Reklama

Uważam, że gdyby Europa działała wcześniej bardziej zdecydowanie w związku z sankcjami, uruchomieniem misji politycznej, to być może nie doszłoby do tak bezczelnego aktu terrorystycznego – mówi nam Andrzej Halicki, eurodeputowany PO. – Mamy do czynienia z całym szeregiem zdarzeń, wobec których świat demokratyczny i cywilizowany musi reagować zdecydowanie bardziej stanowczo – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: Sprawą lądowania w Mińsku samolotu z opozycjonistą na pokładzie zajmuje się Rada Europejska. Warto podkreślić, że był to samolot lecący z kraju UE do kraju UE, sam przewoźnik, jak i samolot także zarejestrowany był w kraju UE, w Polsce. Na ile poważnie traktowany jest incydent?

ANDRZEJ HALICKI: To bezprecedensowy przypadek bezczelności, choć powiedziałbym mocniej, że to był atak terrorystyczny. Wszelkiego rodzaju normy zostały złamane, bo to nie dotyczy tylko bandyckiego porwania samolotu, tylko także naruszenia przepisów, które dotyczą bezpieczeństwa, które obowiązują wszystkich uczestników międzynarodowego prawa lotniczego.

Uważam, że gdyby Europa działała wcześniej bardziej zdecydowanie w związku z sankcjami, uruchomieniem misji politycznej, to być może nie doszłoby do tak bezczelnego aktu terrorystycznego. Uważam też, że konsekwencje muszą być dużo dalej idące, niż tylko polityczne czy właśnie sankcje. To kwestia wykluczenia z ICAO (Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego) i nie tylko loty nad Białorusią są niebezpieczne, ale w ogóle przyjmowanie samolotów linii Belavia.

To także powinna być kwestia międzynarodowego Trybunału ds. Terroryzmu w Hadze i myślę, że polski rząd, skoro sprawa dotyczy jednostki zarejestrowanej w Polsce, powinien wystąpić i uruchomić przed tym Trybunałem procedurę. To także kwestia Rosji, bo

Reklama

nie byłoby Łukaszenki bez Rosji i wsparcia Putina, co więcej, ta operacja nie odbyłaby się bez wsparcia rosyjskich służb specjalnych.

Przecież na pokładzie samolotu byli ich przedstawiciele. Mamy zatem do czynienia z powiązanymi działaniami wspierającymi z Rosji i znów kłaniają się sankcje. Sądzę, że to także nie powinno zostać bezkarne.

Sam pan mówi, że działania UE były niewystarczające i to kolejny raz, kiedy zarzuca się Brukseli opieszałość, przymykanie oka. Działacze opozycji białoruskiej, wśród nich Aleś Zarembiuk, mówili, że 10 miesięcy już czekają na pomoc UE. To rozgoryczenie co do instytucji unijnych rzeczywiście widać. Czy tym razem można liczyć na szybsze, mocniejsze działanie?
Myślę, że tak, bo jest w tej sprawie świadomość w zasadzie całego PE. Proszę zauważyć, jak krytyczny był Parlament wobec braku działań lub naiwnych wypowiedzi np. wysokiego przedstawiciela pana Borrella, również krytyczny był PE wobec jego wizyty w Moskwie.

Rzeczywiście we wrześniu zeszłego roku podjęliśmy dwie rezolucje. Jedna dotyczyła Rosji, druga kwestii Białorusi i przypominam, że oczekiwania PE były daleko idące, także ze strony KE, jeżeli chodzi o podjęcie misji wysokiego szczebla. Oczywiście także sankcyjnych, dotykających nie tylko decydentów i polityków, ale też oligarchów, powiązań gospodarczych. Mówię to w kontekście Białorusi, ale również bardzo stanowczą rezolucję przyjęliśmy w sprawie Moskwy. To kwestia Nord Stream 2, a także objęcia sankcjami właśnie oligarchów.

Pozwolenie na to, aby działania gospodarcze były kontynuowane także dzięki europejskim środkom to napychanie im kieszeni, które pęcznieją kosztem społeczeństwa rosyjskiego i białoruskiego. Bez tego rodzaju konsekwencji trudno oczekiwać zmian prodemokratycznych w Rosji.

Mamy zatem do czynienia z całym szeregiem zdarzeń, wobec których świat demokratyczny i cywilizowany musi reagować zdecydowanie bardziej stanowczo.

Czy realne jest działanie, o którym mówili białoruscy działacze, aby wyeliminować ze sklepów produkty z Białorusi? To konkretne produkty, konkretne firmy, które wymieniali.
Oczywiście, że to powinien być jeden z kroków tych działań. Ja jestem jak najbardziej, bardzo mocno po stronie białoruskich działaczy, bo oni dziś znajdują się właściwie w sytuacji bez wyjścia. Mamy do czynienia z zamachem na ich bezpieczeństwo, zresztą jak pokazały wczorajsze wydarzenia, także na obywateli UE czy świata. Łukaszenka czuje się bezkarny.

Jak ocenia pan działanie polskiego premiera i ministra spraw zagranicznych? Kiedy na Ukrainie dochodziło do zmian i był Majdan, polska odgrywała jedną z ważniejszych ról.
Działania rządu są niewystarczające. Proszę sobie przypomnieć, kiedy rząd mówił o tym, że Polska będzie liderowała tym prodemokratycznym dążeniom Białorusi, nic się takiego nie wydarzyło. Dziś inni zajęli się liderowaniem i budują świadomość probiałoruską, jeżeli chodzi o UE. Z naszej strony nie nastąpiły działania zbyt radykalne, jeżeli chodzi o środki użyte wobec Białorusi. Można powiedzieć, że co innego słyszymy, a co innego widzimy.

Szkoda, że nie ma obecnie poważnych polskich działań, jak chociażby takich, które miały miejsce podczas Majdanu na Ukrainie. Tego bardzo brakuje, jak również powrotu Polski do budowania pozycji lidera, jeżeli chodzi o kształtowanie polityki wschodniej dla całej wspólnoty.

TSUE wydał zabezpieczenie w sprawie elektrowni w Turowie. Jak pan je ocenia?
Po pierwsze to konsekwencja niedociągnięć czy wręcz braku działań przez wiele miesięcy w tej sprawie. Przecież koncesja, która skończyła się w 2019 roku, a której brak wykorzystali później Czesi, to błąd, który ma nie kto inny jak polskie władze na sumieniu. Jeżeli coś jest sprzeczne z prawem albo niewystarczająco zostało uzasadnione, to oczywiście będzie podlegało zaskarżeniu czy też będzie podważane. W tym wypadku Czesi wykorzystali bezwzględnie tę słabość wnosząc do KE wniosek, a Komisja stanęła po stronie rządu czeskiego.

My ostrzegaliśmy już kilka miesięcy temu w tej sprawie. Dokładnie na jesieni w zeszłym roku przedstawiciele naszej Koalicji domagali się wyjaśnień ze strony rządu, jakie działanie podejmuje w tej sprawie, aby zapobiec konfliktowi. Zapobiec właśnie sytuacji, kiedy Trybunał zajmie się tą sprawą.

Wniosek do Trybunału został złożony w lutym i nic się przez te miesiące nie działo ze strony polskiej. Nie podjęto żadnych negocjacji, więcej, Polska od roku nie ma w Czechach ambasadora. W ten sposób nie można działać.

Czy w PE ze strony europosłów PiS widział pan jakieś działania w tej sprawie?
Nie widziałem żadnych działań, a mówiono o problemie. Nie pamiętam na ten temat żadnej konstruktywnej informacji. W krajowym parlamencie domagaliśmy się informacji jako klub parlamentarny jeszcze w lutym. Wiosną odbyła się komisja energetyki, gdzie rządzący nie mieli żadnej informacji dla nas w odpowiedzi. Wówczas nie widzieli nawet problemu. Podejrzewam, że ponieważ minister Sasin nadzoruje spółki strategiczne, to wydaje mi się, że dokładnie tak samo jak z każdą inną aktywnością tego ministra, wszystko jest na łapu-capu i na rympał. Nie ma żadnej staranności nie tylko w nadzorze, ale i w kwestii przypilnowania sprawy, która wisiała od lat.

PiS już przedstawia decyzję TSUE jako dowód na chronienie interesów Niemiec i Czech w energetyce…
To kompletna bzdura. Jeżeli mówimy o kwestiach prawnych, normach środowiskowych i działaniu, które także ma charakter obrony celów transformacyjnych, to przecież nie ma nic wspólnego z tego rodzaju oskarżeniami. To kwestia także wiedzy, którą Polacy powinni mieć, a przede wszystkim powinni wiedzieć, że to kwestia związana z wykorzystywaniem takich środków jak z funduszu transformacji, z których to środków rząd PiS lekką ręką rezygnuje. Co więcej,

pani Kempa i pani Zalewska głosowały przeciwko uruchomieniu tych środków.

Problem polega na tym, że nie ma prawdziwego planu tej transformacji, po drugie ignoruje się procesy, które mają charakter prawny i obowiązkowy, jeżeli jest się we wspólnocie. Wreszcie, po trzecie, mamy do czynienia z prostą propagandą: wszyscy nas nie lubią, wszyscy są źli, tylko my jesteśmy dobrzy. To jest najgorsze z tłumaczeń, które nic dobrego nie przyniesie i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.


Zdjęcie główne: Andrzej Halicki, Fot. Flickr/Senat RP/Michał Józefaciuk, licencja Creative Commons

Reklama