Reklama

Minister Radziwiłł to jeden wielki likwidator. Zlikwidował in vitro, zlikwidował standardy opieki okołoporodowej, teraz jego reforma będzie skutkowała likwidacją szpitali – mówi wiadomo.co były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. I dodaje, że Radziwiłł to minister ideologii. Pytamy o sieć szpitali i standardy okołoporodowe, finansowanie specjalistycznych szpitali, in vitro i leczniczą marihuanę.

Justyna Koć: Minister Radziwiłł szykuje wielką reformę służby zdrowia. Wprowadza sieć szpitali, mówi, że dzięki temu znikną kolejki i będzie lepiej. Wierzy pan w to?
Bartosz Arłukowicz: Chyba tylko minister Radziwiłł uważa, że to będzie dobra reforma i dobre zmiany. Nie znam nikogo innego, kto uważałby podobnie. Wprowadzenie sieci spowoduje, że zniknie prawie 200 szpitali, także specjalistycznych. Dodatkowo likwiduje się nocną i świąteczną opiekę lekarską. Wszyscy mają teraz trafiać na SOR do szpitali. Zarówno ci z biegunką, jak i ci z udarem, złamaną nogą i gorączką. Wypadną z sieci szpitale specjalistyczne. Wcześniej – teraz już to zostało poprawione – poza siecią znalazł się nawet specjalistyczny szpital oparzeniowy  w Siemianowicach Śląskich. Niestety, dalej zagrożony jest specjalistyczny szpital geriatryczny na Śląsku, jedyny taki w Polsce. Ta reforma ma w zasadzie same wady. Dostrzegają to także koledzy ministra Radziwiłła z rządu.

Wprowadzenie sieci spowoduje, że zniknie prawie 200 szpitali, także specjalistycznych. Dodatkowo likwiduje się nocną i świąteczną opiekę lekarską.

To powrót do systemu leczenia sprzed reformy z 1999 roku?
Reforma Radziwiłła to czysty PRL. Sposób finansowania szpitali w postaci ryczałtu będzie demobilizował je i znosił całkowicie konkurencję. Nie będzie już powodu, żeby szpitale rywalizowały jakością leczenia pomiędzy sobą. Pacjenci będą odsyłani od jednego szpitala do drugiego. Szczególnie ci z poważniejszymi chorobami, bo szpitalom leczenie takich pacjentów nie będzie się opłacało. Jeżeli jest finansowanie ryczałtowe, to można użyć stwierdzenia: „czy się stoi, czy się leży, 1000 zł się należy”. Nie będzie motywacji do leczenia.

Reforma Radziwiłła to czysty PRL. Sposób finansowania szpitali w postaci ryczałtu będzie demobilizował je i znosił całkowicie konkurencję.

W tej chwili pieniądz idzie za pacjentem?
Teraz pieniądz idzie za pacjentem i za procedurą, a według projektu ministra Radziwiłła pieniądz będzie szedł przed pacjentem i tylko z faktu istnienia placówki. To musi obniżyć standardy.

Reklama

Przecież minister Radziwiłł jest lekarzem. Nie zdaje sobie sprawy z tego, co chce zrobić?
Minister Radziwiłł jest pod wielką presją polityczną, nie ma żadnego zaplecza politycznego, jest osamotniony w tych projektach. Nawet jego koledzy partyjni go krytykują. Poseł Sośnierz ma 100 proc. racji, tak jak minister Gowin, który zgłasza mnóstwo uwag. Gowin zgłosił także votum separatum podczas posiedzenia rządu. Jest rzeczą niespotykaną, żeby wicepremier odcinał się od reformy ministra własnego rządu. Wynika to z tego, że Sośnierz zarządzał szpitalami, a Gowin był już w rządzie i wie, czym to się skończy.

Gowin zgłosił także votum separatum podczas posiedzenia rządu. Jest rzeczą niespotykaną, żeby wicepremier odcinał się od reformy ministra własnego rządu.

Minister Radziwiłł był szefem Izby Lekarskiej.
Konstanty Radziwiłł był przez 20 lat działaczem izb lekarskich, 20 lat oczekiwał, żądał, protestował, a kiedy przychodzi do realnego rządzenia i podejmowania decyzji, widać, jak bardzo jest bezradny i osamotniony.

Nie ma pan wrażenia, że minister Radziwiłł za punkt honoru postawił sobie odwrócenie tego wszystkiego, co wprowadziły poprzednie rządy? Reforma z 99 roku, dostęp i finansowanie in vitro, dostęp do awaryjnej antykoncepcji, standardy okołoporodowe?
Minister Radziwiłł to jeden wielki likwidator. Zlikwidował in vitro, zlikwidował standardy opieki okołoporodowej, teraz jego reforma będzie skutkowała likwidacją szpitali. Jedyne, co mu się udaje, to wspieranie grupy zawodowej, z której sam się wywodzi, czyli lekarzy rodzinnych, którym zniósł wszystkie wymogi jakościowe i wszystkim równo podwyższył stawki do najwyższego poziomu.

Wszystkie wskaźniki motywacyjne zostały zniesione lekarzom rodzinnym, co skutkuje tym, że nie będą mieć żadnej motywacji, aby przeprowadzać badania.

Co to oznacza?
Skutkuje to tym, że lekarze rodzinni nie są w żaden sposób motywowani do tego, żeby przeprowadzać badania diagnostyczne. To była zasada, którą ja wprowadziłem, zasada finansowania wraz ze wzrostem ilości i jakości wykonywanych badań diagnostycznych i stawianych diagnoz. Wszystkie wskaźniki motywacyjne zostały zniesione lekarzom rodzinnym, co skutkuje tym, że nie będą mieć żadnej motywacji, aby przeprowadzać badania.

Czyli dba tylko o swoich, a nie o pacjenta?
Z całą pewnością minister pomylił role. Każdy minister musi podjąć decyzje rozpoczynając prace w resorcie, czy jest przedstawicielem środowiska, z którego się wywodzi w rządzie, czy jest przedstawicielem pacjentów w rządzie i środowisku lekarskim. Ministrowi Radziwiłłowi to wszystko się pomyliło. On w tej chwili reprezentuje środowisko lekarskie, z którego się osobiście wywodzi.

Ponad 6 tys. dzieci urodzonych z in vitro, a jedną z pierwszych decyzji ministra Radziwiłła była rezygnacja z jego finansowania.

Pan też był lekarzem zanim objął resort zdrowia, podobnie było ze Zbigniewem Religą, który nie miał jeszcze swojego zaplecza politycznego.
Religa różnił się od Radziwiłła tym, że był po prostu odważny i mówił wprost, że w momencie wprowadzenia sieci szpitali trzeba będzie zamknąć w Polsce 200 placówek. Religa mówił wprost, uczciwie i miał szacunek do pacjentów. Ja przez 4 lata pełniłem swoją misję tak, aby reprezentować pacjentów w środowisku lekarskim. Stąd liczne protesty, dyskusje, ale wprowadzałem zmiany, które motywowały lekarzy do wykonywania swojej pracy w sposób możliwie najlepszy.

Zaproszenie prof. Chazana jest czystą prowokacją. To jest pokazanie wszystkim Polkom, w jaki sposób minister zdrowia o nich dzisiaj myśli.

A tak po ludzku, to o co ma pan największy  żal do ministra Radziwiłła? O likwidację in vitro?
Największy chyba o to, że próbował znieść rzecz najważniejszą dla pacjentów, jaką było konsylium w pakiecie onkologicznym, czyli moment, w którym pacjent chory na raka miał ustawowo zagwarantowane spotkanie ze wszystkimi lekarzami, którzy są konieczni do postawienia kompleksowej diagnozy. Wielokrotnie podejmował próby zniesienia tego konsylium, mam nadzieje, że mu się to nie uda. Na drugim miejscu wymieniłbym to, że nie dostrzega dużych grup pacjentów, np. pacjentów leczących się z niepłodności. Ponad 6 tys. dzieci urodzonych z in vitro, a jedną z pierwszych decyzji ministra Radziwiłła była rezygnacja z jego finansowania.

Jak pan ocenia powołanie prof. Chazana do zespołu ministerialnego?
Przede wszystkim minister Radziwiłł z niewiadomych powodów zniósł rozporządzenie, które wprowadziłem w 2012 roku, dotyczące standardów opieki okołoporodowej, które gwarantowało pacjentkom, kobietom podczas porodu najwyższą jakość usług. Nie rozumiem tego, dlaczego chce to zmienić. Po drugie, zaproszenie prof. Chazana jest czystą prowokacją. To jest pokazanie wszystkim Polkom, w jaki sposób minister zdrowia o nich dzisiaj myśli. Prof. Chazan to symbol i przykład lekarza, który utrudniał kobietom dostęp do zgodnej z prawem aborcji, skazując je na rodzenie i oglądanie, jak cierpi i umiera własne, śmiertelnie chore dziecko. Jest przesiąknięty ideologią i ta ideologia bierze górę nad wiedzą medyczną.

To straszne, że przedstawiciele rządu i prezydent tak naprawdę szukali dobrego PR-u w chorobie Tomka Kality, a nie realnych rozwiązań.

Czy standardy okołoporodowe wymagają w ogóle zmiany? Ponad 20 lat pracy, wieloletnia kampania „Rodzić po ludzku”, setki szkoleń, reportaży, akcji. Mam wrażenie, że w systemie leczenia jest wiele innych obszarów, gdzie rzeczywiście potrzeba zmian.
2012 rok, czyli rok podpisania rozporządzenia, był takim ukoronowaniem wieloletniej pracy ekspertów, pacjentów, środowisk kobiecych, mediów, wielkiej akcji, aby zapewnić kobiecie standard europejski przy porodzie. To funkcjonowało. Dlaczego minister Radziwiłł to zmienia, o to proszę zapytać samego zainteresowanego, choć wydaje mi się, iż wynika to z tego, że to minister ideologii, a nie pacjentów.

To jest rząd ideologiczny, który boi się nowości wszelkiego rodzaju i narzuca swoje zasady wszystkim Polakom.

A jak wygląda w tej chwili sytuacja z leczniczą marihuaną? Wiele się o tym mówiło, jak zmarł Tomasz Kalita, który w ostatnich miesiącach walczył o dostęp do leczniczej marihuany. Wszyscy parlamentarzyści od lewa do prawa mówili, że trzeba jak najszybciej załatwić tę sprawę. Nawet prezydent Andrzej Duda spotkał się z Tomkiem i zapewnił o poparciu.
To straszne, że przedstawiciele rządu i prezydent tak naprawdę szukali dobrego PR-u w chorobie Tomka Kality, a nie realnych rozwiązań. Poseł Liroy-Marzec przygotował ustawę, którą wspólnie poprawiliśmy, która gwarantowała chorym dostęp do leczniczej marihuany i po części gwarantowała zabezpieczenie przed jej wyciekiem na rynek w sposób nieuzasadniony. Zachowania rządu i poprawki, które wnoszą, blokowanie tej pracy, wydłużanie prac świadczą o braku dobrej woli i pokazują chęć przeciągania sprawy w nieskończoność. Jestem przekonany, że rząd nie chce wprowadzić tych zmian.

Dlaczego?
Przyczyna jest ta sama. To jest rząd ideologiczny, który boi się nowości wszelkiego rodzaju i narzuca swoje zasady wszystkim Polakom.


Zdjęcie główne: Bartosz Arłukowicz, Fot. Michał Józefaciuk/Kancelaria Senatu, licencja Creative Commons

Reklama