Red. Grzegorz Sroczyński skomentował na portalu gazeta.pl słynny tweet Donalda Tuska, rozdając razy – jak na księcia symetrystów przystało – jednej stronie, drugiej stronie, trzeciej stronie, czwartej stronie i jeszcze pewnie jakiejś innej stronie, kreując karykaturalny obraz polskiej polityki po 2015 roku, w której według niego nie tylko chodzi dziś o zagrożenia płynące ze strony rządzącego Polską PiS, lecz o to, co zwykle, czyli o piaskownicę, grabki i wiaderka.

Z pozycji tego placu infantylnych zabaw przyłożył więc Schetynie i Petru (jako “zwasalizowanym przez Kaczyńskiego przystawkom PiS”), zaniepokojonym stanem demokracji obywatelom, publicystom rozumiejącym pisowską destrukcję, a nawet samemu Tuskowi, którego jednak potraktował łaskawiej. Tym samym

pokazał, jak nieświadomie sprzyja Jarosławowi Kaczyńskiemu, czekającemu na skłóconą, rozbitą i poturbowaną opozycję,

którą z moralnych wyżyn poucza uniesiony redaktor, kreśląc scenariusze jej niemocy i upadku, wierząc zapewne, że są jakieś ważniejsze sprawy niż odsunięcie PiS od władzy w zbliżających się wyborach.

Według b. publicysty “Gazety Wyborczej”, chodzi o to, że Tusk – serdecznie znienawidzony przez prawicę, potrafiący rozgrywać szefa PiS, umiejętnie czytający “emocje społeczne”, mówiący o niesprawiedliwości, lecz “pewnie po prostu z lenistwa” unikający wprowadzenia “czegoś podobnego do 500 plus” – chce “po sromotnie przegranych przez opozycję wyborach samorządowych (i wykopaniu w ramach rozliczeń Schetyny)” zrezygnować ze “110 tysięcy pensji miesięczne” i stanąć do walki z Kaczyńskim. “To całkowicie wyprowadzi Kaczyńskiego z równowagi, przeciwko Tuskowi zostanie uruchomiony cały aparat Ziobry, wezwania na przesłuchania będą słane co tydzień i wtedy znów role się odwrócą: to PiS stanie się kabaretową »totalną opozycją« wobec Tuska, rozszalałą małpą w klatce” – ogłasza autorytatywnie. Innymi słowy, stwierdza, że Tusk właśnie rozpoczął własną kampanię wyborczą.

Pomijając fakt, że Tusk jest zbyt doświadczonym politykiem, by nie rozumieć realiów wyborczej sztafety, z jaką mamy do czynienia, stawki zbliżającej się rywalizacji, faktu, że wszystko ma swoje konsekwencje – ewentualna rezygnacja z funkcji szefa Rady Europejskiej, tracenie czasu na wojnę w rodzinie PO, układanie list, przejmowanie struktur, rozliczenia, konsekwencje strukturalne i ludzkie, czas, którego jest mało między wyborami samorządowymi a parlamentarnymi, a potem europejskimi i wreszcie prezydenckimi, skutki rozbicia opozycji wobec potężnego przeciwnika – Sroczyński pominął istotę i treść przesłania, sprowadzając je do stwierdzenia: “Że rozpoczynanie własnej kampanii wyborczej tweetem nie wygląda poważnie? No cóż. Obecnie tak się wygrywa wybory”.

Sroczyński pisze to w listopadzie 2017 roku,

jakby rzeczywiście potwierdzał diagnozę, że symetryzm żywi się fantasmagoriami, myśleniem życzeniowym i całkowitym oderwaniem od rzeczywistości politycznej,

nie rozumiejąc, że “sprawa tweeta” ustąpi w przestrzeni medialnej po kilku dniach np. kolejnej batalii o sądy w Sejmie. Przesłanie Tuska nie jest też specjalnie odkrywcze, zwłaszcza że podobne tezy wielokrotnie były przywoływane w publicystyce i polityce. Szef Rady Europejskiej stwierdził przecież:

Oczywiście Tusk napisał prawdę, a furia obozu władzy bierze się też z tego, że zrobił to właśnie on, ale być może swe słowa skierował przede wszystkim do Sroczyńskiego i innych symetrystów, którzy – ośmieszając na każdym kroku opozycję, atakując jej realnych, a nie zmyślonych liderów, drwiąc z mówienia o końcu demokracji i “moralnego wzmożenia”, nazywając je przeciwskutecznym –

utonęli we własnych fantazjach i nie są w stanie zobaczyć, że, trawestując stare powiedzonko, PiS to nie łaskotki.

Nie jest bowiem już tak, że mamy do czynienia z normalną sytuacją demokratyczną, bo mamy do czynienia ze swoistym wewnętrznym najeźdźcą, który nie liczy się z regułami państwa prawa, zasadami parlamentaryzmu, logiką polityczną, ani nawet z przyzwoitością.

Atakowanie dziś opozycji, nieskrywana rozkosz z marzenia, że może przegrać wybory samorządowe, co by oznaczało demotywującą dezintegrację, politykierskie arlekinady o przesadzaniu w krytycyzmie wobec PiS przy jednoczesnym fantazjowaniu o zbawcy na białym koniu to zwyczajowy arsenał, z całym szacunkiem, pożytecznych idiotów Kaczyńskiego. Oni bagatelizują łamanie konstytucji, zawłaszczanie państwa, demoralizowanie społeczeństwa, bezprawie, igranie z propagandą, atak na niezależność organizacji pozarządowych, upartyjnienie sądownictwa, szykany wobec dziennikarzy i protestujących obywateli, pomysły na nową ordynację wyborczą, a także potrzebę zjednoczenia obozu demokratycznego. Wolą wierzyć we własną ideologiczną zaćmę niż zobaczyć, na co patrzą. A patrzą na to, że

albo Kaczyński zrobi z Polski putinowskiego satelitę, albo zostaniemy w demokratycznej Europie. Albo PiS, albo wolność. Innego wyboru nie ma.

Wobec szykowanych zmian w ordynacji także cała opozycja przestaje mieć wybór: musi szukać drogi do zjednoczenia, zakopania toporów wojennych, wypalenia fajki pokoju, znalezienia tego, co programowo łączy, a nie dzieli, przedstawienia pomysłu na Polskę po PiS i jednoznacznego poparcia Tuska w wyborach prezydenckich jako kandydata obozu demokratycznego. W przeciwnym razie na początku drugiej kadencji partii Kaczyńskiego ktoś wyśni nieżyczliwy sen, w którym np. Sroczyński wkroczy na scenę cały na biało i oznajmi: panie prezesie, melduję wykonanie zadania.

Na zakończenie przypomnę wszystkim (a red. Sroczyńskiemu w szczególności) inny wpis Donalda Tuska, sprzed miesiąca:

Przemysław Szubartowicz


Zdjęcie główne: Wsparcie dla opozycji przed Sejmem, styczeń 2017, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons