Reklama

Ustawę zasadniczą trzeba zmieniać jak najrzadziej, wtedy ona stabilizuje sytuację. Nie możne być tak, że gdy coś się zmienia, albo nam nie pasuje, to od razu zmieniamy konstytucję. Ja nie widzę potrzeby jej zmiany, tym bardziej doraźnych zmian pod dyktando rządzącej większości – mówi nam Bogdan Borusewicz, były opozycjonista, senator PO. Pytamy też o protest rodziców osób niepełnosprawnych i konflikt w PiS.

JUSTYNA KOĆ: Panie marszałku, czy idea referendum konstytucyjnego to dobry pomysł?

BOGDAN BORUSEWICZ: Uważam, że referendum powinno być zatwierdzające, po ewentualnych zmianach konstytucji, ale na pewno nie powinniśmy zajmować się zmienianiem ustawy zasadniczej w sytuacji, kiedy PiS łamie konstytucję ustawami zwykłymi. Robi to chociażby w przypadku ustaw zmieniających sądownictwo. Prezydent również złamał konstytucję, to jest najistotniejsze w tej sytuacji. Złamał ją niezaprzysięgając trzech prawidłowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Reklama

Dyskusja o konstytucji na pewno nie powinna odbywać w taki sposób i w tej chwili. Samo referendum w takiej formie jest zbędne, bo nic nie ustala.

Powtarzam: jeżeli już zmieniona zostałaby konstytucja, to wówczas referendum zatwierdzające miałoby sens, ale w takiej formie, jak chce to zrobić prezydent, jest to kompletnie pozbawione znaczenia. A przecież takie referendum kosztuje.

A czy potrzebna jest zmiana konstytucji? Pan był uczestnikiem tworzenia tej z 1997 roku, po uchwaleniu której przeprowadzono referendum zatwierdzające. Przyznać trzeba, że dziś żyjemy w innej rzeczywistości niż 20 lat temu, może więc warto rozpocząć debatę na ten temat?
Debatę można rozpocząć wtedy, gdy będzie na to szansa, kiedy w tej debacie będą brały udział wszystkie  ugrupowania polityczne. Na razie nie widzę takiej szansy. Proszę zwrócić uwagę, że

do tej debaty zostali zaproszeni tylko zwolennicy i sympatycy PiS-u.

Abstrahując od bieżącej sytuacji politycznej uważam, że ustawę zasadniczą trzeba zmieniać jak najrzadziej, wtedy ona stabilizuje sytuację. Nie możne być tak, że gdy coś się zmienia, albo nam nie pasuje, to od razu zmieniamy konstytucję. Ja nie widzę potrzeby zmiany konstytucji, a tym bardziej jej doraźnych zmian pod dyktando rządzącej większości.

Podobnie uważa chyba Jarosław Kaczyński, bo ewidentnie chciał przykryć kongres prezydenta, przedstawiając kandydatów w wyborach samorządowych.
Widać wyraźnie, że jest konflikt w ramach PiS-u między prezydentem a partią, bo przecież prezydent też jest z Prawa i Sprawiedliwości. Ten konflikt już jest wyraźny i jeszcze się pogłębia.

Ostatnie zawetowanie ustawy degradacyjnej sprowadziło ten konflikt na tory ideologiczne, bo to była ustawa ważna ideologicznie dla PiS-u i Jarosława Kaczyńskiego.

Szkoda, że prezydent wycofał się z tego konfliktu przy ustawach o sądownictwie. Najpierw co prawda je zawetował, ale później porozumiał się z Jarosławem Kaczyńskim i zrobił wszystko tak, jak chciało PiS. W konsekwencji te ustawy zmieniły w sposób zasadniczy system sądowniczy, równowagę, stosunek władzy wykonawczej do sądowniczej. To także dotyczy nawet Sądu Najwyższego. Łamanie konstytucji przez ugrupowanie rządzące to nie tylko ten przykład, o którym mówiłem wcześniej, czyli niezaprzysiężenie sędziów TK, również cała partia czy

Zjednoczona Prawica złamała ustawę zasadniczą, skracając zapisaną w konstytucji 6-letnią kadencję pierwszego prezesa Sądy Najwyższego, a także skracając kadencję członków Krajowej Rady Sądownictwa.

Czy Senat zagłosuje za referendum konstytucyjnym?
To jest źle postawione pytanie. W Senacie większość ma PiS, więc pytanie, czy PiS zagłosuje przeciwko referendum. Jeżeli ten konflikt będzie dalej trwał, to może się tak zdarzyć.

Czy gdyby był pan marszałkiem Sejmu, zwołałby pan specjalne posiedzenie w sprawie protestujących rodziców osób z niepełnosprawnościami?
Oczywiście, że tak, bo jeżeli władza nie jest w stanie tego konfliktu rozwiązać – prezydent, minister rodziny, pracy i spraw społecznych, pan premier, ani wicepremier Szydło – to powinien się w to włączyć Sejm, tym bardziej, że przecież protest jest na terenie parlamentu, to obciąża jednak Sejm. Rozumiem, że tutaj PiS nie chce się ugiąć, ponieważ decyzje jednoosobowo podejmuje szef PiS-u. On

prawdopodobnie obawia się, że następne grupy będą próbować realizować swoje żądania. Już teraz PiS jest w pułapce.

Poprzednim razem, kiedy był taki protest za czasów rządów Platformy, to posłowie PiS-u bardzo mocno się zaangażowali w ten spór, wykorzystując go do swoich celów politycznych. Dziś opozycja zachowuje się bardzo powściągliwie, i słusznie. Jednak dyskusja na ten temat w Sejmie mogłoby to też doprowadzić do jakiegoś porozumienia.

Zresztą PiS wpadł we własne sidła. Przecież to premier Morawiecki ogłaszał, że budżet ma się świetnie, że gospodarka kwitnie, zatem to zrozumiałe, że różne grupy społeczne, które mają bardzo trudną sytuację, domagają się polepszenia swojego bytu. Może trzeba inne programy ograniczyć, załóżmy wprowadzić jakieś ograniczenia dochodowe do programu 500 Plus, wówczas uda się wygospodarować środki w budżecie.

O trudnej sytuacji tych rodzin wiadomo było od dawna, wobec tego należało ten problem rozwiązać wcześniej, a nie czekać do końca aż nastąpi taka eskalacja.

Ta sytuacja może odbić się na słupkach poparcia dla PiS?
Na pewno ta sytuacja pokazuje niekonsekwencję, że rząd dużo mówi na wyrost w tonie propagandowym. To na pewno powoduje zużywanie się partii rządzącej. PiS traci świeżość, którą miało jako partia, która była przez 8 lat w opozycji. Ta sytuacja z protestem kompletnie rozbiła próbę ofensywy PiS-u przy pomocy tzw. piątki Morawieckiego. O tym już dziś nikt nie pamięta. Ci rodzice przekłuli ten napompowany propagandowy balon.


Zdjęcie główne: Bogdan Borusewicz, Fot. Flickr/Katarzyna Czerwińska/Kancelaria Senatu, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.