Reklama

– To jest ustawa, która spełnia właściwie tylko jedno polityczne zadanie – minister zdrowia miał zrobić cokolwiek, i zrobił – komentuje dla nas sprawę nowej sieci szpitali były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz z PO. – Przypomnę, że w pierwszej wersji tej ustawy w sieci szpitali zabrakło takich podmiotów, jak szpital oparzeniowy w Siemianowicach Śląskich czy szpital rehabilitacyjny w Sopocie. To pokazywało, w jakim chaosie ustawa była pisana – dodaje. Dziś późnym popołudniem opublikowano tzw. sieć szpitali.

Zgodnie z przepisami, dyrektorzy oddziałów wojewódzkich NFZ we wtorek ogłosili w Biuletynie Informacji Publicznej wykaz lecznic zakwalifikowanych do poszczególnych poziomów tzw. sieci szpitali. Ogłoszony wykazy zostanie jeszcze uzupełniony o placówki, które powstaną w wyniku połączenia dwóch lub więcej podmiotów leczniczych. Zakwalifikowanie szpitala do sieci oznacza, że będzie miał na kilka lat zagwarantowane finansowanie ze środków publicznych.

Justyna Koć: Dlaczego NFZ tak długo zwlekał z opublikowaniem sieci szpitali?
Bartosz Arłukowicz: Ponieważ nawet dyrektorzy oddziałów wojewódzkich NFZ do końca nie rozumieją tej ustawy i były problemy ze stworzeniem list. To jest ustawa, która spełnia właściwie tylko jedno polityczne zadanie – minister zdrowia miał zrobić cokolwiek, i zrobił. Przypomnę, że w pierwszej wersji tej ustawy w sieci szpitali zabrakło takich podmiotów, jak szpital oparzeniowy w Siemianowicach Śląskich czy szpital rehabilitacyjny w Sopocie. To pokazywało, w jakim chaosie ustawa była pisana. Miałem wrażenie, że przez miesiące odpytywania ministra zdrowia o plany i cel tej ustawy minister Radziwiłł sam nie wiedział, jakie szpitale do sieci wejdą, a jakie nie wejdą.

Ta lista ukazała się wieczorem, żeby było jak najmniejsze pole do dyskusji, a pojutrze wszystkie oczy będą zwrócone na konwencję PiS-u.

To przemyślana strategia?
To są dziecinne zabawy polityczne, bo trzeba brać odpowiedzialność za podejmowane przez siebie decyzje. Skoro minister Radziwiłł twierdzi, że w momencie wprowadzenia sieci szpitali nie będzie więcej kolejek pacjentów do lekarzy, a niektóre wręcz znikną, to będziemy bardzo pilnie obserwować sytuację pacjentów.

Reklama

Ostatnie dokumenty spływały do NFZ jeszcze wczoraj. Szpitale w ostatniej chwili łączyły się, aby sprostać wymaganiom ustawy. To chyba nie powinno tak wyglądać?
Minister Radziwiłł nie konsultował tej reformy, a wzbudza ona ogromne emocje nie tylko wśród lekarzy, ale i pacjentów. Z jednej strony minister mówi o budżetowym finansowaniu służby zdrowia, o tym, że będą ryczałty, co zlikwiduje konkurencje między szpitalami, czyli wracamy do PRL, a z drugiej strony, gdzieś bokiem przynosi ustawę, która wprowadza opłaty dla pacjentów.

To świadczy o tym, że nie ma żadnej koncepcji funkcjonowania systemu i wie dobrze, że budżetowy sposób finansowania jest niewydolny.

Wprowadzenie opłaty, czyli prywatyzacja służby zdrowia, to był zawsze “czarny diabeł” dla PiS-u. Co się nagle stało?
Zwrócę uwagę, że minister Radziwiłł nie poinformował nawet o tym swojego przełożonego, czyli premiera rządu. To rzecz absolutnie niespotykana, żeby premier rządu dowiadywał się o planach swojego ministra z mediów, a następnie musiał w sposób nagły blokować te plany.

W takiej sytuacji minister zdrowia powinien podać się honorowo do dymisji.

Zaskoczeniem było też uchwalenie ustawy o leczniczej marihuanie. Teraz zajmuje się nią Senat. Co się nagle stało, że po tylu miesiącach zwodzenia opinii publicznej Sejm przyjął tę ustawę?
PiS jak zwykle zastosował metodę politycznego oszustwa. Pozmieniał całkowicie ustawę, którą przygotował Liroy, a którą potem poprawialiśmy z ekspertami, lekarzami i profesorami. Doszliśmy do kompromisu, że w polskich instytutach naukowych będziemy uprawiali marihuanę, aby mieć pełną kontrolę i świadomość, ile tej marihuany jest hodowanej. W skrócie chodziło o to, aby państwo miało kontrolę nad medyczną marihuaną.

PiS wywrócił całkowicie ustawę, zostawił pacjentów samym sobie. Powiedział, że można leczyć marihuaną, ale nie wiadomo, kto ma ją przywieźć, kto ma wyprodukować i na jakich zasadach.

Ale Platforma poparła już tę ustawę.
Tak, i będziemy próbowali ją poprawiać w Senacie, chociaż znając zasady politycznego funkcjonowania PiS-u, pewnie będzie to trudne. Mogę obiecać, że kiedy wrócimy do władzy, to lecznicza marihuana będzie uprawiana i nadzorowana w instytutach naukowych w Polsce, a sam lek będzie produkowany w narodowym instytucie leków po to, żeby pacjenci mieli do niego realny dostęp.


Zdjęcie główne: Szpital w Sanoku, Fot. Wikimedia Commons, licencja Creative Commons

Reklama