”. O “Salonie dziennikarskim” braci Karnowskich nie warto wspominać – tam tylko sami swoi.

Wolski puka “Wiadomościom” spod dna

A jednak jest pozycja, która o co najmniej dwie głowy bije to koszmarne tło. To główne wydanie “Wiadomości” o 19.30, dzieło – w pierwszym rzędzie – Marzeny Paczuskiej, szefowej, trojga usłużnych prezenterów: Danuty Holeckiej, Michała Adamczyka i Krzysztofa Ziemca, oraz emblematycznej reporterki dobrej zmiany, Ewy Bugały. Robione przez nich “Wiadomości” to kuriozum co się zowie, to jest coś, czego Polska jeszcze nie widziała, za to widziała Korea Północna.

Dziwię się zwłaszcza wspomnianej trójce prezenterów (bo oni dają swoje twarze, a twarz ma się tylko jedną), że nie mają wstydu, by współtworzyć tego propagandowego, pokracznego potworka PiS-owskiej propagandy. Żeby w tym uczestniczyć, trzeba nie mieć honoru nawet za grosz.

W okresie ponoworocznym schemat “Wiadomości” wygląda tak: grillowanie Mateusza Kijowskiego i KOD, fotka Joanny Szmidt z Ryszardem Petru w samolocie pokazywana nieustannie z epileptycznym uporem i zgodnie z goebbelsowską regułą rzucania błota aż się przylepi, dyżurne komentarze któregoś w PiS-owskich prawników i dziennikarzy wyklętych. Do tego porcja propagandy sukcesu gospodarczego i prognoza pogody. To gorsze niż “Dziennik Telewizyjny” w stanie wojennym, gdyż tamten przynajmniej od propagandy sukcesu był wolny.

“Wiadomości” chodzą po dnie i nawet nikt nie puka od dołu. Chyba że za pukanie od dołu uznać noworoczną szopkę autorstwa między innymi dyrektora telewizyjnej Dwójki Marcina Wolskiego, którego biografia, doprowadzona do naszych dni, godna jest umieszczenia w przegródce tematycznej “z życia płazów i glist”, że strawestuję jego słynną aluzję wobec Jurka Owsiaka.

Araby w służbie PiS

Na zakończenie tego wybiórczego rekonesansu po placach odbudowy “wspólnoty aksjologicznej narodu polskiego” jeszcze jeden tylko przykład zaczerpnięty z nieprzebranego bogactwa egzemplarzy telewizyjnej “gnidomanii”. W ostatnim wydaniu (8.01) porannego, niedzielnego programu “Tydzień” w telewizyjnej Jedynce mowa była o setnej rocznicy powstania stadniny koni w Janowie Podlaskim. Podkreślano wspaniałość wiekowej tradycji stadniny i jej aktualny dynamiczny rozwój. O głośnych i skandalicznych spustoszeniach poczynionych w stadninie oraz o nadwerężeniu jej międzynarodowej reputacji przez mianowańców PiS nie padło ani jedno zdanie. Powinszować.

Po krótkim, ale rzetelnym namyśle zgłaszam swoją osobistą nominację zespołu “Wiadomości” do zbiorowego tytułu Hieny Roku.


Zdjęcie główne: Wikimedia Commons

Reklama