Frekwencja strajkujących szkół nie jest zła, biorąc pod uwagę, ile nacisków czy wręcz zastraszania nauczycieli miało miejsce – mówi nam szef Związku Nauczycielstwa Polskiego, Sławomir Broniarz. – Listy kuratorów oświaty, żądania kuratorów o przesyłanie list strajkujących, interwencje podejmowane przez “Solidarność”, że strajk jest nielegalny, po wizyty policji w szkołach – dodaje Broniarz. Pytamy też o wypowiedź posła PiS Stanisława Pięty, który mówi o ZNP, że to “postkomunistyczna, progenderowa i prorosyjska organizacja”.

Justyna Koć: Panie prezesie, słyszał pan słowa posła Pięty z PiS. W wywiadzie dla “Super Expressu” powiedział: “Jeśliby to ode mnie zależało, to wyrzuciłbym tę czerwoną lumpeninteligencję na pysk. ZNP to postkomunistyczna, progenderowa i prorosyjska organizacja”.
Sławomir Broniarz:
Tak, słyszałem. Jesteśmy oburzeni i domagamy się przeprosin. Nasi prawnicy już pracują nad wnioskiem. Ta sprawa skończy się w sądzie. Poseł Pięta przekroczył wszelkie granice.

Posła Pietę jak widać bardzo denerwuje to, że nauczyciele dziś strajkują. Z danych to niecałe 40 proc. szkół, to nie jest dużo.
To jest jednak parę tysięcy szkół, chociaż przez ostatnie dwa tygodnie dochodziło do skandalicznych i gorszących sytuacji.

Jakich?
Od ataków ministerstwa edukacji, poprzez listy kuratorów oświaty, żądania kuratorów o przesyłanie list strajkujących, interwencje podejmowane przez “Solidarność” i oświadczenia “Solidarności”, że strajk jest nielegalny, że jest poza prawem – mamy oczywiście takie maile, aż po wczorajsze wizyty policji np. w Radomsku, w Gliwicach, Siemianowicach, Piekarach  i Chorzowie. Wystraszeni nauczyciele dzwonili do nas. W Trąbkach na pomorzu dyrektor wręcz zażądał, żeby nauczyciele napisali oświadczenie, że nie będą brali udziału w strajku. Mimo tych prób zastraszeń jestem przekonany, że ci, którzy chcieli wziąć udział w strajku, do niego przystąpili.

Czyli liczba szkół strajkujących was satysfakcjonuje?
Biorąc pod uwagę, że to szkoły, przedszkola… Proszę pamiętać, że wśród strajkujących są też placówki,w których jest tylko 8-10 nauczycieli. Proszę sobie wyobrazić, jaka tam jest presja. Teoretycznie łatwiej jest zorganizować strajk w Warszawie, w szkole, w której jest 50 nauczycieli, a obok wszystkie szkoły stoją, niż na wsi, gdzie mamy 8 nauczycieli – i to jedyna szkoła. Tam naprawdę trzeba wykazać hart ducha, żeby podjąć decyzję o strajku, kiedy wszyscy są przeciw, od proboszcza począwszy na organach samorządu terytorialnego kończąc.

Ministerstwo mówi, że nauczyciele są w konflikcie z dyrektorami i samorządem. Swojej roli w strajku nie dostrzega.
Bo tak jest skonstruowane, niestety, prawo. Dla górnika pracodawcą jest prezes spółki, a dla nauczyciela pracodawcą jest szkoła – tak mówi prawo. Oczywiście ta narracja ministerstwa jest błędna. My nie walczymy z dyrektorami i samorządem, tylko walczymy o coś.

No właśnie, o co?
Walczymy o nasze miejsca pracy. Absolutnie nie wierzymy w zapewnienia ministerstwa, że nikt nie straci pracy. Z kilkuset listów, które otrzymałem od samorządów, wynika, że będzie wiele trudnych sytuacji, wielu nauczycieli straci pracę, wielu też zostanie na głodowych pensjach, bo nie będzie dla nich godzin. Chcemy również wzrostu wynagrodzeń jako elementu składowego zwiększenia nakładów na edukację.

Jeżeli pani minister, im bliżej strajku, tym szczodrzej zapewniała nas o podwyżkach, to zwracamy uwagę, że z dokumentów, które ministerstwo przekazało związkom zawodowym i samorządom, wynika, że za podwyżki dla nauczycieli zapłacą sami nauczyciele.

Propozycja resortu jest następująca: likwiduje się dodatek wiejski dla nauczycieli zatrudnionych w miejscowościach poniżej 5 tys. mieszkańców. Likwiduje się dodatek na zagospodarowanie, likwiduje się średnie wynikające ze stopnia awansu zawodowego i dodatki uzupełniające. I te pieniądze przekazuje się nauczycielom pospołu na etat. Ale przeciętny nauczyciel w Warszawie na likwidacji dodatku wiejskiego zyska 20 zł, a nauczyciel wiejski straci 300. To też jest podsycanie konfliktów wewnętrznych.

Istota naszego protestu dotyka spraw, które minister Zalewska dotyka w sposób kuriozalny. Muszę nawiązać do reformy prof. Handkego, bo też byliśmy przeciw.

Czyli reformy wprowadzającej gimnazja.
Tak. Mówiliśmy wtedy zresztą to samo, co teraz. Nie jest problemem ustrój szkolny, bo to nie jest rzecz najważniejsza. Problemem jest to, kto i czego będzie uczył w szkole. Zmieńmy, unowocześnijmy podstawę programową, wprowadźmy trochę powietrza do szkoły, dajmy więcej czasu nauczycielowi na pracę z dziećmi, na utrwalenie. Nie zmieniliśmy też rzeczy najważniejszej, o której pisze dziś NIK – czyli kształcenia nauczycieli. Ono naprawdę jest złe i mówię to z żalem, bo sam poszedłem do tego zawodu z powołania. Jeżeli nauczycielem zostaje dziś osoba, która nie lubi dziecka, albo taka, która chciałaby być prawnikiem albo lekarzem, a nie nauczycielem, to jest coś na rzeczy. Zmieńmy kształcenie nauczycieli co do jakości i co do ilości.

A gdzie w tym wszystkim reforma minister Zalewskiej?
Podstawa Zalewskiej jest zła, wsteczna, nawiązująca do PRL, bo oni to pamiętają z własnego doświadczenia. Przeżył to prezes Kaczyński, przeżyła Zalewska, i wiedzą, jaka wtedy była szkoła, był jeden rozkaz i jedno polecenie.

Reforma powinna być ukierunkowana na inne rzeczy niż niszczenie modelu, który działa i się sprawdził i który kosztował nas miliard złotych.

Tak na marginesie, dzisiaj jest szczyt nauczycieli w Edynburgu. My jako ZNP zawsze uczestniczyliśmy w tym szczycie. Dzisiaj nie pojechałem ze względu na strajk, ale na ten szczyt Polska jest zaproszona jako jeden z najlepszych systemów edukacyjnych świata, bo mamy najlepsze wyniki. Minister Zalewska pojechała na ten szczyt i chwali się nie swoimi wynikami, uśmiecha się i jednocześnie to wszystko niszczy. My wysłaliśmy list w tej sprawie do wszystkich uczestników tego szczytu.

Nie macie poczucia, że ten strajk jest trochę na “pół gwizdka”? Wiadomo, że dziecko jak przyjdzie do szkoły, to ktoś się nim zajmie. Rząd nie odczuwa tego strajku i chyba większość społeczeństwa też nie. Oprócz tego, że nie ma lekcji, to w zasadzie szkoła działa normalnie.
Nieprawda. Jeżeli szkoła podjęła decyzję o strajku, to tam nie ma dzieci. Jeżeli 10 nauczycieli strajkuje, a 5 nie, to ta piątka normalnie prowadzi lekcje. Ale do szkoły przychodzą dzieci tylko wówczas, jeżeli rodzice nie mają dla nich opieki. Wiadomo, że starsze dzieci do szkoły nie przyjdą, jeżeli już, to tylko maluchy.

Nauczyciel, który strajkuje, nie zajmuje się dziećmi, jeżeli już, to dyrektor musi zorganizować opiekę, ale nie może być do tego strajkujący nauczyciel. Pamiętajmy, że dyrektor nie może strajkować, bo jest szefem zakładu pracy. Oczywiście cała masa dyrektorów jest po naszej stronie, przecież to też nauczyciele.

Myślicie nad jakąś formą zaostrzenia protestu?
Są takie oczekiwania i pomysły. Proszę zwrócić uwagę, że protestują też rodzice, samorządy, 10 kwietnia czeka nas strajk rodzicielki. Ten dzisiejszy strajk to nie jest ani początek, ani koniec.


Zdjęcie główne: PAP/Tytus Żmijewski; zdjęcie w tekście: PAP/Jakub Kamiński

Zapisz

Comments are closed.